fot. Leca / BSIP / BE&W
Anna Mateja maj 2021

Parę zadań z listy

Dziecko w Polsce ma dwojaki status. Przed urodzeniem wydaje się własnością wszystkich, nie wyłączając Kościoła czy prokuratury. Po przyjściu na świat prawa do niego i obowiązki wobec niego zachowuje wyłącznie rodzina biologiczna. Na dobre i na złe

Artykuł z numeru

Za wyborem i życiem

Po trzech dekadach dyskusji na temat kształtu ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży jedna kwestia wydaje się niezmienna: brak współpracy między ludźmi przekonanymi, że „najważniejsze jest życie”, i osobami, które uważają, że dzieci powinny być przede wszystkim chciane. Dlaczego z równym zapałem jak o życie nienarodzone politycy, społecznicy, wyborcy, Kościół wreszcie nie walczą o dobrostan dzieci, które na świecie już są? To również zadanie dla strony pro-choice, której nie trzeba tłumaczyć, czym jest prawo, np. do bezpiecznego i szczęśliwego dzieciństwa w rodzinie. Można je wydedukować z art. 72 konstytucji, który stanowi, że dziecko ma prawo żądać od władzy publicznej ochrony „przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją”.

W kolejnej odsłonie dyskusji na temat ustawy z 1993 r. nie sposób wracać do punktu wyjścia, czyli dyskutować wyłącznie o kształcie przepisów prawnych dotyczących „ochrony płodu ludzkiego”. To dobry moment, by przypomnieć przynajmniej niektóre ze spraw do dziś niezałatwionych, choć dotyczą dzieci, które już się urodziły: problemy pieczy zastępczej, usprawnienie procedur adopcyjnych, pomoc rodzicom i opiekunom dzieci z niepełnosprawnościami.

Nieznane liczby

Wspomniany art. 72 Uchwały Zasadniczej stanowi również, że dziecko pozbawione „opieki rodzicielskiej” ma prawo oczekiwać od państwa opieki i ochrony. Przepis jest wyjątkowy, ale nie ze względu na treść, która w naszej kulturze prawnej jest standardem. Uderza język, który posługuje się pojęciami „opieki”, a nie „władzy” oraz „praw dziecka”, co w polskich aktach prawnych dotyczących dzieci wcale nie jest takie oczywiste. Na przykład ustawę z 2011 r. regulującą sytuację dzieci, których nie może (albo nie powinna) wychowywać rodzina biologiczna, zatytułowano: „o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej”. Zamiar ustawodawcy jest wyraźny: od przestrzegania praw dziecka ważniejsza jest rodzina, i to, jak pokazuje praktyka stosowania przepisów ustawy, rodzina biologiczna.

Może dlatego właśnie żadna instytucja nie zbiera danych na temat dzieci-zwrotek: zabranych z rodzin biologicznych do zastępczych, z  powrotem na skutek zabiegów rodziców biologicznych im oddanych i znowu stamtąd zabieranych. Z reguły z tych samych powodów co za pierwszym razem, ale dziecko wraca już do innej rodziny zastępczej i musi adaptować się kolejny raz do zmienionych warunków życia.

Operacji „reintegracja – interwencja” dziecko może przejść w życiu nawet kilka. Im dziecko jest młodsze, tym są dla niego trudniejsze i bardziej niszczące dla psychiki i emocji.

Te nieznane liczby mają znaczenie, bo pozwoliłyby ocenić, czy rodzina biologiczna zasługuje na kolejne szanse wychowawcze. A może ważniejsza od zapewne szczerych, ale często gołosłownych deklaracji „miłości do dziecka”, składanych przez rodziców, powinna być szansa na w miarę dobre dzieciństwo dla ich dzieci? I to ono powinno być priorytetem tak dla ustawodawcy, jak instytucji pomocowych?

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Anna Krawczak z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem Uniwersytetu Warszawskiego w tekście z 2018 r. napisanym dla portalu Oko.press, nie mogąc przedstawić polskich danych, opisała brytyjskie z 2017 r. Dają one do myślenia: 46% dzieci, które wróciły do rodziny biologicznej, stało się ofiarami kolejnych krzywd; 35% w ciągu pół roku od momentu reintegracji z rodziną musiało ją opuścić, bo zaniedbania i przemoc, których doświadczały, nie dawały nadziei na zmianę. W ciągu pięciu lat 75% reintegracji się nie powiodło. Alkohol, jako przyczyna odebrania dziecka, podwyższał prawdopodobieństwo niepowodzenia powrotu do 81%.

W Polsce odbieranie dziecka rodzinie traktuje się jak jej rozbijanie i ratowanie dzieci za cenę jeszcze większego ich krzywdzenia, bo wyrywania z rodzinnego domu. Tymczasem statystyki są nieubłagane: w 52% sytuacji dziecko jest odbierane z powodu alkoholizmu rodziców; zaniedbania, także zdrowotne, to przyczyna 39% takich sytuacji, przemoc – 36%, trudności materialne – 21% (dane podane za rzecznikiem praw dziecka i raportem Najwyższej Izby Kontroli z 2015 r.). Rodzice prawie zawsze starają się odzyskać dziecko. Nie zawsze jednak potrafią trwale zmienić życie: rozpocząć terapię, znaleźć pracę, zapewnić dziecku bezpieczny dom.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer