Beata Domaszewicz fot. Szymon Wykrota
Beata Domaszewicz fot. Szymon Wykrota
Anna Mateja październik 2025

Kto się czego boi

Słowa: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”, przeczytane o piątej rano w ośrodku dla uchodźców z Ukrainy, ustawiają cały dzień jednym pytaniem: dlaczego w kraju, gdzie wciąż tylu ludzi wierzy w Boga z „doświadczeniem migranckim”, coraz więcej z nich chce, żeby uchodźców w ogóle tu nie było?

Artykuł z numeru

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Przy zadłużeniu mieszkania dobrze płacić przynajmniej 50 zł miesięcznie. Inaczej rusza eksmisja. Beata Domaszewicz, jedna z pierwszych w Radomiu osób zajmujących się pedagogiką ulicy, mija wejście, z którego zostały tylko odrzwia. Korytarz na parterze jest nieoświetlony, ale przez okna klatki schodowej przechodzi światła w sam raz, żeby wyminąć drobne śmieci, a nawet kałużę, pozostawioną najpewniej przez psa ujadającego zza drzwi jednego z mieszkań.

– Wpłata co najmniej takiej sumy pokazuje, że dłużnikowi zależy na mieszkaniu i na spłacie należności – wyjaśnia Beata. – Nie udaje, że „zapomniał”. Nie ukrywa, że ma problemy. Stara się i wtedy nikt go stąd nie wyrzuci.

Stoi na tle lamperii o nieustalonym kolorze, która wygląda jak gazetka ścienna bloku. Mniej więcej wiadomo, co kto komu robi albo by zrobił. Obsceniczne rysunki i intymne zwierzenia. Żarty i groźby. W niedalekim sąsiedztwie czarne litery na białej kartce zapowiadają, kiedy rozpocznie się remont klatki schodowej, więc administracja prosi o usunięcie rzeczy. Termin minął co prawda parę dni temu, jednak w ciemnych korytarzach wciąż zalega cisza.

Wracając do pięciu dych: jeżeli dłużnik nie znajdzie nawet tak skromnej sumy, musi opuścić mieszkanie socjalne. Czyli: wejście bez drzwi, zarośnięte obejście i klatkę schodową z osiedlową pornografią, dwie łazienki na jednym korytarzu, z jakich korzystają wszyscy mieszkańcy piętra, tzn. ci nieliczni, którzy jeszcze w bloku pozostali. Trzeba zostawić nieocieplone ściany i wypaczone okna, z powodu czego zimą ucieka z mieszkań ciepło, dlatego mieszkańcy dogrzewają się farelkami. Idące błyskawicznie w górę rachunki za prąd każdy stara się jednak opłacać w miarę regularnie, bo boi się odcięcia od sieci. Administracja bloku socjalnego musi zatem na swoją należność poczekać, aż ludzie zaoszczędzą trochę grosza poza sezonem grzewczym.

Beata próbuje w ciemnościach wypatrzyć numer poszukiwanego mieszkania, w którym po raz pierwszy pojawiła się dwie dekady temu. Ponieważ na pukanie nikt nie odpowiada, co jej nie dziwi, bo ludzie z bloku socjalnego nie lubią niespodziewanych gości (a nuż ktoś z administracji?), kontynuuje wątek zadłużenia. Nie kończy się ono z momentem opuszczenia przez dłużnika mieszkania socjalnego ani nawet z chwilą jego śmierci. Niezapłacone należności przechodzą z rodziców na dzieci. W teczce „Sprawy ludzi”, którą pedagożka trzyma u siebie w domu niedaleko Szydłowca, są liczne tego przykłady. Jako osoba zaufania publicznego pojawiała się w sądzie, by wyjaśnić, że dziecko mieszkało z rodzicami, lecz nie decydowało o tym, że pieniądze zamiast na rachunki szły na życie. Tak, czasami też na alkohol. Bo to są w sumie porządni ludzie, ale lubią się napić. No i mają słabą wolę. Jeżeli więc dziecko, mimo takich warunków, skończyło szkołę, poszło do pracy, dlaczego je obciążać obowiązkiem zapłacenia np. kilku tysięcy złotych długu po rodzicach?

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się