fot. Andrzej Sidor / Forum
Ilona Klimek lipiec-sierpień 2021

Żeby wyrazić siebie, trzeba wiedzieć kto to

„Skąd jesteś?”. „Z okolic Nowego Sącza”. Gdy dekadę temu zaczynałam studia w Krakowie, nie znosiłam pytań o pochodzenie. Zbywałam je ogólnikowymi wyjaśnieniami, przełykałam wstyd i próbowałam natychmiast zmienić temat. Po co wyjaśniać komuś, gdzie jest Podole?

Artykuł z numeru

Sztuka zachwytu

Czytaj także

z Adamem Leszczyńskim rozmawia Andrzej Brzeziecki

Przemoc po polsku

Dzisiaj nie tylko chętnie opowiadam o tym miejscu, ale też próbuję stawiać pytania o jego przeszłość – niestety, czasem za późno. Nie żyją już niektórzy świadkowie, tym starszym mieszają się wersje wydarzeń. Podole (od 2009 r. Podole-Górowa) jednak pulsuje we mnie ze zdwojoną siłą. Mimo że moi rodzice należą już do tzw. klasy średniej (to kiedyś był wygodny argument, by powiedzieć, że nie jestem „aż tak bardzo ze wsi”), nie wstydzę się mówić o tym, że jestem nie tylko dziewczyną ze wsi, ale też po prostu babą, potomkinią chłopów. Wnuczką Emilii, prawnuczką Ludwiki oraz wnuczką Zofii i prawnuczką Marii. Płynie we mnie ich chłopska krew. Co zmieniło się przez tę dekadę, że wreszcie opowiadam o tym otwarcie?

Oczywiście można powiedzieć po prostu: dorastam. Dobrze taki proces dojrzewania opisuje chociażby Sławomir Mrożek w opowiadaniu Prowincja: „Tymczasem każdy człowiek, z prowincji czy nie, jest prowincją. (…) trzeba być z prowincji i trzeba się z niej wydostać. Znowu paradoks: można mieć to, co się straciło”. Wydaje mi się jednak, że moje dojrzewanie przypada na czas szczególnie ożywczy, a do tego sprzyjający snuciu prywatnych narracji: okres wzmożonego zainteresowania kulturą chłopską i wsią. Blisko dekadę temu, w maju 2012 r., wyszedł kultowy numer „Znaku” Wszyscy jesteśmy chłopami. Następnie były m.in. numer „Autoportretu” poświęcony wsi, „Teksty Drugie” o chłopskości, dyskusje na łamach „Dwutygodnika” czy „Kultury Liberalnej”. Równolegle prace Fantomowe ciało króla Jana Sowy i Prześniona rewolucja Andrzeja Ledera. Ostatnio oczywiście – wyrastające poniekąd ze wspomnianych – książki Ludowa historia Polski Adama Leszczyńskiego czy Bękarty pańszczyzny Michała Rauszera. Chociaż kultura chłopska, jak pisał Wiesław Myśliwski, dożyła swego kresu, ciągle jest w nas żywa: przejawia się w pewnych zachowaniach, wyznawanych wartościach, inspiruje i dopomina się, by o niej opowiadać.

Na te tendencje nie pozostaje również obojętna literatura. Ostatnich 10 lat to czas, gdy w prozie polskiej pojawia się sporo rozproszonych głosów o chłopskości i wiejskości. (Od razu zaznaczę, że określeniem „wiejskość” będę się posługiwać, nie mając na myśli całej ziemiańsko-szlacheckiej tradycji wsi, tylko wieś jako konkretną przestrzeń). Te literackie próby opowiedzenia o wsi bardzo dobrze spinają klamrą dwie powieści uhonorowane Nagrodą Literacką Nike: Pióropusz Mariana Pilota (Nike za 2011 r.) i Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli Radosława Raka (Nike za 2020 r.). Nie wyznaczają one jednak granic konkretnego nurtu. Chodzi tu raczej o podobieństwo tematyczne, które wskazuje na to, że w ostatniej dekadzie również w literaturze zaczynamy żywo opowiadać i odtwarzać swoją chłopską tożsamość.

Korzenie tego zjawiska są oczywiście głębsze. Lokują się one w latach 60. w tzw. nurcie chłopskim, którego przedstawicielami byli m.in. Wiesław Myśliwski, Marian Pilot, Tadeusz Nowak i, odkrywana ostatnio na nowo dzięki wznowieniu znakomitej Najady, Zyta Oryszyn. W późniejszych latach ta tematyka w literaturze zanikła, a miało to związek z tym, że chłopstwo traktowano wówczas przede wszystkim jako klasę roszczeniową. Bariera została przełamana w poł. lat 90., gdy wieś powróciła do literatury dzięki takim utworom jak Opowieści galicyjskie Andrzeja Stasiuka, Prawiek i inne czasy Olgi Tokarczuk oraz Widnokrąg Wiesława Myśliwskiego, które dały początek literaturze „małych ojczyzn”, mitycznych obszarów pojednania się człowieka z historią, czasoprzestrzeni spełnionych.

Skąd popularność tematyki wiejskiej w  najnowszej polskiej prozie? Być może stąd, że dzisiejsi 30- czy 40-latkowie to pierwsze pokolenia, które nie miały kontaktu z  żywą kulturą chłopską. Podczas gdy ich rodzice próbowali wydostać się z kręgu wsi, oni powracają, widząc w niej z jednej strony ożywcze i inspirujące zjawisko, a z drugiej – zapomniane korzenie swojej tożsamości. Maciej Płaza w wywiadzie dla „Dwutygodnika”, gdzie mówi o pracy nad swoją pierwszą powieścią, czyli Skoruniem, zwraca uwagę także na język: „Coś zaczęło do mnie gadać parę lat temu i domagało się zapisania. (…) [T]o właśnie żywioł wiejskiego gadania narzucił mi się jako najodpowiedniejszy język: jędrny, soczysty, zmysłowy, butny, tętniący, swobodny, dosadny i liryczny zarazem”. Powroty do tematyki prowincji to w pewnym stopniu również proces dialogowania z  uznanymi twórcami takimi jak, by wymienić największych, Wiesław Myśliwski czy Bruno Schulz.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Być z prowincji

Gdy w 2011 r. Nagrodę Literacką Nike dostawał Marian Pilot, rozpoczynałam studia z całym wstydliwym bagażem pochodzenia. Od tamtej pory kolejne utwory prezentujące wiejskość towarzyszą mojemu dojrzewaniu. Choć trudno mówić dziś o nurcie chłopskim, to potęgą literatury o tematyce wiejskiej są nadal trzy charakterystyczne dla kultury chłopskiej filary: słowo, pamięć oraz wyobraźnia, które pomagają twórczo poznawać rzeczywistość.

Małą ojczyzną Wioletty Grzegorzewskiej są Hektary, Aleksandry Zielińskiej – Sorge, Weroniki Gogoli – Olszyny, Ewy Szumowskiej – Jaspiska Wola, Macieja Płazy – wieś na Sandomierszczyźnie, a Andrzeja Muszyńskiego – na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Dojrzewanie, dorastanie to też jeden z głównych tematów tej literatury. Tytułowy bohater Skorunia Płazy mówi: „Zdawało mi się, choć dopiero zacząłem drugą szkołę, że wszystko zdarzy się już, zarutko, za chwilę: może wojsko, może studia, potem robota jeszcze niepojęta, bo własna, cisnąca grzbiet prawdziwszym ciężarem. Poczułem się tak, jakbym wyjeżdżał, choć dokąd? Gdybym nawet miał wyjechać, wróciłbym tu. Za rok, za dziesięć lat, choćby za pięćdziesiąt”.

Powrót w rodzinne strony to okazja, by spojrzeć na przeszłość z dystansem i opowiedzieć nie tylko o sielskich obliczach dzieciństwa, ale też o jego ciemnych stronach: trudach związanych z dojrzewaniem, przemocowych relacjach, cierpieniu i wreszcie śmierci.

O dziewczęcym dojrzewaniu na wsi mówią Grzegorzewska (wieś w latach 80.) i Gogola (wieś w latach 90.), wskazując, że „najgorzej być małą dziewczynką”: pierwsza miesiączka i cielesność są tematem niegodnym rozmowy, a najważniejszym zadaniem pozostaje bycie grzeczną i opiekuńczą. Z czasem wieś zaczyna uwierać tak dotkliwie, że w końcu konieczne staje się wydostanie z jej zaklętego kręgu. Ten ruch opisuje Grzegorzewska w swojej drugiej powieści, czyli Stancjach. Ich bohaterka próbuje odnaleźć się w miejskiej rzeczywistości Częstochowy, lecz wspomnienia z Hektarów nie dają jej spokoju i ostatecznie zmuszają do powrotu. O wewnętrznej potrzebie powrotu ciekawie piszą także debiutantki i debiutanci, np. Paulina Jóźwik w Strupkach oraz Wojciech Szlęzak w Cieniu jabłoni. Pola, bohaterka Strupków, wyznaje: „Po cichu uciekałam z rodzinnej wsi. W drodze gubiłam korzenie, ale one były jak pępowina, która oplotła mi wnętrzności grubym supłem. Mogłam uciekać jak najdalej, ale wciąż czułam jej ucisk”. Podczas gdy jedni wracają, inni – jak Zofia z debiutanckiego Szaleju Moniki Drzazgowskiej – nie potrafią wyrwać się z niewidzialnych więzów wsi. Wówczas, zamiast być ożywcze, przyduszają one bohaterkę dzień po dniu, osłabiając ją ciężarem kolejnych zakazów i nakazów. Dorastająca w latach 70. Zofia dopiero jako ok. 40-letnia kobieta decyduje się zawalczyć o swoją tożsamość, dokonując drobnych gestów, jak np. wyboru i zakupu bez wstydu upatrzonego biustonosza.

