fot. Bogdan Krężel
Anna Mateja lipiec 2020

Kamienie i ludzie

Jestem Żydem. Sprawiedliwi są więc częścią mojej historii. Każdy z nich. Rodzina Janczarskich z Wysocic niedaleko Skały, która na własnym podwórzu wybudowała schron dla żydowskich znajomych. Kilku mieszkańców Stańkowej na Nowosądecczyźnie, którzy ukrywali Żydów w podziemnej piwniczce. Bronisława Golonka z mężem spod Chrostowej niedaleko Bochni, Antoni Skąpski z Hebdowa, nieznana z imienia prostytutka.

Artykuł z numeru

Duchowość 2.0

Duchowość 2.0

Jakub Rympel dopowiada szczegóły: Golonkowie ukrywali rodzinę Maxa Halperna pod klepiskiem swojej stodoły, Skąpski ulokował dodatkowych mieszkańców domu m.in. na strychu, prostytutka znalazła miejsce dla znajomego taty pod własnym łóżkiem.

Mama ojca o tym, jak przeżyła okupację, nie opowiedziała mu jednak nigdy. Odcięła w pamięci głód, strach, upokorzenia. Mieszkanie w podkrakowskiej wsi, gdzie gospodarze kazali słono płacić za lokum. Handel bimbrem przywożonym z Warszawy do Krakowa z ośmioletnim synem, który butelki ukrywał pod zeszytami. W relacji złożonej w Żydowskim Instytucie Historycznym opowiedziała jednak o tym, jak w desperacji upiła z mężem jedyne dziecko i nacięła mu żyły. To było wtedy, kiedy wydawało się, że mogą pójść już tylko na gestapo…

Ludwik Rympel, który przeżył tamto zdarzenie jedynie dlatego, że nacięcia były za płytkie, by popłynęła krew, mówił o tym: „Mamusia przez nieuwagę zraniła mnie gałęzią”. Poza tym nie szczędził szczegółów, nawet takich, jakie wydawały się Jakubowi mało prawdopodobne. Bo jak uwierzyć, że w 1942 albo 1943 r., kiedy jego ojca przechowywała na strychu znajoma rodziny, bawił się karaluchami, wiążąc im nogi w taki sposób, że z owadów powstawały rydwany? Miało ich być aż tyle? Przecież to był dom przy ul. Bohdana Zaleskiego, w zamożnej dzielnicy Krakowa wybudowanej w dwudziestoleciu międzywojennym za cmentarzem Rakowickim.

„A kiedyś zjadłem wiśnie pozostałe po zrobieniu nalewki, które wyniosła na strych moja opiekunka. I się upiłem” – w to Kubie też trudno było uwierzyć. Nie dociskał jednak ani nie dopytywał. Nawet kiedy dorósł i przeczytał relację ojca o okupacyjnych losach złożoną w ŻIH-u, w której nie było słowa o rydwanach z karaluchów i wiśniach z nalewki. Może ojciec tak właśnie chciał to pamiętać? Nie dławiący lęk przed innymi lokatorami domu, nie tęsknotę za mamą, która ukrywała się gdzie indziej, tylko karaluchy i pierwszy alkoholowy szum w głowie. O tym, że gdyby Niemcy odkryli jego schronienie, zabiliby i opiekunkę, i jego, nie mówił nigdy. To było oczywiste. Zupełnie nieoczywiste było jednak to, że mimo kary śmierci znajdowali się ludzie, którzy podejmowali ryzyko.

*

Jakub Rympel urodził się w 1969 r. Rok po tym gdy w Polsce z powodów politycznych rozpoczęła się nagonka antysemicka i ocalali z Holokaustu członkowie jego rodziny wyjechali z kraju. Pozostały mu cmentarze i rodzice.

Oboje byli Żydami (mama, z domu Horowitz, przeżyła wojnę w ZSRR) i w takiej tożsamości wychowywali syna. Ten uważał siebie za Żyda i Polaka. Był już po studiach na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie i pracował jako rehabilitant w nowohuckim szpitalu, kiedy został pilotem uczestników Marszu Żywych. Żydzi ocaleli z Zagłady i uczniowie z izraelskich szkół organizowali je od 1988 r., odwiedzając Auschwitz i Birkenau. I niewiele więcej, jakby przyjeżdżali na cmentarz, a nie do kraju, gdzie wciąż żyli Żydzi. Na przykład tacy jak Jakub, który spędzał z nimi czas, opowiadając o kraju, który widzą za oknem autobusu. Był z nimi także podczas spotkań ze Sprawiedliwymi – Polakami, którzy ukrywali Żydów podczas okupacji. W ten sposób w 2005 r. poznał Mirosławę Przebindowską-Gruszczyńską. Odebrał ją z taksówki, zaproponował kawę. Podczas spotkania dowiedział się, że miała 10 lat, kiedy wczesną wiosną 1943 r. jej ciocia przyprowadziła do mieszkania przy Sławkowskiej w Krakowie, gdzie Mirosława mieszkała z mamą i siostrą, kilkunastoletnią Annę Allerhand. Uciekła z likwidowanego getta. Miała zostać jakiś czas. Ostatecznie mieszkała z nimi do stycznia 1945 r.

„Pan jest krakowskim Żydem? I należy pan do gminy żydowskiej?” – dopytywała, kiedy czekali na powrotną taksówkę. – Bo prezes Jakubowicz obiecał nam kiedyś pewną tablicę…” Kuba wysłuchał szybko opowiadanej historii obietnicy odsłonięcia w Krakowie tablicy poświęconej polskim Sprawiedliwym. Nim zatrzasnęły się drzwi auta, zdążył zapewnić, że zajmie się sprawą.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer