Tadeusz Zatorski lipiec-sierpień 2021

Ostatni papieros

Dlaczego Zena Cosiniego, jedną – słowo honoru! – z najbardziej frapujących powieści XX w., wydano w powojennej Polsce tylko raz, w 1966 r., to zagadka.

Artykuł z numeru

Sztuka zachwytu

Czytaj także

Tadeusz Zatorski

Voltaire, czyli religia przeciwko naturze

Większość książek jest skazana na zapomnienie. I nie ratuje przed nim nawet Nagroda Nobla: któż jeszcze katuje się wzniosłymi rozważaniami Rudolfa Euckena o „religii uniwersalnej” albo wzrusza opisami chłopskiej doli pióra Henrika Pontoppidana? Są i ośmiotysięczniki, Odyseja, Czarodziejska góra i parę innych. Korona literatury. Trzeba przeczytać. Z  obowiązku szkolnego albo towarzyskiego. Czyta się więc. Nawet „pochłania”. Najczęściej w wieku licealnym albo studenckim. Są i takie fenomeny jak Mistrz i Małgorzata, które czytać będzie się zawsze z własnej i nieprzymuszonej woli.

Ale zapomnienia książek też nie są jednakie. Są dzieła od lat nieobecne w  księgarniach, które jednak mają swoje głęboko zakonspirowane fankluby, przekazujące sobie z  pokolenia na pokolenie zaszyfrowaną wiadomość: „Musisz to przeczytać”. Książką tak właśnie zapomnianą wydaje się Zeno Cosini Itala Sveva. Dlaczego tę osobliwą powieść, jedną – słowo honoru! – z najbardziej frapujących powieści XX w., wydano w powojennej Polsce tylko raz, w  1966  r., to zagadka. W  końcu jej autor, żydowskiego pochodzenia triesteńczyk, Ettore Schmitz (Svevo to pseudonim), był ważną postacią w biografii Jamesa Joyce’a, a w Ulissesie da się ponoć odnaleźć ślady jego małżonki i wzorowanej na niej Augusty, żony tytułowego Zena. A i Triest, gdzie toczy się akcja powieści, stał się – za sprawą „Zeszytów Literackich” – miastem w jakiejś mierze „kultowym”. Jakkolwiek by było: na Allegro egzemplarza nie kupi się poniżej 100 zł, a na moim, wypożyczonym z biblioteki stemple z  datami zwrotu są dowodnym śladem regularnych wypożyczeń, ba, na s. 220 ktoś dopisał nader trafny w tym miejscu komentarz: „Rewelacja!” – widać, że Zena Cosiniego czytują prawdziwi znawcy.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Pełny oryginalny tytuł powieści – wydanej po raz pierwszy w 1923 r. – to La coscienza di Zeno. Włoskie słowo coscienza może oznaczać „sumienie” albo „świadomość”. Trudno ten dylemat rozstrzygnąć, więc zgodnie z  pradawną regułą, że tłumacze opuszczają to, czego nie rozumieją, przekłady angielski i polski noszą tytuł Zeno Cosini. Skrupulatniejsi Niemcy zdecydowali się na „sumienie”, choć to wybór nieoczywisty. Bo powieść to rzekomo zapiski, które na zlecenie psychoanalityka sporządza jego pacjent, co wskazywałoby raczej na „świadomość”.

Zena Cosiniego polubić niełatwo. Bogaty z  domu, nie musi pracować, a odziedziczoną przezeń firmą handlową zarządza już drugie pokolenie menedżerów, trzymających go z daleka od jakichkolwiek interesów. Pędzi dostatni, acz próżniaczy żywot, coś tam studiuje, ale bez entuzjazmu, wreszcie postanawia się ożenić – ożenić, by mieć żonę. Jego niezgrabne zaloty do pięknej Ady i błyskotliwej Alberty, córek znajomego z  triesteńskiej Giełdy, nieporadne i  pełne gaf, kończą się klęską. Więcej szczęścia ma Zeno u trzeciej, Augusty, zezowatej i  mało rozgarniętej, choć poczciwej. Zyskuje wreszcie upragnioną żonę, którą oczywiście zdradza: wykorzystując rozpaczliwą sytuację materialną młodej kobiety, czyni ją swoją kochanką, traktuje dość podle, a  gdy owa Carla wreszcie ma szansę znaleźć prawdziwe oparcie w mężczyźnie, pragnącym się z nią ożenić, czyni wszystko, by to małżeństwo udaremnić. Na szczęście jego wysiłki są równie nieporadne jak kiedyś jego zaloty i  pozostają bezskuteczne. Krótko mówiąc, Cosini to znerwicowany, cierpiący na urojone choroby słabeusz bez kręgosłupa, a najdobitniejszym świadectwem tej słabości są bezskuteczne próby zerwania z nałogiem palenia, znaczone ponawianym wciąż zapiskiem „U.S.”, „ultima sigaretta”, „ostatni papieros”.

A jednak niemal od początku Zeno zyskuje sobie sympatię czytelnika, który z napięciem kibicuje jego zmaganiom z losem i – zwykle dość luksusowymi – problemami. Może sprawia to ta jego nieporadność, wyjątkowy talent do gaf? A może ironia i autoironia, którymi broni się przed presją otoczenia, zachowując mimo wszystko autonomię wewnętrzną, pozostając – by sparafrazować Stanisława J. Leca – „sobą”, a więc i „kimś”? Z radością zatem przyjmuje ów kibicujący mu czytelnik jego końcowy tryumf. Bo Zeno po licznych klęskach odnosi ostatecznie serię spektakularnych zwycięstw: piękna Ada, która odrzuciła jego miłość, zapada na ciężką chorobę i traci swoją olśniewającą urodę, a nieprzesadnie urodziwa Augusta okazuje się lojalną i  zaradną towarzyszką życia, Guido zaś, szczęśliwy rywal Zena w staraniach o rękę Ady, z pozoru ucieleśnienie wszystkich męskich przymiotów, okazuje się hochsztaplerem, rujnuje rodzinę i popełnia (niechcący) samobójstwo. Wówczas to Zeno przeistacza się niespodziewanie w męża opatrznościowego, który operacjami na giełdzie ocali przynajmniej część roztrwonionego przez Guida majątku – starcie takich dwóch męskich postaci, twardziela i słabeusza, do którego należy jednak ostatnie słowo, to zresztą stały wątek w prozie Sveva.

To nie koniec. Wybucha wojna. Zarządcy firmy Zena muszą opuścić Triest, a on sam przejąć jej stery. Dokonując serii zuchwałych transakcji, zarabia mnóstwo pieniędzy. Mało tego: rezygnuje z bezskutecznych kuracji psychoanalitycznych, sam rzuca palenie i wreszcie czuje się zdrowy. Szczęśliwe zakończenie? Z pozoru tak. Czytelnik przeżywa upragnione katharsis. Trochę zmącone jednak posępnym, dziwnie znajomo dziś brzmiącym proroctwem kończącym ostatni rozdział: „Życie dzisiejsze jest zarażone chorobą od korzeni. Człowiek zajął miejsce drzew i zwierząt, zatruł powietrze, zatłoczył wolną przestrzeń. (…) Następstwem tego będzie wielkie bogactwo… wyrażające się w ilości ludzi. Każdy metr kwadratowy będzie zajęty przez człowieka. Kto nas wyzwoli z braku powietrza i przestrzeni? Na samą myśl o tym duszę się”.

A  może być jeszcze gorzej: „człowiek niczym nieróżniący się od wszystkich innych ludzi wynajdzie (…) niezwykły materiał wybuchowy, w porównaniu z którym wszystko, co wynaleziono dotychczas w tej dziedzinie, stanie się niewinną zabawką”. A jakiś inny „wedrze się do środka Ziemi i  umieści ów materiał w  takim miejscu, gdzie jego działanie będzie najpotężniejsze. Nastąpi kolosalny wybuch, którego nikt nawet nie usłyszy, i Ziemia, przywrócona do formy mgławicy błądzić będzie we wszechświecie, uwolniona od pasożytów i chorób”.

Ale to raczej nie będzie dzieło znerwicowanych ironistów pokroju Zena Cosiniego. Oni różnią się jednak „od wszystkich innych ludzi”.

Italo Svevo

Zeno Cosini

tłum. Zofia Ernstowa, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1966, s. 454

Kup numer