fot. Robert Górecki/Agencja Gazeta
z Włodzisławem Duchem rozmawia Anna Mateja marzec 2019

Lekcja mistrza zen

Mózg potrzebuje bodźców, które zmuszają go do aktywności – zróżnicowanych środowisk, odmiennie myślących ludzi, zaskakujących lektur.

Artykuł z numeru

Jak pięknie różnią się nasze mózgi

Jak pięknie różnią się nasze mózgi

Anna Mateja: Dlaczego informatyk zajął się badaniem mózgu?

Włodzisław Duch: Bo takie połączenie jest inspirujące, po prostu. Ono wydaje się egzotyczne jedynie wówczas, gdy traktuje się informatykę jak dziedzinę, w której przede wszystkim testuje się algorytmy. Tymczasem przygotowanie fizyka teoretycznego, bo to jest moje pierwsze wykształcenie, okazało się nieodzowne, gdy konieczne było np. modelowe przedstawianie obserwowanych w mózgu zjawisk czy procesów. Zrozumienie mechanizmów działania mózgu wymaga bowiem czegoś więcej niż tego, co mogą dać metody poznawcze genetyki czy neurofizjologii.

Z zespołem badawczym nie ograniczamy się zresztą do tworzenia teorii. Sprawdzamy je eksperymentalnie, ponieważ w laboratorium korzystamy z różnych technik obserwacji, w tym funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, który pozwala podglądać działalność mózgu podczas konkretnych czynności myślowych.

 

Przypomnę niezorientowanym, że jest to jedna z nieinwazyjnych metod obrazowania mózgu, która bazuje na ustaleniu, że praca tego organu opiera się na serii wyładowań elektrycznych. Tam gdzie jest ich dużo, wzrasta zapotrzebowanie na tlen i glukozę, więc krew musi przepływać przez ten obszar mózgu szybciej. Ponieważ atomy, z których zbudowane są komórki tkanek, mają właściwości magnetyczne (co też ważne: krew transportująca tlen ma inne właściwości niż go pozbawiona), metoda fMRI rejestruje aktywność komórek nerwowych, wykrywając różne natężenie tlenu we krwi i prędkość jej przepływu. Energię emitowaną przez komórki odbiera komputer, który ją analizuje i przetwarza na obraz. W badaniach medycznych funkcjonalny rezonans magnetyczny, ponieważ pozwala odróżnić zdrowe komórki od zmienionych chorobą, daje możliwość oceny rodzaju nowotworu, diagnozy stwardnienia rozsianego i choroby Alzheimera, badania bólu fantomowego u osób po amputacji.

W naszym laboratorium badamy pamięć roboczą – czyli krótkotrwałą – u niemowląt. Sprawdzamy, czy odpowiednio stymulowany mózg kilkumiesięcznego dziecka potrafi automatycznie utrwalić zdolność do rozróżniania dźwięków mowy, które nie przynależą do mowy ojczystej.

 

Proszę pokazać na przykładzie, dlaczego to jest istotne.

Weźmy spółgłoski „r” i „l”. W językach europejskich są wyraźnie odmienne, w języku japońskim – nierozróżnialne. Japończycy nie słyszą tych głosek, ponieważ w ich mózgach nie powstały grupy neuronów odpowiedzialne za ich rozróżnianie. Lektor czy rektor? Słyszą to samo. Rzecz jasna, i bez wyłapywania wszystkich fonetycznych niuansów można nieźle nauczyć się języka obcego. Mamy nawet znanych ludzi, którzy zrobili karierę mimo fatalnej wymowy, choćby Zbigniew Brzeziński, który języka angielskiego zaczął się uczyć jako kilkulatek. Brak tej umiejętności utrudnia jednak naukę poprawnej wymowy – bo kiedy źle się słyszy, to i niepoprawnie wymawia, a w efekcie trudno o właściwe zrozumienie.

Każda grupa językowa natyka się na takie pułapki, np. Hiszpanie nie rozróżniają „w” od „b”, Polacy nie słyszą angielskiego „th”, a wszyscy Europejczycy są głusi na tonalności obecne w języku chińskim.

 

Kiedy rozstrzyga się nabywanie tej umiejętności?

Między ósmym a dziesiątym miesiącem życia w mózgu utrwala się język ojczysty. Zanika natomiast zdolność rozróżniania obcych kontrastów fonetycznych.

W psychologii powszechnie akceptuje się dzisiaj tezę, że jeśli chcemy nauczyć dziecko np. języka chińskiego, nie wystarczy zapewnić mu oglądania Ulicy Sezamkowej w tym języku. Trzeba jeszcze zatrudnić opiekunkę z Chin, bo dzięki rozmowom z nią dziecko zacznie słyszeć chińskie niuanse w wymowie. Samo bierne słuchanie nie uruchomi tego obszaru w korze mózgowej (to głównie lewa półkula), który reaguje na specyficzne fonemy, czyli najmniejsze elementy języka mówionego. Wiedza, którą pozyskaliśmy podczas wieloletniego przeprowadzania eksperymentów, mogłaby zostać wykorzystana, np. do opracowania technologii produkcji interaktywnych zabawek językowych przeznaczonych dla niemowląt. Dzieci w tym wieku uczą się języków obcych niemal naturalnie, bo słyszą wszystkie niuanse. Rozmawiałem o tym nawet z kilkoma firmami, ale bez sukcesu. Odpisała mi jedna z Teksasu, odwołując się do badań, że na rynku nie ma miejsca na nowe zabawki elektroniczne…

 

A jest miejsce na porozumienie, które wynika przecież ze zrozumienia?

Wbrew temu, co obserwuję w polityce polskiej czy amerykańskiej, wciąż wierzę, że tak. Rozmawiając o plastyczności ludzkiego mózgu, nie od rzeczy będzie zauważyć, że rewolucyjność odkrycia nie przesądza automatycznie o jego docenieniu. W tym konkretnym przypadku nie chodzi przecież o kolejną zabawkę elektroniczną, ale nową gałąź przemysłu – interaktywne zabawki, pomagające w rozwoju umiejętności językowych dziecka.

Na tym zresztą nie koniec. Dzięki teoriom neurokognitywnym, które można weryfikować eksperymentalnie, korzystając z takich metod jak rezonans magnetyczny czy tomografia komputerowa, naukowcy przewidują głęboką zmianę np. w metodach leczenia bólu czy chorób psychicznych. To obecnie temat z dużym potencjałem – jak np. leczyć ból bez udziału farmakologii, opierając się na możliwościach, które daje obserwacja mózgu i wpływania na jego stan.

 

Dlaczego to, co wyjątkowe, są w stanie zauważyć tylko niektórzy? Przed momentem mówił Pan, że nie poznano się na Pana badaniach dotyczących możliwości nauki języków u dzieci. Niebo przed Kopernikiem czy Keplerem obserwowały dziesiątki ludzi, ale nie potrafili zobaczyć tego co oni. Powszechne prawo wyborcze dopiero od kilku dekad przyjmuje się za rzecz oczywistą.

Ujmując rzecz najbardziej lapidarnie: ludziom trudno jest przyjąć inny obraz świata niż ten, który głęboko tkwi w ich głowach, bo w nim wyrośli. To jest dobre pytanie, szczególnie jeśli odpowiedzieć na nie, powołując się np. na Mikołaja Kopernika. Dzisiaj mówimy, mając na myśli jego heliocentryczną teorię budowy Układu Słonecznego, że był to przełom dokonany przez wybitnego naukowca. On sam podchodził do swoich ustaleń sceptycznie, szczególnie kiedy obliczenia wskazały, że środkiem wszechświata wcale nie jest Słońce – reprezentacja Boga, tylko zimna pustka obok naszej gwiazdy. Miał prawo przypuszczać, że boskie dzieło popsuł jakiś demon, po co więc wyniki badań ogłaszać światu?

Wspomniany Johannes Kepler grubo ponad 100 lat po Koperniku jako pierwszy ogłosił, że wedle obliczeń matematycznych planety poruszają się po elipsach, nie po okręgach. Ale konkluzja nie przyszła mu bez wahań – raz obstawał więc przy elipsach, innym razem wycofywał się z tego twierdzenia. Kiedy zaczęto mierzyć odległość gwiazd od Ziemi, szokiem, np. dla teologów, okazał się ogrom wszechświata. Wedle nich to nie miało żadnego uzasadnienia w boskim planie stworzenia – wystarczy, że wiemy, gdzie są ludzie, gdzie niebo, gdzie piekło. Na co komu dwa tryliony galaktyk albo świadomość rozszerzania się wszechświata? By nawiązać do czasów bardziej współczesnych: w historii Doliny Krzemowej też nie brakuje pomysłów, które dziś wydają się nam oczywiste, a dwie czy trzy dekady temu zostały odrzucone. Nim jeszcze pojawił się komputer Apple’a, firma Xerox odrzuciła prototyp komputera z myszką i grafiką opracowany przez jej kalifornijski oddział. Rada nadzorcza Xeroxa orzekła, że ważniejsze są kopiarki… Kto będzie chciał używać domowego komputera?

W historii nie brakuje przykładów ludzi, którzy nie potrafili dostrzec, że tworzy się nowy świat i pojawiają nieznane dotąd możliwości. Jeśli jednak wniknąć dostatecznie głęboko w realia czasów, kiedy powstawały określone idee, zaczynamy lepiej rozumieć sposób myślenia ich twórców.

 

W  jaki sposób ta wiedza zmieniła ludzki mózg?

Odpowiem nie wprost. W 1984 r. napisałem pracę Mindspace jako rozwiązanie podstawowych problemów nauk o poznaniu, w której twierdziłem, że ludzki umysł możemy zrozumieć, łącząc opis doświadczenia wewnętrznego z tym, co się dzieje w mózgu. Wysłałem ją do Briana Josephsona  – laureata Nagrody Nobla z fizyki. W jego recenzji przeczytałem, że moja praca jest właściwie ciekawa, ale on wolałby się dowiedzieć, jak to się dzieje, że pojawiają się tacy ludzie jak Srinivasa Aiyangar Ramanujan – pochodzący z wioski spod Madrasu matematyczny geniusz, który żył na przełomie XIX i XX w. Kilka lat spędził w Cambridge, gdzie dał się poznać jako twórca ciekawych twierdzeń na temat liczb pierwszych czy ułamków skończonych. Jego hipotezy nie zawsze okazywały się prawdziwe, bywały trudne do udowodnienia, ale były inspirujące i nowatorskie. Nikt wcześniej tak nie myślał. Jak to się dzieje, że pojawia się taki umysł? I to w biednej rodzinie, na indyjskiej prowincji, w kulturze, która nie zna europejskiej matematyki?

Tego nie wyjaśni żadna teoria. Wyjątkowości mózgu nie wykaże też badanie neuroobrazowe. Kluczem jest poznanie środowiska i wychowania, które w połączeniu z przyrodzonymi zdolnościami intelektualnymi uruchomiły tak odmienny sposób myślenia. W przypadku Ramanujana przełomowe okazało się to, że nie uczył się matematyki tradycyjnie, żmudnie przeprowadzając dowody. Ale, odwołując się do tego, co już w matematyce zastał, dał się prowadzić intuicji, która pozwalała mu stawiać twierdzenia dla innych niezauważalne albo niemożliwe.

 

Skoro Ramanujan potrafił samodzielnie dojść do zasad rządzących matematyką, dlaczego homo sapiens, co do zasady, wydaje się raczej zachowawczy w poglądach i nie wykorzystuje w pełni możliwości, jakie mu daje plastyczność jego mózgu?

To pytanie o granicę między stabilnością a plastycznością mózgu, które można wyjaśnić, schodząc na poziom neuronu, czyli komórki nerwowej zdolnej do przetwarzania i przewodzenia informacji w postaci impulsu elektrycznego. Czy ma on reagować tak samo aktywnie na każdy impuls? Jeśli wszystkie miałyby być jednakowo ważne, ryzykujemy wywołanie niestabilności w sieci. W efekcie – utratę wcześniej nabytej wiedzy. A przecież chcielibyśmy mieć trwałą pamięć, która odbija świat takim, jaki jest. Potrzebny jest więc kompromis między stabilnością i plastycznością.

