70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Wojtek Nurek

Moi, mistrzowie: Joanna Oparek

Mocne skóry, białe płótna (Mikołów 2019) – taki tytuł nosi najnowszy tom Joanny Oparek, z którego pochodzi wiersz Jeleń. „Mocne” to słowo, którego nie sposób uniknąć, kiedy zamierza się pisać o tej poezji.

Autorka lubi wszystko, co zdecydowane, dynamiczne, ekspresyjne, zarówno gdy chodzi o obrazowanie, jak i o stylistykę. Lubi przemawiać „z mocą”, bardzo rzadko w swoich wierszach zniża głos i szepcze, a jeśli już, to na ogół po wcześniejszym wybuchu. Lubi też wszelkie mocne efekty: brutalizacje, śmiałe, ostentacyjne zestawienia, brak pruderii. Nie waha się przy tym sięgać po motywy, które wydają się zużyte i jako takie zostały raczej zepchnięte na zaplecze współczesnych poetyckich rekwizytorni. Zachowuje się trochę tak jak ktoś, kto wtargnął do magazynu wykorzystanych niegdyś strojów i zaczyna przymierzać je, żeby wybrać coś do nowego spektaklu.

Wiersz Jeleń jest, jak sądzę, dobrą tego egzemplifikacją. Zauważmy, że autorka nie wychodzi właściwie poza tradycyjną motywikę miłosną, do której należą i trup, i jeleń, dwa podstawowe symbole użyte w tym utworze. Jeleń to symbol namiętności, witalności i siły (zwłaszcza męskiej, choć nie tylko), ale też – świata duchowego, miłości mistycznej, Chrystusa. Dodajmy od razu: to symbol, który został zdegradowany czy to przez odwrócenie wcześniejszych znaczeń („jeleń” to ktoś naiwny, kogo łatwo nabrać, także – zdradzony mąż), czy przez ich rozproszenie lub banalizację (jeleń na rykowisku przestał być symbolem silnej, nieokiełznanej natury, a stał się po prostu słodkim, sentymentalnym obrazkiem). Trup z kolei to część szerszego zestawu motywów, które łączą miłość ze śmiercią, albo przeciwstawiając je sobie i kontrastując, albo akcentując ich paradoksalne podobieństwo (jak w sławnym wierszu Grochowiaka: „Dla zakochanych to samo staranie – co dla umarłych”).

 

U Oparek trup to po prostu „trup miłości”, miłość, która „zdechła”, minęła, ale nie minęła zupełnie – wciąż o sobie przypomina, wciąż jest roztrząsana i prowokuje do pytań.

Ciekawy jest sposób, w jaki autorka zbudowała pierwszą część wiersza. To uparte, gniewne „obracanie trupa” i jednocześnie rytmiczne zdążanie do regularnego 13-zgłoskowca przywodzi na myśl nieuchronnie wiersze Rymkiewicza. Nawet jeśli jest to nawiązanie, to na pewno polemiczne: Oparek unika wszelkich odniesień metafizycznych czy religijnych, pozwala sobie też na większą językową brutalność („skopać mu dupę”, „życie psim swędem”, „walenie trupem”). Z Rymkiewiczem łączy ją jednak umiejętność wplątania w ten turpistyczny obraz elementów humoru. Jak w tym fragmencie: „obracać trupa i pytać go czemu / co jest rusycyzmem i powszechnym błędem”, w którym dramatyczne napięcie zostaje przełamane wtrętem o tym, co w języku wolno, a czego nie (poetka odwołuje się do rozpowszechnionego przekonania, że pytanie „czemu?” jest zapożyczeniem z rosyjskiego i powinno się go unikać). Przy okazji powstaje interesująca dwuznaczność: zdanie to bowiem można rozumieć i w ten sposób, że „powszechnym błędem” jest ciągłe powracanie do spraw raz zakończonych, próba reanimacji tego, co już nie ożyje.

Pierwsza część wiersza – pierwsza niby-strofa – jest więc rytmiczna, wręcz melodyjna, i zarazem gwałtowna, pełna złości, przywodzi na myśl kłótnię, w której po prostu wyrzuca się z siebie kolejne oskarżenia, inwektywy czy groźby (co też by trzeba z tym trupem miłości zrobić). Część druga zmierza natomiast do uspokojenia: znika nakręcający się rytm, pojawiają się rzeczowe, proste zdania, coraz mniej jest retorycznego naddatku. Owszem, w drugiej niby-strofie mamy nagromadzenie niepokojących elementów: pękające naczynie, nagle otwierające się drzwi, nocne wycie, ostrzeżenie, zła wróżba – ale ich oddziaływanie nie jest już wzmacniane, impet powoli się wytraca. W końcu „wszystko wokół zastyga / nikt już nie pyta o nic i nikt nic nie mówi”. Finałowy obraz jest właściwie samym patrzeniem, nie ma tu żadnych dopowiedzeń, żadnych emocjonalnych zaakcentowań. To paradoksalne, ale tak w tym wierszu jest: tam gdzie mówiło się o tym, co martwe, wiersz ożywał, nabierał rumieńców; tam gdzie wraca życie, wiersz zatrzymuje się, „martwieje”, milknie. Trochę jak w finale Kontraktu Zanussiego, gdzie po całej serii kłótni, ekscesów, afer i zdrad widok napotkanego w lesie jelenia każe się bohaterkom zatrzymać, zaniemówić, kontemplować potęgę i piękno natury.

Czy Oparek zależy na tym, by osiągnąć efekt podobny? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Patrząc czysto „technicznie”, można dostrzec pewne podobieństwa: jest nagromadzenie, spiętrzenie wrażeń i nagłe ogołocenie. Ale są też istotne różnice. Jeleń w wierszu Oparek uosabia raczej tęsknotę za dzikością, autentycznością, wyzwoleniem niż – jak u Zanussiego – za sacrum, potęgą, która rzuca na kolana. Choć ta tęsknota jest też od razu jakoś złamana, zakwestionowana: w końcu to, co zwierzęce, wcale nie jest tu nacechowane pozytywnie („życie psim swędem”, „wyję nocą z pyskiem przy ziemi”). W teatrze miłosnym, który tu oglądamy, opowiada się – jak sądzę – o tym, że takie doświadczenie wyzwolenia jest może dane raz czy drugi, ale potem zamienia się w dręczące uczucie głodu. Chciałoby się wygnać jelenia raz na zawsze, żeby już nie tęsknić i nie cierpieć, równocześnie jednak czeka się – a nuż się zjawi? W innych wierszach Oparek erotyka często zderza się z tym, co wielkomiejskie, popkulturowe, polityczne, i odbija od tego. Tu poetka sięga po dawne kostiumy, żeby na chwilę się tym współczesnym kontekstom wymknąć. Może tylko sprawdza, czy kostiumy jeszcze pasują? I czy można w nich, ot tak, na chwilę, pojawić się na scenie, żeby wykrzyczeć, wyrzucić z siebie to, czego w innych miejscach – i innych kostiumach – wykrzyczeć już nie sposób?

 

 

Joanna Oparek

Jeleń

Nie warto żałować miłości i na co to komu

szczególnie kiedy miłość zdechła lata temu

obracać trupa i pytać go czemu

co jest rusycyzmem i powszechnym błędem

zamiast wykopać trupa niczym psa przybłędę

zamiast skopać mu dupę za życie psim swędem

zamiast pozbyć się trupa na sinym jeziorze

no i niechże wypłynie jeśli jeszcze może

niech puchnie i niech cuchnie tak żeby jelenie

pouciekały z lasu żeby to walenie

trupem miłości

dla żywych

było jak syrena

 

Jestem naczyniem które pęka

drzwiami które otwierają się nagle

wyję nocą z pyskiem ku ziemi

Niosę wam ostrzeżenie

niosę wam złą wróżbę

 

Wiatr ustał

wszystko wokół zastyga

nikt już nie pyta o nic i nikt nic nie mówi

 

tylko jeleń

na środku drogi

kręci rogatym łbem


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter