fot. Agencja Gazeta
z Adamem Leszczyńskim rozmawia Andrzej Brzeziecki luty 2021

Przemoc po polsku

Przed rozbiorami za zabijanie własnych chłopów nie trafiało się przed sąd, za zabijanie cudzych – owszem, bo oznaczało to uszczuplenie czyichś dóbr. Szlachcic – tak jak plantator wobec niewolników – był panem życia i śmierci swoich poddanych.

Artykuł z numeru

Zniszczyć patriarchat w sobie

Czytaj także

z Anną Wylegałą rozmawia Andrzej Brzeziecki

Miejsce po dworze

Andrzej Brzeziecki: Nędza hartuje organizm?

Adam Leszczyński: Chłopski. Taka opinia pojawiała się w tekstach autorów ziemiańskich jeszcze w wieku XIX. Pisali, że „nasi” chłopi są zdrowi i silni, bo choć żyją w złych warunkach, to tak naprawdę są one dla nich dobre. Twierdzili tak, często polemizując z opiniami ludzi z Zachodu, którzy pisali o położeniu ludu na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej i przekonywali, że żyje on w niesłychanej nędzy.

Polskie elity były wrażliwe na to, co się pisze zagranicą – w sposób typowy dla elit krajów peryferyjnych. Czuły się pokrzywdzone i próbowały polemizować. Dziś te polemiki wyglądają groteskowo, ponieważ trudno je inaczej odczytywać niż jako racjonalizowanie opresji. Podkreślano przy okazji także swoistość polskiej cywilizacji i jej odmienność od Zachodu. Dowodzono często, że my tutaj prowadzimy prosty, wiejski, ale cnotliwy żywot i jesteśmy w nim szczęśliwi. Bylibyśmy jeszcze bardziej szczęśliwi, gdyby nie obce miazmaty, które przenikają z Zachodu.

Sama szlachta nie chciała się jednak hartować?

Dlaczego miałaby? „Lepiej urodzeni” byli przekonani, że są ulepieni z innej gliny, a wręcz są ludźmi etnicznie albo, jak byśmy dziś powiedzieli, genetycznie odmiennymi. Temu służyła cała mitologia, np. mit o Sarmatach, którzy przybyli nad Wisłę z dalekich ziem i podbili wiejski lud, i dzięki wojowniczym cnotom są powołani, by nim rządzić.

Szlachcic więc był bitny, rezolutny, może trochę powierzchowny, ale jednak inteligentny i mający wrodzony dar przewodzenia. Chłop natomiast był krótkowzroczny, prymitywny, pazerny, skupiony na wartościach materialnych, nie umiał gospodarować i planować. Wniosek był jeden – chłop wymaga opieki, przewodnictwa i nadzoru.

Potem pojawiła się jeszcze idea oświecenia chłopa, uformowania go na dobrego Polaka – dobrego, a więc m.in. znającego swoje miejsce w społecznej hierarchii.

Śledząc proces ubezwłasnowolnienia tzw. niższych warstw społecznych przez elity od średniowiecza aż do rozwiniętego feudalizmu i pełnej pańszczyzny, pisze Pan w swojej książce Ludowa historia Polski, że „przemoc była fundamentem tego systemu”. Skąd się ona brała?

Rzecz jasna, nie była to tylko polska specyfika. Relacje społeczne w całym ówczesnym świecie były (z naszej dzisiejszej perspektywy) pełne przemocy. To, co odróżniało Rzeczpospolitą od krajów zachodniej Europy, to, jak sądzę, jej skala. Powtarzam – na Zachodzie też nie było kolorowo. Można oczywiście twierdzić, że przybysze z Zachodu lepiej dostrzegali przemoc u nas, a gorzej u siebie. Świadectwa obcokrajowców na ten temat są jednak liczne i nie pochodzą tylko od tych, którzy zjawili się na chwilę i mieli może powierzchowne obserwacje. Podaję przykład wybitnego niemieckiego przyrodnika Georga Forstera, który choćby podróżował ze słynnym Jamesem Cookiem dookoła świata. Forster, skuszony dobrym wynagrodzeniem, przyjechał w 1784 r. do Wilna na sześcioletni kontrakt, by pracować na uniwersytecie. Nie był uprzedzony do Polaków – wręcz przeciwnie. Wytrzymał tylko trzy lata. Uciekł, narzekając na stosunki społeczne, w tym traktowanie chłopów niczym „zwierzęta pociągowe”, oraz prymitywizm i ciasnotę umysłową elit.

Nie ma wątpliwości, że z punktu widzenia krajów zachodnich Rzeczpospolita była krajem orientalnym. Nie wiem, czy mniej, czy bardziej niż Rosja, ale jednak orientalnym. Nie należy się przy tym o to obrażać. Większość świata wówczas znajdowała się poza cywilizacją zachodnią.

To, co jest interesujące, a dotyczy już dzisiejszej Polski, która przy wszystkich uproszczeniach uważa się za dziedziczkę dawnej Rzeczypospolitej, to fakt wyparcia zjawiska przemocy. Do dziś wielu autorów uważa, że stosunki społeczne były wówczas całkiem przyzwoite. Podkreśla się „tolerancję” panującą w Rzeczypospolitej i brak stosów – na wyrost, nawiasem mówiąc – nie wspominając o relacji pan–poddany

W książce jest mowa nie tylko o chłopach, ale też o mieszczanach, Żydach – później o mniejszościach narodowych i religijnych. Jak to możliwe, że 10% społeczeństwa zdobyło taką przewagę nad resztą? Oczywiście „stan trzeci” wszędzie był dyskryminowany, gdyby było inaczej, nie doszłoby do rewolucji we Francji, ale w Polsce, jak Pan przekonuje, ta dyskryminacja miała szczególnie wielkie rozmiary.

Nie mam innego wytłumaczenia jak tylko to, że było to efektem długiej ewolucji historycznej. Można mówić o słabości miast i o słabości władzy królewskiej. Szlachta miała słabą konkurencję. Jednak nie oceniałbym zbyt surowo ówczesnych elit – one zachowywały się racjonalnie. Z dzisiejszej perspektywy wiemy, że ustrój, który stworzyła, zakończył się rozbiorami i utrwalał zapóźnienie gospodarcze, ale ludzie, którzy go budowali – cegła po cegle – nie mogli tego wiedzieć.

Z punktu widzenia szlachty wszystko jednak działało, i to bardzo długo – była elitą w potężnym państwie i żyła w nim wygodnie. Uważała ten stan za normalny i jedyny możliwy. To ona stanowiła wspólnotę polityczną, chłopstwo do niej nie należało. Ale to są znane rzeczy, prawda?

Jakie wydarzenia były najistotniejsze dla ukształtowania się systemu opartego na rozbudowanej pańszczyźnie?

Znów nie mam tutaj nowej odpowiedzi. Nie poszukuję jej także w mojej książce; ona jest o czymś innym, o relacji władzy. Historycy podają długą listę powodów, zaczynając od koniunktury na zboże, powodującej, że eksport przynosił zyski, aż po spadek dochodów po wojnach i zniszczeniach w XVII w., który sprawił, że w poszukiwaniu zysku opłacało się wykorzystać władzę do odebrania chłopom jak największej części wytworzonej przez nich nadwyżki. System ewoluował w stronę maksymalnego zwiększenia władzy właściciela. Mimo tych wysiłków zawsze też były w nim istotne luki i przestrzeń na opór.

Jednym z filarów systemu był Kościół katolicki, także wielki właściciel ziemski. Jaka była jego rola w utrwalaniu i uzasadnianiu ustroju?

Kościół był narzędziem władzy społecznej – podpierając się Biblią, dowodził, że chłop, a potem robotnik, ma słuchać pana. Zarazem Kościół odgrywał ogromną rolę w życiu biednych ludzi, i tej roli nie należy lekceważyć. Inna sprawa, że trzeba było za nią słono płacić – za wszelkie sakramenty księża pobierali spore opłaty.

Podaję w książce przykład ks. Marcina z jednej z małopolskich wsi w 1 poł. XVIII w. Otóż chłopi z kilku wsi złożyli skargę na niego – było to bitych kilka stron, na których niesłychanie szczegółowo opisano przewiny księdza, wyceniając każdą z nich w pieniądzu. Duchowny bił chłopów przy różnych okazjach. Oni do pewnego stopnia uważali to za normalne – buntowali się, gdy (ich zdaniem) przesadzał. Czarę goryczy przelała jego pazerność. Gdy ktoś umarł, ks. Marcin przychodził do chałupy i zabierał sobie np. gospodarskie zwierzęta albo różne przedmioty. Jednocześnie chłopi go potrzebowali i skarżyli się, że nie dostarcza ostatnich sakramentów – gdy np. z lenistwa, albo przepicia, nie przyjeżdżał do umierających. Potem jednak za ich pogrzeb kazał sobie sporo płacić. Niestety, nie wiemy, jakie wnioski wyciągnął z tego adresat listu, a pisany był do właściciela wsi, w których ks. Marcin posługiwał.

A czy chrześcijańskie nauczanie o równości wszystkich ludzi inspirowało czasem chłopów do jakiejś formy oporu?

Kościół raczej nauczał o posłuszeństwie na ziemi, równość była za grobem. Buntujący się chłopi próbowali jednak często legitymizować opór, powołując się np. na autorytet królewski, najczęściej na wyrost.

Mówi Pan, że w oczach zachodnich autorów byliśmy krajem orientalnym, czy jednak chłopom u nas naprawdę było gorzej niż na Zachodzie?

Co to znaczy „gorzej”? Po względem prawnym położenie polskiego chłopstwa było gorsze – np. poddany prywatny przez długi czas nie miał dokąd się odwołać od wyroku pana. Musimy jednak zapytać, czy wolność w tamtej epoce była cennym dobrem. Ja dziś oczywiście uważam, że wolność jest podstawowym prawem człowieka, ale wtedy niekoniecznie oznaczała lepsze życie, a częściej brak bezpieczeństwa. Poza tym w Polsce surowe normy prawne mogły rozmijać się z praktyką społeczną.

Jeśli zaś chodzi o poziom materialny, to także ciężko podać rozstrzygającą odpowiedź. Według różnych szacunków historyków gospodarki chłop musiał oddawać od jednej czwartej do zdecydowanej większości tego, co wypracował. Szacunki się różnią w zależności od tego, kto je robił, jak liczył, oraz od okresu i regionu, których dotyczą.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Moim zdaniem na Zachodzie było pod tym względem podobnie. Przybysze z Zachodu w XVIII w. często opisywali domy chłopskie jako nędzne. Uważali też, że chłopi polscy byli nędznie ubrani.

Obciążenia były zróżnicowane: obejmowały rozmaite posługi, daniny w pieniądzu, pracy i w naturze. Trudno je sprowadzić do jednego mianownika. Historyk Piotr Guzowski zaproponował niedawno, żeby stworzyć „indeks” obciążeń chłopskich w różnych krajach, pozwalający je porównać możliwie pod wieloma względami

Najważniejszym kryterium jest jednak to, ile wówczas spożywano kalorii. Tu chyba jednak też wielkich różnic nie było – generalnie w świecie przedprzemysłowym większość ludzi stale żyła na granicy głodu.

Chyba jednak wiele też zależy od tego, czy porównujemy polskiego chłopa z chłopem w Niderlandach albo z niewolnikiem na amerykańskich plantacjach i w koloniach.

Naturalnie, chłopstwo w Niderlandach miało się lepiej. Myślę, że poziom życia polskiego chłopa pańszczyźnianego był natomiast porównywalny do poziomu życia na peryferiach Europy – mam na myśli Portugalię, południe Włoch, Bałkany.

Jeśli zaś chodzi o niewolników, to takie porównania czyniono już w epoce nowożytnej. Dziś, co ciekawe, bulwersują one wielu – niektórzy czytelnicy zwrócili mi uwagę że nie powinienem pisać o tych paralelach, bo to ubliża Polsce…

No, ale nie Pan wymyślił określenie „biali murzyni”, bo znane już było w XIX w.

Porównania losu poddanych polskich do niewolników plantacyjnych robiono już w stuleciach XVII i XVIII. Pojawiają się one także w dzisiejszej literaturze naukowej dotyczącej Europy Środkowej.

Czytaj także

Miejsce po dworze

Trzeba powiedzieć, że niewolnictwo i pańszczyzna to nie to samo, choć oba zjawiska były systemami pracy niewolnej. Niewolnik był uznany za przedmiot, chłop mógł mieć różną osobowość prawną. Inaczej było także z posiadaniem własności – niewolnik był jej pozbawiony. Jakimś wskaźnikiem, czy też podpowiedzią, był przyrost naturalny. Niewolnicy mieli mniej potomstwa, ubywało ich, stąd olbrzymia rola transportu czarnoskórych z Afryki.

Były zarazem istotne podobieństwa. Szlachcic – tak jak plantator – był panem życia i śmierci. Wielu autorów (polskich) uważa, że karanie chłopów śmiercią się po prostu nie opłacało, bo ciągle brakowało siły roboczej, więc nie było powodów, by się jej jeszcze dodatkowo pozbawiać.

Przykłady zabijania chłopów w zaborze rosyjskim w XIX w. (wtedy było to już formalnie zbrodnią) podaje francuski historyk Daniel Beauvois w swych książkach, których w Polsce jakoś się nie lubi. Przed rozbiorami za zabijanie własnych chłopów nie trafiało się przed sąd, za zabijanie cudzych – owszem, bo oznaczało to uszczuplenie cudzych dóbr. Trzeba było więc zapłacić odszkodowanie. Zabijania zakazano w 1768 r., ale jeszcze 20 lat później, w czasie Sejmu Wielkiego, debatowano nad tym, że prawo to jest martwe i nie sposób go egzekwować.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer