70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nagle i nie po kolei

Nie lubię tłumów i hałasu, drażnią mnie pewne dźwięki, zapachy czy ostre światło, czuję się roztrzęsiona, gdy mam za dużo do zrobienia, zmiany wytrącają mnie z równowagi. Literatura określa te symptomy mianem wysokiej wrażliwości. Niektóre historie również działają na mnie ze wzmożoną siłą. Tak właśnie było z Kto ukradł jutro? Olgi Ptak.

Wydana przez Wydawnictwo Albus pozycja składa się z dwóch książek połączonych wspólną obwolutą: jedna to autoterapeutyczna opowieść o doświadczeniu wściekłej matki niepełnosprawnego dziecka, która musi walczyć na dwóch frontach – z innymi ludźmi oraz z własnym synem, natomiast druga to historia napisana z perspektywy pięcioletniego Leona zmagającego się z zaburzeniami sensorycznymi.

Podskórny ból
Olga Ptak początkowo usypia moją czujność, gdy otwarcie pisze o niewiedzy, bezsilności, strachu, wstydzie i słabości, z którymi w pewnych sytuacjach zostaje się samej / samemu. „Też to czasem czujesz? Że rozmowa z ludźmi nie ma sensu, że ślizgają się jedynie po powierzchni zjawisk, nie dotykają bólu codzienności, który wzrósł w twoją skórę. Że tego ich »wszystko będzie dobrze« nawet w buty sobie nie możesz wsadzić. Bo to tylko frazes”. Też tak czasem czuję. Odwołanie do doświadczenia, o którym tak trudno mówić, otwiera więc drzwi do świata autorki. Jednak dalej już nic nie będzie przebiegało według schematu: tak, znam te emocje, wiem, jak to jest. Jest wręcz odwrotnie. I boli jeszcze bardziej.

Pierwszy wstrząs dotyczy tego, jak Olga Ptak pisze o kontakcie z osobami niepełnosprawnymi. Zwraca przede wszystkim uwagę na dość powszechne zjawisko udawania, że problem nie istnieje. Sama niejednokrotnie mogłabym się złapać na tym, że pragnąc być delikatną i taktowną, uznałam, że niepełnosprawności nie widać. Wydawało mi się, że w ten sposób zbuduję równoprawną relację, pozwolę komuś poczuć się swobodnie, tak jak inni. Autorka potrząsa mną i tłumaczy: kiedy czegoś nie wiesz, pytaj, reaguj wprost.

Kolejny wstrząs następuje, gdy czytam: „Prawda jest taka, że nie każdy nadaje się na rodzica niepełnosprawnego dziecka”. Może to oczywiste, lecz jakiej odwagi potrzeba, by otwarcie powiedzieć o tym, że etap akceptacji niepełnosprawności nie zamyka sprawy, ale rozpoczyna drogę codziennych, często bardzo bolesnych, zmagań. Okazuje się bowiem, że nie wystarczy opłacić sztabu specjalistów, trzeba przede wszystkim wziąć pod uwagę ograniczenia dziecka, które będzie zbyt przeciążone i w pewnym momencie po prostu „wyłączy się”, mimo największych chęci i starań nauczycieli czy fizjoterapeutów. Bezradność wiąże się więc nie tylko z wyrokiem czy z decyzją o podjęciu wysiłku, lecz także, a może przede wszystkim, z ciągłym zmaganiem się, że jeszcze tyle teoretycznie można by zrobić, o tak wiele zawalczyć, choć w praktyce po prostu jest to niewykonalne.

Wtedy pozostaje już tylko krzyk. Tym głośniejszy, im trudniejsze jest otoczenie: tłumy doradców, wiedzących lepiej, jak zająć się wychowaniem, absurdy systemowe dotyczące opieki nad niepełnosprawnymi, finansowania ich rehabilitacji czy chociażby rozwiązań komunikacyjnych. Krzyk wzmagający się jeszcze bardziej, gdy słyszy się lekarzy z lekkością oznajmujących 30-letniej matce: „Cóż, stare drzewo rodzi zgniłe owoce”. Krzyk dochodzący do granic możliwości, gdy kobieta na oddziale patologii ciąży przestaje się liczyć z tego powodu, że to jej ciało zakłóca bezpieczne przyjście na świat wyczekiwanego syna czy wnuka. Gdy czytam historie przytaczane przez Olgę Ptak, krzyczę i płaczę razem z nią, próbując zmierzyć się z uporczywą myślą, jak musi czuć się ktoś, kto naprawdę zmaga się z tymi wszystkimi przeciwnościami na co dzień.

Gdy jest spokojnie
Jednak autorka nie poprzestała na krzyku. Sama przyznaje, że pierwsza część Kto ukradł jutro? powstała już trzy lata temu. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Etap bezradności ma już za sobą. Teraz wie, jak funkcjonować lepiej, nie doprowadzając do skrajności swoich emocji. Kluczem do takiego mądrego działania jest codzienne edukowanie siebie i innych. Pomóc może w tym druga z książek, napisana z perspektywy małego chłopca. Olga Ptak zaznacza, że nie jest to opowieść jej syna (ten zmaga się z autyzmem), choć wiele sytuacji zostało zaczerpniętych z ich wspólnych doświadczeń. Historia Leona, który najbardziej nie lubi sytuacji, gdy coś wydarza się nagle, oraz nie rozumie ciągów przyczynowo-skutkowych, zapewne poruszy nie tylko nadwrażliwców.

Chłopiec opowiada o swoim świecie w niezwykle plastyczny i obrazowy sposób, a jego historie wzbogacają ilustracje Dominiki Czerniak-Chojnackiej, które bardzo dobrze oddają jego pokawałkowany sposób postrzegania rzeczywistości. Z opowieści Leona dowiadujemy się, że nie znosi węży w swoim domu: tego zakończonego słuchawką prysznicową, która w bolesny sposób dotyka jego skóry, szalika – duszącego, uniemożliwiającego złapanie oddechu, a także odkurzacza, wydającego trudne do zniesienia dźwięki. Ponadto, by poczuć lepiej swoje ciało, połyka małe przedmioty lub zjada kremy w łazience. Nie robi kupy w przedszkolu, by uniknąć wycierania papierem toaletowym, i z trudem znosi posiłki, podczas których musi mierzyć się z nieprzewidywalną do końca temperaturą, kształtem i konsystencją pokarmu. Choć reakcje chłopca początkowo mogą wydawać się dziwne, to gdy spróbuje się wejść w jego świat, może rozpocząć się proces zrozumienia. „Lubię, gdy jest spokojnie, gdy rzeczy nie dzieją się NAGLE. Najbardziej się uspokajam kręceniem. Biorę dużą metalową miskę, w której tata robi sałatki, kręcę nią po podłodze i ona wiruje, a ja wrzucam do środka różne rzeczy i one też wirują. Mogę kręcić miską bardzo, bardzo długo i jestem wtedy spokojny, bo miska ZAWSZE kręci się TAK SAMO” – wyjaśnia Leon. Przestrzeń, w której funkcjonuje, działa na określonych zasadach. Potrzeba współczucia, by spojrzeć na jego świat z innej perspektywy niż dotychczasowa.

*
Pisząc o współczuciu, nie mam na myśli postawy często intuicyjnie kojarzonej z czuciem, sentymentalną ckliwością. Chodzi mi raczej o motywację do działania i samo działanie oparte na mądrości, życzliwości oraz trosce o innych, nie tylko najbliższych. Taka perspektywa jest niezwykle trudna, lecz jednocześnie bardzo potrzebna, by każdego dnia uczyć się coraz lepiej funkcjonować w świecie, w którym ciągle spotykamy się z innością. Jak pisze we wstępie Olga Ptak: „Jedni zażywają leki uspokajające lub antydepresanty, inni borykają się z chorobami autoimmunologicznymi, kłócą się z rodziną i bywają potwornie sfrustrowani i zmęczeni”. Tylko współczucie może nam przynieść choć trochę ukojenia w codzienności. Pomóc dostrzec, że rzeczywistość składa się ze znacznie większej liczby fragmentów, niż mogłoby się nam wydawać. I dzięki temu zdobyć się na drobne gesty, na które zwraca uwagę autorka, takie jak zajęcie się choć na chwilę dzieckiem z niepełnosprawnością, by jego rodzic mógł wreszcie odpocząć. Dzięki takiemu współczuciu świat staje się odrobinę lepszy.


Olga Ptak

Kto ukradł jutro?

Ilustracje: Dominika Czerniak-Chojnacka, Wydawnictwo Albus, Poznań 2019, cz. I: s. 136, cz. II: s. 80


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter