70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Rzeczy wyobrażone

Co to znaczy „zgubić” przedmioty? Czy studia skoncentrowane wyłącznie na wizualnych przedstawieniach nie gubią ich? Czy takie badania nie tracą wielozmysłowego, interakcyjnego potencjału przedmiotów?

Agata Zborowska napisała książkę naukową o pięknym, acz zwodniczym tytule – Życie rzeczy w powojennej Polsce. Podstawę tej rozprawy stanowi nagrodzony w 2019 r. w organizowanym przez Polską Akademię Nauk Konkursie im. Aliny „Inki” Brodzkiej-Wald doktorat. Pozycja ta poświęcona jest pochodzeniom, praktykom i znaczeniom przedmiotów w Polsce w okresie od 1944 do 1949 r., czyli pomiędzy utworzeniem Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego a powstaniem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Celem tej książki, jak pisze związana z Instytutem Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego kulturoznawczyni, było przeprowadzenie eksperymentu polegającego na „próbie dotarcia do historii w rzeczach”, odnalezieniu „zastygłych w nich pragnień i fantazji” (s. 303). Perspektywę, jaką przyjęła Agata Zborowska w swoim badawczym eksperymencie, ustalają studia koncentrujące się na rzeczach, które miały pomóc „w zrozumieniu, jaką rolę odgrywały one w życiu Polaków – w jaki sposób wyobrażano sobie rzeczy, a także kształtowano wyobrażenie ich posiadania” (s. 12). Badania nad tytułowym „życiem rzeczy” przeprowadzane są wyłącznie na obiektach wizualnych i tekstowych. W książce Agaty Zborowskiej nie pojawia się w sensie dosłownym żaden przedmiot, żadna rzecz. To, z czym ma do czynienia czytelnik podczas lektury, jest życiem rzeczy widzianym z dystansu, podanym w zapośredniczeniu.

Model interpretacyjny ustanawia w badaniach Agaty Zborowskiej film Skarb z 1949 r. w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, na podstawie noweli Ludwika Starskiego, z Danutą Szaflarską i Jerzym Duszyńskim w rolach głównych. Zdaniem kulturoznawczyni film ten „pozwala pokazać mechanizm kształtowania się pragnienia przedmiotów po wojnie” (s. 13) – mechanizm wspierany nie ich nadmiarem, lecz niedoborem, brakiem. Tytułowy skarb, jak twierdzi Zborowska, nie jest rzeczą, lecz jej odblaskami, to pusta forma, „która wypełniana jest fantazjami nie tylko samych bohaterów filmu, ale za każdym razem również jego widzów” (s. 23). Buczkowski ukazuje w swoim filmie historię pary, Krysi i Witka, którzy będąc tuż po ślubie, poszukują w odbudowującej się po zniszczeniach wojennych Warszawie własnego kąta, pokoju lub mieszkania. Tytułowy „skarb” w tej komedii pomyłek ma kilka znaczeń. To zarówno trudne do znalezienia mieszkanie w cias nej, zrujnowanej stolicy, to ukochana Witka (mówi do niej: „mój skarbie”), to miłość dwojga ludzi (na co wskazuje piosenka Sióstr Do-Re-Mi zatytułowana Jest taki jeden skarb), to wreszcie ukryte w ścianie i poszukiwane przez bohaterów drogocenne przedmioty. Oczywiście można uznać, że ten skarb kumuluje różnorodne fantazje czy wyobrażenia, ostatecznie okazuje się jednak czymś najzupełniej realnym – zamiast drogocennych przedmiotów w ścianie odnaleziona zostaje bomba. Trudno się z autorką Życia rzeczy w powojennej Polsce zgodzić, film wypełniony jest rzeczami, które psują się (zapalniczka Witka), przeszkadzają (spadająca miednica w wąskim korytarzu), nie mają swojego miejsca (meble kupione przez Krysię do nowego mieszkania są przetrzymywane w domu towarowym) lub zaczynają ożywać (jak wypchana sowa w mieszkaniu na ulicy Równej 64). Rzeczy w filmie Leonarda Buczkowskiego wypełniają każdy kadr, sprzeciwiają się, okazują się czymś innym, niż miały być, jest ich wreszcie za dużo jak na powojenną Warszawę. Najlepszym komentarzem do przyjętego przez Agatę Zborowską modelu interpretacyjnego będzie, jak sądzę, fragment pamiętnika Eugeniusza Ajewskiego opisujący poszukiwania skarbów w murach stolicy: „Z rozbitego otworu niespodziewanie zaczął się wysypywać skarb. Razem z pyłem, z gruzem leciały srebrne przedmioty i inne kosztowności. Stojący na chwiejnej drabinie robotnik (…) chciał schwycić wszystko – nie złapał nic” (s. 40).

*

Opisywane przez Agatę Zborowską sytuacje bliskości z przedmiotami, bezpośredniego, fizycznego kontaktu z materialnością są konstrukcjami czysto teoretycznymi. Autorka tłumaczy to następująco: „w niniejszej książce na próżno szukać biograficznego ujęcia konkretnych przedmiotów, które często gubi po drodze je same, służąc opowiedzeniu jedynie historii podmiotów” (s. 46). Co to znaczy „zgubić” przedmioty? Czy studia skoncentrowane wyłącznie na wizualnych przedstawieniach nie gubią ich? Czy takie badania nie tracą wielozmysłowego, interakcyjnego potencjału przedmiotów? Perspektywa badawcza przyjęta w Życiu rzeczy w powojennej Polsce znajduje uzasadnienie zwłaszcza w odniesieniu do przedostatniej części książki, która poświęcona jest Wydziałowi Wytwórczości i Biuru Nadzoru Estetyki Produkcji, a mówiąc ściśle – obrazom przedmiotów codziennego użytku, które miały przynieść „nową materialną rzeczywistość dla nowego (powojennego) społeczeństwa” (s. 257). Miały przynieść, ponieważ pozostały w dużej mierze prototypami. W pozostałych częściach książki rzeczy pojawiają się wyłącznie w zapośredniczeniu, a podane są w formie litanii, jak na przykład w rozdziale dotyczącym przesyłanych do Polski paczek United Nations Relief and Rehabilitation Administration (w skrócie UNRRA). Ta największa w historii migracja przedmiotów z Zachodu do Polski z jednej strony domaga się szerokiego spojrzenia i długich spisów: „Płynie jedzenie, materiały medyczne i sanitarne, ubrania, tkaniny i buty, płyną zwierzęta – między innymi upragnione konie i krowy, wreszcie maszyny i narzędzia – traktory, samochody, ale też maszyny do szycia” (s. 219). Z drugiej, żaden z tych przedmiotów wymienianych w długich spisach nie pojawia się w swojej pojedynczości, jako obiekt istniejący realnie. Targi staroci czy aukcje internetowe pełne są powojennych przedmiotów, w muzeach – wymieńmy choćby Muzeum PRL-u w krakowskiej Nowej Hucie czy Muzeum Śląskie w Katowicach – nadal znajdują się opakowania po czekoladach czy worki po pszenicy przekazane w darach UNRRA. Te rzeczy wciąż mają swoje życie. Przechodzą z rąk do rąk, zastygają w szklanych muzealnych gablotach.

Łatwo znaleźć argumenty za wybraną w Życiu rzeczy w powojennej Polsce perspektywą. Agata Zborowska czerpie je z prac teoretycznych Sary Ahmed, która uznaje, że przedmioty angażujące – w tym kontekś cie emocjonalnie – mogą być również wyobrażone, oraz W.J.T. Mitchella, według którego „nie tylko nie ma obrazów bez przedmiotów, ale również przedmiotów bez obrazów” (s. 44, 48). Przy takiej argumentacji pojawiają się kolejne pytania. Czy zwrot ku rzeczom jest ostatecznie zwrotem ku analizie tekstów i obrazów? Czy proponowane przez Zborowską – za Elaine Freedgood i jej The Ideas in Things, książką poświęconą powieściom wiktoriańskim – czytanie rzeczy naprawdę pozwala rozumieć ich „najszersze znaczenie”? Czy kulturoznawstwo sprowadza się do znajomości dominującej kultury wizualnej, kultury dającej się jedynie oglądać, czytać i wyobrażać? Być może pewną odpowiedzią na te i wcześniejsze pytania jest pustka, to modelowe „nic” organizujące książkę Agaty Zborowskiej. Tak jakby rzeczy, o jakich pisze się na ponad 300 stronach, wypełnionych ponad 700 przypisami, które odsyłają do licznych dokumentów odnalezionych w 10 archiwach, polskich i zagranicznych, mogły być jedynie wyobrażeniami rzeczy, których nie da się uchwycić.

*

Lektura Życia rzeczy w powojennej Polsce Agaty Zborowskiej jest mozolna. Wspomniany rozdział o paczkach UNRRA stanowi chlubny wyjątek – przypomina porządny, mający wyraźny rytm, świetnie operujący zebranymi informacjami reportaż. W pozostałych rozdziałach badaczka nie porządkuje zebranych materiałów (choć ich ilość jest godna podziwu), jedynie podporządkowuje je teoretycznym rozważaniom (wśród których prym wiodą W.J.T. Mitchell i Walter Benjamin). Zdarzają się w tej książce angielskojęzyczne kalki typu „akcja utkwiona w XVI-wiecznej Anglii” (s. 245), pojawiają się zdania absurdalne lub po prostu niezrozumiałe, jak np.: „Przedmioty były zmęczone zaangażowaniem, ale również wpisywanymi w nie pragnieniami. Przedmioty były zmęczone Polakami” (s. 251) czy „Akcja kończy się niepowodzeniem, ponieważ podmiot, do którego należą przedmioty, jest nie tylko obecny, ale w przypadku nasyconego znaczeniowo »warszawiaka« ta obecność ma szczególną intensywność” (s. 117). Proponowane przez badaczkę pojęcia – zwłaszcza daru chybionego i nostalgii wykopkowej – domagają się wyłączenia poza opisywany w książce kontekst historyczno-społeczny i rozwinięcia. Podobnie jak niepodjęty termin „rzecz-pospolita” (s. 80), który jednocześnie wskazuje na rzecz służącą ogółowi, na dyskusyjną kwestię jej zwyczajności oraz na relacje władzy pomiędzy przedmiotami i podmiotami. Książkę Agaty Zborowskiej z dużym powodzeniem można by przepisać na – o wiele krótszy! – reportaż lub esej poświęcony rzeczom w tym szczególnym okresie historii Polski, w którym współistnieją ze sobą „ruiny miast i zgliszcza wsi, skrajna bieda i groźba epidemii, społeczno-polityczny chaos” (s. 303).

Agata Zborowska

Życie rzeczy w powojennej Polsce

Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2019, s. 368


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter