Il. Izabela Olesińska
Olga Gitkiewicz wrzesień 2025

Co się stało z naszą pracą?

Wielu pracowników chciałoby, żeby praca była po prostu pracą, owszem, dającą satysfakcję, ale też godną pensję, miłe relacje w miejscu zatrudnienia i żeby nie trzeba było o niej myśleć po godzinach. Natomiast pracodawca marzy o tym, żeby była czymś więcej: sednem i sensem życia.

Artykuł z numeru

Uwolnić się od kultu produktywności

Uwolnić się od kultu produktywności

Taki Syzyf to był gość. Pił ambrozję z bogami, imprezował, nikomu się nie kłaniał. Miał skłonność do plotkowania, co się nie wszystkim podobało. W ogóle chyba bogowie nie byli zachwyceni, że się tak z nimi spoufala. A kiedy mieli go już trochę dość, skazali go na śmierć, której się jednak wywinął. Ukarali go więc inaczej: pracą. Wieczną, powtarzalną, ciężką – nakazali mu wtaczać na szczyt góry głaz, który tuż przed wierzchołkiem wymykał mu się z rąk i staczał na sam dół zbocza.

I łap się za ten kamień od nowa, panie Syzyfie.

Albert Camus nazwał Syzyfa proletariuszem bogów i porównał go do robotnika czasów fordyzmu, który spędza życie na absurdalnej pracy w fabryce. Interesował go Syzyf zstępujący, schodzący po głaz, który się właśnie stoczył. Jednak pisał też, że Syzyf jest silniejszy niż jego skała, i dodawał: „Trzeba wyobrażać sobie Syzyfa szczęśliwym”.

Mnie najbardziej interesuje Syzyf w działaniu, wtaczający głaz na górę. Jak to robił, jakie sposoby wymyślał, bo przecież wiemy, że był spryciarzem. Czy coś jadł, pił czy przystawał po drodze, a może śpiewał, żeby wysiłek uczynić bardziej znośnym? Wiedział, jak robić bogów w konia, może z kamieniem też kombinował. Może stosował te wszystkie taktyki, które James C. Scott w książce Weapons of the Weak opisywał jako codzienny opór, sprawczość podległych. Pod koniec lat 70. Scott przez 14 miesięcy badał niewielką, liczącą 70 gospodarstw wioskę w Malezji. Zarysował potem system wartości i relacje klasowe w Sedace, różnice między bogatymi a biednymi i między tymi, którzy pracują, a tymi, którzy z tej pracy żyją i się bogacą. Pisał, że zbyt wiele uwagi poświęca się – w praktyce rzadszym – przypadkom otwartego buntu chłopów, a zbyt mało zwykłym, codziennym formom oporu, które mają na celu odzyskanie choć odrobiny kontroli nad pracą. Można oczywiście pytać, jak się przekładają chłopskie praktyki malezyjskiej wioski do pracy w ogóle, ale Scott uważał, że jego analizy odnoszą się również do klasy robotniczej.

Pozorne posłuszeństwo, drobne codzienne sabotaże, opóźnianie tempa pracy, kombinowanie – wszystkie te działania są tak stare jak praca (a praca jest podobno tak stara jak ludzkość). Szereg badań potwierdza, że kameralne formy pracowniczego oporu przekraczają też granice geograficzne.

Koniec autonomii

Praca jest zajęciem, które większość z nas wykonuje, wykonywało lub będzie wykonywać codziennie. I chociaż w obowiązującym w późnym kapitalizmie dyskursie ma być przestrzenią samostanowienia, satysfakcji i zaangażowania, w rzeczywistości pozostaje taka dla nielicznych. Może dlatego, że rzadko ma charakter symetryczny. Pracodawca zatrudnia i ustala reguły, nakazuje, kontroluje pracowników, którzy wykonują polecenia.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się