Ewolucja doprowadziła do wykształcenia się w mózgu dwóch systemów pamięci. Jeden utrwala informacje szybko, ale nie na długo. Drugi opiera się na powolnym uczeniu, które zmienia strukturę mózgu na poziomie połączeń między jego obszarami. Obraz świata, który wielu przedstawicieli homo sapiens utrzymuje, nie poddając go zasadniczym zmianom, to więc wynik tego, jak ukształtował się ewolucyjnie nasz mózg. A konkretnie: ta jego część, nazwana hipokampem, która znajduje się głęboko pod płatem skroniowym kory mózgowej i jest odpowiedzialna za szybkie zapamiętywanie zdarzeń. Hipokamp zapamiętuje bowiem stan mózgu w momencie przeżywanego epizodu, a następnie pomaga w konsolidacji pamięci krótkotrwałej, przekształcając ją w trwałą. Proces trwa długo (sen odgrywa w tym układaniu się przyswojonych informacji niebagatelną rolę), więc w codziennym życiu, także pod wpływem bombardujących nas emocji, nasz mózg w ocenie sytuacji odwołuje się do tego, co ma „pod ręką”, czyli w hipokampie. Emocje działają zresztą jak filtr wobec informacji, które człowiek ma sobie przyswoić, bo regulują neuroplastyczność, czyli wpływają na to, jak chętnie te informacje przyswaja i jak one, w konsekwencji, utrwalają się w mózgu.

 

Nowe fakty, nim się utrwalą, przechodząc z hipokampu do różnych rejonów kory mózgowej, niepoparte odpowiednimi emocjami nie mają szans zmienić tego obrazu świata, który człowiek sobie stworzył.

Kompromis między stabilnością i plastycznością konieczny jest na wielu poziomach, w tym interakcji z ludźmi. Staramy się przecież utrzymać stabilny obraz świata. Czy zawsze weryfikujemy obraz danej osoby, pozyskując nowe o niej informacje, nieraz diametralnie zmieniające naszą o niej wiedzę? Gdyby tak było, różnice np. między ludźmi z nadzieją przyjmującymi zmiany a tymi, którzy woleliby wyhamować nieco bieg historii, nie stawałyby się przepaścią. Na co zdawałyby się fantazje, że kiedyś było lepiej, skoro np. twarde dane statystyczne, dotyczące długości czy standardu życia, temu przeczą?

 

Dlaczego nasz mózg jest taki oporny?

Bo jest leniwy, jak przyroda w ogóle. Mózg zużywa 20% naszej energii, więc musi być oszczędny wie i wybiera proste rozwiązania, nawet jeśli są złe. Ludziom to wystarcza, tym bardziej że zmęczony mózg bezpośrednio po podjęciu decyzji odmawia dalszych dociekań, które mogłyby zmienić jego konkluzje. Myślenie oznacza bowiem większe zużycie energii przez neurony. Ludzie trzymają się więc raz podjętej decyzji, nawet jeśli wynika ona z myślenia oderwanego od rzeczywistości. W kółko widzimy to chociażby w polityce.

 

I dlatego wyborcy uwierzyli Donaldowi Trumpowi, który obiecywał, że „uczyni Amerykę na powrót wielką”?

Albert Einstein mówił podobno, że każda rzecz ma proste wyjaśnienie. I jest ono błędne. Jeżeli popatrzymy, jak skomplikowane są procesy składające się na dobrobyt danego państwa, a jak proste recepty przedstawiają niektórzy politycy, trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić. Przecież zwolennicy wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej raczej nie czytali 500-stronicowego traktatu określającego warunki Brexitu, uważając, że nie jest im to do niczego potrzebne, bo przecież mają rację… To tylko dwa z licznych obecnie przykładów arogancji ignorancji, która powstaje ze sprawą wypowiedzi osób z niewielką wiedzą, ale stanowczymi poglądami.

 

Skoro znaleźliśmy się w Wielkiej Brytanii, musimy powiedzieć coś ważnego o hipokampie londyńskich taksówkarzy. To część mózgu odpowiedzialna także za orientację przestrzenną.

Jak wykazały badania, ogłoszone w 2000 r. m.in. przez Eleanor A. Maguire i mojego znajomego Richarda S.J. Frąckowiaka (on właśnie wpadł na pomysł ich przeprowadzenia), londyńscy taksówkarze mają hipokamp wyraźnie większy niż wykonawcy innych zawodów.

 

Genialny w swej prostocie pomysł pokazał, jak codzienne przyzwyczajenia kształtują ludzki mózg. Od kiedy naukowcy wiedzą o takiej jego właściwości?

Norman Doidge w książce Mózg zmienia się sam. Innowacyjne techniki przywracania prawidłowych funkcji mózgu bez operacji i leków pokazuje, że historia neuroplastyczności liczy sobie ok. pół wieku. Najpierw uczeni odkryli możliwość powstawania nowych połączeń między neuronami i różnymi obszarami mózgu, które kompensują działalność naturalnych połączeń, z różnych powodów niefunkcjonujących. To ustalenie wytyczyło drogę do rehabilitacji, która opierała się na przekonaniu, że utracone umiejętności, np. ruchu kończyn czy mowy, można wypracować. Potem pojawiły się metody neuroobrazowania, choćby rezonans magnetyczny albo tomografia komputerowa, które naocznie przekonały wszystkich, że zmiany w mózgu, dzięki tworzeniu się nowych połączeń, rzeczywiście zachodzą.

Drugi wielki krok to była neurogeneza – odkrycie, że liczba neuronów w mózgu nie jest stała, ewentualnie zmniejsza się na skutek uszkodzeń albo starzenia się, ale istnieje możliwość pojawienia się nowych komórek nerwowych.

Przekonano się, że genetyka określa budowę mózgu tylko w dość ogólny sposób. To, ile z tkwiących w nim możliwości zostanie faktycznie uruchomionych, zależy jednak od środowiska, które rzeźbi w nim połączenia i nadaje mu wyspecjalizowaną strukturę.

Pewnych barier rozwojowych, rzecz jasna, nie jesteśmy w stanie przekroczyć. Na przykład wyobraźnia wielowymiarowa dla człowieka, który poznaje świat przede wszystkim wzrokowo, pozostanie nieosiągalna. Muszą nam wystarczyć trzy wymiary.

 

Z twierdzenia, że mózg kształtuje się pod wpływem środowiska, wynika, że znaczenie ma nie tylko to, jaki zawód wykonujemy, co czytamy czy iloma mówimy językami, ale także, z kim i o czym rozmawiamy, co jemy, jakim oddychamy powietrzem.

Po kolei. Zacznijmy od uwarunkowań genetycznych mózgu, które są najmniej plastyczne, bo zmieniają się ewolucyjnie, więc różnice widać dopiero np. w skali tysiąca lat. Natomiast w ciągu kilku-, kilkunastu pokoleń można zaobserwować zmiany epigenetyczne, czyli te, które wpływają na wykorzystanie informacji genomu. Od tego zależy rodzaj produkowanych białek, a w efekcie rozwój budowanego przez nie organizmu. Na poziomie epigenetycznym mózg jest plastyczny, ale w pewnych granicach, co pokazują np. badania nad osobami, które poddają się głodówkom w celach zdrowotnych. Obserwujemy, jak zmienia się fizjologia, jak organizm reaguje na brak pokarmu, najpierw zadowalając się wyłącznie glukozą, a później przechodzi na ciałka ketonowe, pochodzące z metabolizmu tłuszczów. Mózg też zaczyna pracować inaczej, choćby wyostrzając pracę zmysłów, co widać – jak pokazują badania neuroobrazowe – w większej aktywacji obszarów związanych z korą mózgową, która przetwarza pochodzące ze zmysłów informacje.

 

Skoro człowiek jest głodny…

Percepcja musi działać bez zarzutu, szukając okazji do zdobycia pożywienia. Neurony mózgu kota czającego się przy mysiej dziurze wysyłają nawet 20 impulsów na sekundę. Kiedy pojawi się jakikolwiek bodziec, liczba impulsów się podwaja. Sprawne podjęcie działania wymaga bowiem szybkiej synchronizacji różnych obszarów mózgu, co oznacza, że w ciągu sekundy musi przeskoczyć dużo impulsów. Po pięciu–sześciu dniach głodówki, kiedy wyraźnie ubywa w organizmie energii, to się jednak zmienia.

Plastyczność mózgu na poziomie epigenetycznym jest czymś fantastycznym, bo to oznacza, że wiele chorób, w tym schizofrenia czy np. padaczka albo ADHD, które wynikają z uszkodzenia białek budujących komórki nerwowe, może być uleczalnych. Stanie się tak, o ile poznamy geny odpowiadające za ich powstanie (to liczby niebagatelne, np. genów powiązanych z wystąpieniem autyzmu jest blisko 860), bo to pozwoli sterować ich wpływem na zmiany w strukturze mózgu.

 

Jest jeszcze trzeci rodzaj plastyczności mózgu.

Tak, związany z doświadczeniami życiowymi, zwłaszcza o wyraźnym przebiegu, które wywołują w mózgu widoczne zmiany (a konkretnie: określone części kory mózgowej stają się bardziej pobudliwe). Z tego powodu osoby po dramatycznych przejściach momentalnie wyłapują sygnały, które kojarzą im się z tymi doświadczeniami. Wspomniany już Norman Doidge jeden rozdział swojej książki poświęca temu, jak dochodzi do powstania osobowości wielorakiej. Początki tego procesu mają sięgać nawet okresu niemowlęcego i wydarzeń na tyle częstych, że zaczynają budzić w dziecku chroniczny strach. Życie w dwóch diametralnie różnych środowiskach, np. z jednej strony traumatycznym, a z drugiej – zabaw dziecięcych, może skończyć się rozwojem dwóch słabo ze sobą sprzężonych zestawów możliwych aktywacji w korze mózgowej. Efekt jest taki, że osoba przerzuca się między jednym i drugim zestawem, wykazując za każdym razem zupełnie inne zachowania. W skrajnych przypadkach skutkuje to rozdzieleniem osobowości.

By odwołać się do innego przykładu: prawdopodobnie gdyby u 14-letniej dzisiaj Almy Deutscher nie dostrzeżono talentu muzycznego w wieku zaledwie dwóch lat i nie rozpoczęto odpowiedniej edukacji, w 2016 r. nie wystawiłaby w operze wiedeńskiej, pod batutą Zubina Mehty, swojego Kopciuszka. A przecież jest jeszcze utalentowaną skrzypaczką, autorką koncertów fortepianowego i skrzypcowego.

Zmiany aktywności mózgu można porównać do tych w komputerze. Na poziomie struktury nic się tu nie zmienia (tworzą go przecież wciąż te same atomy), ale ten sam substrat może realizować nieskończenie wiele różnych programów. Podobnie dynamika działania mózgu jest w przypadku każdego człowieka inna. Zależy od indywidualnej historii życiowej, dzieciństwa, kultury, edukacji, wpływających na strukturę mózgu.

 

Mózg człowieka – przez to, że może się zmieniać – jest więc inny w czasach Kopernika, Einsteina czy w cyfrowej erze błyskawicznej komunikacji. Jak cywilizacja wpływa na nasze myślenie?

Marzy mi się rozpracowanie takiego tematu. Gdybym tylko miał odrobinę wolnego czasu… Zmiany widać wyraźnie, od kiedy świat gwałtownie przyspieszył za sprawą technologii, nie tylko komunikacyjnych. A będą jeszcze poważniejsze, gdy ludzie wejdą głębiej w wirtualną rzeczywistość, która jest tak wciągająca, że zmieni sposób myślenia i odczuwania bardzo mocno.

 

Naszym potomkom rozwiną się inne części mózgu niż nam. Może nawet bardziej użyteczne, biorąc pod uwagę kształt świata, w jakim będą żyć.

Nie podchodzę do tego tak spokojnie. Właściwszą postawą wydaje mi się stoickie przekonanie, że należy kontrolować swoje zachowania, a nie zatracać się w nich. Obserwując wnuki, które lubią gry komputerowe, obawiam się, że czas spędzony w ten sposób jest jednak przez nie zmarnowany. Jeśli nie zamierzają zostać żołnierzami, więcej zyskałyby, czytając albo spotykając się z rówieśnikami, niż biegając i strzelając w wirtualnym świecie.

Mózg poddawany działaniu tego rodzaju bodźców w dłuższym czasie może się zresztą zmienić na poziomie epigenetycznym, co sprawi, że w ciągu paru pokoleń ludzie zaczną inaczej przeżywać świat i tworzyć inną kulturę.

W zakładzie kognitywistyki naszego uniwersytetu przeprowadzono dość prosty eksperyment, który pokazuje, jak skutecznie rzeczywistość wirtualna oddziałuje na umysł człowieka. Badany musiał stanąć na belce grubości 40 cm. Rzeczywistość, którą widział dzięki specjalnym okularom, była wykreowana. Na twarzy czuł podmuch wiatru, w słuchawkach nawoływania ptaków i szum drzew. Windą wywieziono go na szczyt wieżowca. Wszystko było wymyślone, ale czuł pod sobą przepaść. Otrzymał polecenie, że ma przejść po belce i skoczyć… Wiele osób nie było w stanie zrobić jednego kroku. Niektóre go wykonały, ale szybko się wycofywały. Ja przeszedłem do końca deski i skoczyłem, ale jeszcze cztery godziny po tym zdarzeniu drżały mi nogi, bo adrenalina wciąż działała. Obawiam się, biorąc pod uwagę, że rzeczywistość wirtualna oddziałuje na wiele zmysłów, że im będzie bardziej doskonała i popularna, tym bardziej zacznie się nam mylić ze światem istniejącym realnie.

A teraz dygresja: czy wie Pani, dlaczego dzisiaj popularny jest rap?

 

Bo pozwala wykrzyczeć bunt i niezgodę na czasy późnego kapitalizmu?

To też, ale dlaczego muzyka, w której dominują hałas i recytacja, jest dla nas ewolucyjnie korzystna? Dlaczego taka właśnie forma odbija stan ludzkiego umysłu i służy nawiązaniu relacji w pewnym pokoleniu? Moja hipoteza jest taka: od lat żyjemy w ciągłym hałasie, w domach, gdzie na okrągło włączony jest telewizor, ze słuchawkami na uszach przez niemal cały dzień. Młode pokolenia mogą mieć coraz większy problem z odbiorem bardziej subtelnych dźwięków, więc trenowanie mózgu, byśmy mimo hałasu potrafili usłyszeć ludzką mowę, jest bardzo istotne. To jedynie spekulacje, bo o ile dzięki rozwojowi neuroestetyki wiemy, jak nasze zdolności postrzegania wzrokowego przekładały się na rodzaj powstających dzieł sztuki, o tyle jeżeli chodzi o muzykę, naukowcy nie potrafią przekonująco wyjaśnić, dlaczego w różnych okresach historii pojawiały się odmienne formy muzyki.

 

Ale można stawiać ciekawe pytania, np. o powody powstania kontrapunktu.

Albo podejmować się ambitnego zadania stworzenia siatki pojęciowej pojedynczego człowieka, dzięki której zrozumiemy, dlaczego w określonym czasie pewne pojęcia do niego przemawiają. Dlaczego te właśnie odbijają stan umysłu, a inne nie?

 

Gdybyśmy to wiedzieli, potrafiliśmy manipulować ludźmi.

Na szczęście – nie wiemy. Warto jednak objaśnić, na czym to polega. Odwołam się do historii powstania chrześcijaństwa. Gdyby zastanowić się, dlaczego jest ono obecnie religią najliczniej reprezentowaną na świecie, można powiedzieć i to, że znakomicie osadziło się w kulturowym dorobku ludzkości. Już wcześniej istniały pojęcia trójcy i odradzania się bóstwa. Znano ideę cierpienia odkupieńczego, choćby w Indiach. Na najważniejsze święto hinduistyczne Mahakumbhamela w Prayag, gdzie mają się zbiegać trzy święte rzeki: Ganges, Jamuna i mityczna rzeka Sarawati, co 12 lat zjeżdża się na kilka tygodni nawet 30 mln ludzi dziennie. Wśród nich jest wielu sadhu – ascetów, którzy umartwiają się (bywa, że w niezwykle wyrafinowany sposób), wierząc, że dzięki temu zyskują szczególne łaski i bóstwa wysłuchają ich próśb zanoszonych w imieniu innych ludzi. Takie myślenie było obecne na wiele wieków przed pojawieniem się chrześcijan.

Teraz wyobraźmy sobie, że mamy takie metody poznania ludzkiego umysłu, iż jesteśmy w stanie wymyślić idee, które tymi umysłami potrafią zawładnąć, jak kiedyś chrześcijaństwo… W jakimś sensie już do tego dochodzi. Podczas kampanii przed ostatnimi wyborami prezydenckimi w USA u wyborców niezdecydowanych pojawiali się aktywiści z tabletem (szansa na zmianę preferencji politycznych u przekonanych jest, jak wiadomo, raczej niewielka). Serią niewinnych z pozoru pytań naprowadzali ludzi na myślenie, które przekonało ich do wyborów politycznych na początku raczej im obcych. By nie wspomnieć o metodach, które pozwalają coraz lepiej scharakteryzować osobowość człowieka, jeżeli zna się jego drogi w Internecie czy w mediach społecznościowych.

 

Ale jeżeli gdzieś szukać ratunku przed tym, to właśnie w mózgu!

Racja, ale najpierw trzeba odrobić lekcję mistrza zen. Ten, podając herbatę gościowi, który zadawał wiele pytań, nalewał ją tak długo, aż zaczęła się przelewać poza brzegi filiżanki. „Co robisz?!” – zaprotestował gość. „To jest właśnie stan twojego umysłu” – odpowiedział mistrz zen. „Wiesz tyle, że nie potrafisz przyjąć więcej”. Jeżeli chcemy zyskać nową wiedzę, jakąś część tego, co znamy, musimy uznać za niepotrzebną, przestarzałą albo zbędną. Musimy po prostu uznać, że nie wszystko wiemy. Media społecznościowe, tak dzisiaj popularne, przez to, że sprzyjają zamykaniu się w obrębie tych samych idei, nie służą takiej postawie i rozwojowi naszego umysłu. Wręcz przeciwnie – czując poparcie grupy, jej członkowie utwierdzają się w poglądach i je radykalizują. Mózg potrzebuje bowiem takich bodźców, które zmuszają go do aktywności – zróżnicowanych środowisk, odmiennie myślących ludzi, zaskakujących lektur.

 

Żydowskie dzieci od paru tysięcy lat na Torze uczą się alfabetu, krytycznego myślenia i zadawania pytań. Może gdy inne społeczności będą miały porównywalny staż trenowania mózgu…

Obawiam się, że jako homo sapiens nie mamy już czasu, aby się w ten sposób rozwinąć. W dużo szybszym tempie zmienia nas technologia.

_

Włodzisław Duch – Prof. dr hab., kierownik Laboratorium Neurokognitywnego w Interdyscyplinarnym Centrum Nowoczesnych Technologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pracował na Uniwersytecie Technologicznym Nanyang w Singapurze, w Instytucie Maxa Plancka w Monachium oraz na uczelniach we Francji, Japonii, Kanadzie, Szwecji i USA. Autor ponad 400 publikacji. Jego tematy badawcze to: inteligencja obliczeniowa (w tym sztuczna inteligencja), kognitywistyka, sieci neuronowe, fizyka komputerowa.

 

Kup numer