70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Fot. Irek Dorozanski

Naiwni wierzą zawsze

Większość moich podopiecznych – kobiet skazanych za morderstwa, notoryczne kradzieże, uzależniona od narkotyków – nigdy w życiu nie nawiązała normalnej relacji. Takiej, która byłaby oparta na akceptacji, lojalności, może nawet miłości. Jak mają uwierzyć, że inne życie jest w zasięgu ich możliwości, skoro nigdy nie doświadczyły bezinteresownego wsparcia.

Lidia Olejnik, pułkownik w stanie spoczynku, była dyrektor Zakładu Karnego dla Kobiet w Lublińcu, uważa, że o „uciążliwościach odbywania kary pozbawienia wolności nie ma co mówić”. Łatwo je sobie wyobrazić. W celi żyje cztery– pięć kobiet, które przebywają niemal wyłącznie w swoim towarzystwie. O tej samej porze pobudka i gaszenie świateł, wydawanie posiłków i wychodzenie na spacer (na wewnętrzny dziedziniec zakładu), widzenia z najbliższymi (jeżeli w ogóle utrzymują ze skazaną kontakt). Jednakowa dla wszystkich pościel, rzeczy osobiste ograniczone do niezbędnego minimum. Nawet toaleta nie zapewnia komfortu osobności, bo jest w tym samym pomieszczeniu.

„Kiedyś była oddzielona od celi jedynie zasłonką – wspomina Lidia Olejnik. – W zakładzie karnym dla kobiet osadzone dbają o wystrój: zasłonki były haftowane, w kolorowe wzory. Ale to jednak wciąż tylko szmatka… Jak tylko finanse pozwoliły, zdecydowałam, że mają je zastąpić choćby cienkie, ale jednak ściany – namiastka prywatności”.

Skazane usiłują za wszelką cenę stworzyć przestrzeń dla zachowania własnej autonomii. Jedne odmawiają wyjścia na spacer, udając, że źle się czują, byle tylko choć kilka kwadransów pobyć w samotności. Inne nie jedzą posiłku ze wszystkimi – odkładają to na później.

Listy do osadzonych są czytane przed oddaniem adresatce. Liczba paczek w miesiącu – ograniczona, ich zawartość i waga z góry określone. Przez lata ten sam widok z okna i te same twarze. Całe życie rozgrywa się na kilku–kilkunastu metrach kwadratowych, oddzielonych od świata drzwiami, których nie można otworzyć.

„I to właśnie w karze pozbawienia wolności jest najtrudniejsze – zapewnia Olejnik. – Przemoc, przynajmniej w humanitarnie zarządzanych zakładach, zdarza się rzadko. Subkultura też nie zawsze się rozwija. Oddzielenie od świata i bliskich jest jednak w takim miejscu oczywiste”.

To jest kara. Ale to może być też szansa, żeby w przymusowej izolacji dowiedzieć się, kim jestem, czego chcę, dlaczego moje życie potoczyło się właśnie tak, co mogę zrobić, by ono zaczęło zależeć ode mnie. Lidia Olejnik: „Jestem od tego, żeby im tę szansę dać”.

*
1 września 1986 r., kiedy przed przyszłą dyrektor zakładu w Lublińcu po raz pierwszy otwierano metalowe drzwi głównego wejścia, Lidia miała 25 lat, męża i trzyletniego syna oraz dyplom Wydziału Pedagogiki i Psychologii (kierunek: resocjalizacja) Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Pochodzi z Piotrkowa Trybunalskiego. W lipcu 2020 r. stoi pod kilkumetrowym murem z czerwonej cegły, zwieńczonym drutem kolczastym. Więzienie wybudowano w czasach pruskiego zaboru w latach 80. XIX w. Przez kilka następnych dekad osadzano tam mężczyzn. Pierwsze kobiety pojawiły się w II poł. lat 60., po pierwszym remoncie generalnym jednostki. Kiedy Lidia Olejnik po raz pierwszy przekraczała metalowe drzwi głównego wejścia, na wieży stał jeszcze uzbrojony strażnik.

Od razu po studiach była m.in. przez rok nauczycielką w szkole specjalnej. Prowadziła zajęcia dla dzieci z lekkim upośledzeniem umysłowym, zaburzonych, często zaniedbanych. Praca jej się podobała, ale czuła, że jej plan na życie jest jednak inny. Chciała pracować z kobietami pozbawionymi domu, odrzuconymi przez najbliższych, w ciąży i z dziećmi, bez domu, uzależnionymi – to były zadania, którymi młoda Lidia planowała wypełnić życie.

W Lublińcu została wychowawcą w oddziale dla skazanych wymagających stosowania szczególnych środków leczniczo­wychowawczych. Utworzono go w zakładzie pod koniec lat 60., umożliwiając terapię osobom z lekkim upośledzeniem i niepsychotycznymi zaburzeniami umysłowymi.

„Wy jesteście inni. To widać od pierwszego dnia” – słyszy Lidia od naczelnika Jana Dąbrowicza (przed 1989 r. w więziennictwie obowiązywała formuła „wy”), kiedy kilka tygodni po rozpoczęciu pracy tłumaczyła się przed nim i kierownictwem. Naczelnik otrzymał donos, że przeczytała skazanej list, którego ta nie powinna była otrzymać (osadzeni mieli prawo do czterech miesięcznie). W tym, który przekraczał limit, siostra osadzonej Romki pisała, że jej córka wyszła już ze szpitala. „Nie martw się…” – pocieszała adresatkę. Lidia poszła do celi i przy reszcie osadzonych, nie oddając listu, przekazała informację. Donos złożyła najpewniej jedna z nich.

Przy pozostałych funkcjonariuszach Dąbrowicz oficjalnie upomniał Olejnik za nieprzestrzeganie regulaminu. W cztery oczy powiedział: „Wy nawet klucz do kraty na oddziale wkładacie inaczej, niż pozostali. Podoba mi się takie podejście”.

Olejnik wyjaśnia dzisiaj: „Nadmierne ograniczenia w przekazywaniu paczek czy w kontaktach z najbliższymi uważałam za dodatkową karę, z której nie wynika żaden resocjalizacyjny pożytek. Nie złamałam prawa, pozwoliłam sobie jedynie na myślenie”.

*
Na studiach przygotowywano ją do pracy z przestępcami. Na miejscu okazało się, że wie naprawdę niewiele.

„Jak można zabić własnego męża?” – zapytała Lidia podczas jednej z pierwszych rozmów, które przeprowadzała jako wychowawca. Po drugiej stronie stołu siedziała kobieta odsiadująca kilkuletni wyrok za zabicie męża. Zauważyła uważny wzrok podopiecznej: dobrotliwy, trochę wybaczający… Zamiast wyjaśnień usłyszała właściwie jedno słowo: „Oj dziecko, dziecko…”. Chyba wtedy po raz pierwszy przekonała się, że obraz przemocy domowej, który ma w głowie: „on bije ją, a ona, zamiast się bronić, zabija go”, nie jest prawdziwy.

„Jak mogłam jej zadać takie pytanie? – mówi po latach. – Podczas kolejnych rozmów opowiadała mi o przeżytym w domu piekle”.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter