Czytam wydany przez Pasaże niewielki, zawierający zaledwie 19 utworów, zbiór sycylijskiego poety Bartolo Cattafiego Coś konkretnego (1961) i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to ten przypadek.
Cattafi nie był do tej pory w Polsce publikowany. Nic dziwnego. W samych Włoszech jego twórczość dopiero w ostatnich dziesięcioleciach jest na nowo odkrywana, a krytyka wyjaśnia, że to jeden z najjaskrawszych przykładów przeoczeń i niedocenienia. Stało się tak prawdopodobnie ze względu na fakt, że poeta nie wpasowywał się w dominujące w kraju w latach 60. i 70. prądy poetyckie, które zakładały mocne zaangażowanie ideologiczne. Cattafi rozpoczął studia prawnicze, ale został zmuszony, by przerwać naukę z powodu powołania do wojska podczas II wojny światowej. Ta odcisnęła na nim trwałe piętno. Motywy militarne będą jednym z powtarzalnych elementów jego twórczości. Podobnie jak – zwłaszcza morskie – podróże po Europie i do północnej Afryki, które po wojnie staną się stałym elementem jego życia zawodowego. Cattafi podejmował się różnych, w tym fizycznych, prac. Dzięki mediolańskim kontaktom intelektualnym i literackim debiutował w 1951 r. tomem Nel centro della mano (W środku dłoni), a najważniejszym punktem jego twórczości okazał się wydany w 1964 r. tom L’ossso, l’anima (Kość, dusza), który zawierał opublikowaną wcześniej broszurę poetycką Coś konkretnego. Potem Cattafi zamilkł na kilka lat, poświęcając się innym formom sztuki: fotografii i malarstwu. Do pisania wrócił dopiero w 1971 r.: wydawał poezję, prowadził dzienniki, porządkował dotychczasowy dorobek. Pod koniec życia, po kilku latach związku cywilnego i długiej drodze duchowego nawrócenia, zdecydował się wraz ze swoją żoną wziąć w 1978 r. ślub kościelny. Zmarł rok później, przedwcześnie, na raka płuc.
To kontekst historyczny, który rzuca pewne światło na tę twórczość, ale nie jest konieczny, by ją zrozumieć. U Cattafiego często pojawia się motyw pryzmatu, któremu w broszurze Coś konkretnego poświęcił nawet osobny, w ten sposób zatytułowany wiersz: „Mieliśmy zawsze smutnego pośrednika / pryzmat o zbyt wielu rozbieżnościach”. Osadzenie tekstów w konkretnym miejscu: powojennych, szybko industrializujących się Włoszech sprawia, że akcenty padają na ściśle określone tu i teraz, jeśli jednak ustawimy pryzmat pod innym kątem, dostrzeżemy, że niekoniecznie najważniejsze jest to, w jakim miejscu i czasie powstaje ta poezja. Istotniejsza okazuje się pewna etyczna wrażliwość.
Zebrane w Coś konkretnego utwory próbują wydobyć istotę rzeczy z rzeczywistości pełnej chaosu, lęku i niepewności, „przejść od ruchu do spokoju” (Na pełnym morzu).
To niełatwe zadanie, bo życie według poety to przebywanie na wzburzonym morzu, w ciągłej tułaczce. Niebezpieczne są nie tylko piętrzące się fale, lecz także spokojna tafla wody („do zatonięcia doszło bez wiatru, / w spokoju), a wytchnienia często nie przynosi również spojrzenie na błękit nieba („wszystko jest niepewne, nawet błękit”). Bezpieczeństwo w jakiejś mierze zapewnia okręt („nasze metry świata”), podążanie ku jasności oraz nazywanie rzeczy wokół: jak najdokładniej, jak najprecyzyjniej, często poprzez zastosowanie zaprzeczenia („ani kosztowny, ani biały”). To poezja wyczulona na detale, rzuca na nie zimne, jasne światło. Dzięki temu dostrzegamy zjedzony przez mole sweter, łodygi róż, karminowy abażur lampy. To są „konkretne rzeczy, ponumerowane, rzędem wzdłuż linii”.


