Na przykład: jedno z polskich plemion, kilka wieków czekające, by wrócić do macierzy, piąta kolumna ciążąca ku Berlinowi, alternatywni Polacy, którzy razem z Wielkopolanami mogą tworzyć przeciwwagę dla tożsamości ukształtowanej w zaborze rosyjskim, naród dopiero się tworzący, lub przeciwnie: Ślązacy jako część Pierwszych Narodów niczym Aborygeni. A na te ujęcia nakładają się dwa trwające dziś procesy: upodmiotowienia kultury śląskiej oraz rozpływania się śląskości w polskości.
To dlatego Rokita pisze: „Śląsk nieoczekiwanie stał się jednym z tych niewielu miejsc na świecie, gdzie teraźniejszość jest ciekawsza niż przeszłość”. To zdanie zawiera trochę przesady. Po pierwsze, sam autor wspomina trzy kluczowe wydarzenia z przeszłości, które Ślązacy i Polacy z innych terytoriów kraju doświadczyli inaczej: okupacja hitlerowska, Holokaust, komunizm. Po drugie, o historii regionu opowiadało przecież jego fenomenalne Kajś. Czy więc Aglo jest bardziej angażujące? Dla mnie w jakimś sensie tak, bo opowiada już nie o Śląsku dziadków, ale mojego pokolenia.
Przekonywałem się do Aglo stopniowo. Początkowo dystansowały mnie fragmenty sztuk teatralnych zamieszczone jako interludia, lecz szybko odkryłem ich humor i lekkość, np. w partiach z Nikaj o młodym Gierku. Niewiele esejów o tożsamości pełni jednocześnie funkcję przewodnika po regionie. Pomysł Rokity należy przeszczepiać, bo nie ma lepszego sposobu, by poznać jakiekolwiek miasto, niż jednocześnie czytać o nim i korzystać z transportu publicznego, jaki ono proponuje (w tym przypadku banki, czyli tramwaju). W drogę!
Zbigniew Rokita Aglo. Banką po Śląsku Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2025, s. 324