Dla bohaterki wydanego niedawno Kąkola Zośki Papużanki wieś odradza się cyklicznie – istnieje jedynie latem, gdy przyjeżdża tam wraz z rodzicami i rodzeństwem. „Dużo domów koło siebie to jest wieś. Między domami są pola, łąki, maliny pani Słowikowej, czereśniowy sad pana Mietka. (…) Wieś jest tylko w lipcu i sierpniu, resztę roku mieszkamy w mieście i wsi na pewno wtedy nie ma. Nikt jej nie widział” – opowiada. Mimo że małej dziewczynce wydaje się, iż wiejska kraina dominuje w jej przestrzeni życiowej jedynie epizodycznie, po latach uświadamia sobie, jak mocne i dotkliwe było to doświadczenie, jak bardzo wpłynęło na to, że ciągle potrzebuje tych powrotów – także po to, by tworzyć, nadal odkrywać nowe sensy i znaczenia.

Niewidzialne kobiety

Dla procesu dorastania niezwykle istotne są pewne relacje, np. córki i ojca (Po trochu Gogoli), ojca i syna (Skoruń Płazy), wnuka i dziadka (Podkrzywdzie Andrzeja Muszyńskiego), wreszcie córki i  matki (Alicyjka Liliany Hermetz czy Krótka wymiana ognia Zyty Rudzkiej). W relacjach tych dominują emocje, często gwałtowne, zmuszające do radykalnych działań. Najgorętsze zdają się więzi między matkami i córkami, gdzie pełno jest wyrzutów i wzajemnych oskarżeń. Hermetz w Alicyjce stwarza dramatyczną przestrzeń, w  której dwie bohaterki – matka i córka – odgrywając kolejne sceny, mogą skonfrontować się ze sobą i z trudną przeszłością. Matka z Krótkiej wymiany ognia oskarża swoją córkę Romę o zdradę wsi Mokrej i związanych z nią wartości: „Miasta się zachciało. Wierszyków się zachciało. Jej się cudzych chłopów zachciało, a swego miała. Nieudanego, prawda, ale swego”. Nieustannie obawiająca się przybycia Ruskich kobieta swoją lękowość projektuje także na córkę, bojąc się, że zdrada swojskości przyniesie jej zgubę.

Czytaj także

Przemoc po polsku

Ciekawe jest to, jak w cieniu męskich relacji pojawiają się kobiety – pozornie nieistotne, odsunięte na margines, a  tak naprawdę reprezentujące ukryty, oddziałujący nieświadomie na przestrzeń innych relacji matriarchat. Tak właśnie dzieje się zarówno w Skoruniu, jak i w Podkrzywdziu. W kluczowym momencie dochodzi do konfrontacji dorastającego chłopca z matką / babką i odsłonięcia ukrytego oblicza patriarchalnego porządku. Skoruń podczas pracy z matką w śliwkowym sadzie, wściekły na nieobecnego ojca, zaczyna krzyczeć: „Gdzie go masz, czemu tak ci odpłaca za twoją cierpliwość, za gar kapusty, za pranie nie wiedzieć kiedy rozwieszone na sznurku, za okłady obolałego krzyża, za to, że choć pełno cię dookoła, jesteś niewidzialna?”. Natomiast w Podkrzywdziu wnuk po latach wyznaje babce, że ma wrażenie, iż choć stała zawsze z boku, tylko ona miała nad wszystkim kontrolę. Ta natomiast tłumaczy mu: „Oczekujesz zwierzeń z mojej strony? Stałam między dziadkiem a Stójkowym. To niewygodna pozycja: stać w rozkroku na miedzy, ale można się przyzwyczaić, a zdecydowanie więcej wtedy widać”. W tych fragmentach objawia się siła kobiet, które mają tajemną misję i choć nie widać ich na pierwszym planie, to one działają i sterują biegiem wydarzeń. Gdy o nich czytam, widzę moją babcię.

Warte wspomnienia jest też napięcie pojawiające się w Sońce Ignacego Karpowicza. Warszawski reżyser Igor inspiruje się historią starej, mówiącej po białorusku Soni z podlaskiej wsi, która podczas wojny zakochała się w Niemcu Joachimie, i tworzy na podstawie jej opowieści sztukę teatralną. Czy Igor, który dzięki Sońce odkrywa swoje korzenie jako Ignacego Gryki i pisze sztukę przez wiele tygodni nieschodzącą z desek teatru, jedynie wykorzystuje starszą kobietę, instrumentalnie traktując jej opowieść, czy też pozwala wiejskiej kobiecie odnaleźć drogę do wyrażenia siebie? Odpowiedź na to pytanie pozostaje w zawieszeniu, jednak podskórnie czuje się, że to Sońka jest najważniejszą bohaterką powieści.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer