70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Michał Łepecki/Agencja Gazeta

Awangarda nas wyzwoli. Czytanie poezji najnowszej

2019 był rokiem bardzo dobrych debiutów i mocnych projektów postawangardowych. Wyobrażam sobie jednak, że ktoś inny mógłby opowiedzieć o tym zupełnie inną historię, awangardy nawet nie zauważając.

Pole poetyckie i środowiska krytyczne są bowiem w Polsce bardzo zróżnicowane i wyraźnie podzielone. Krytycy żyją w różnych światach, oprócz okoliczności okołonagrodowych niemal absolutnie się niespotykających, mających swoje media, święta i rankingi.

Starzy mistrzowie
Zacznijmy zatem od obszaru, jak go nazywa Bourdieu, ortodoksji, a więc przestrzeni zajmowanej przez poetów i poetki o uznanym dorobku. Do tej kategorii, obok „starych mistrzów”, którzy jako tacy zaczęli funkcjonować przed 1989 r. i kwalifikację tę, niejako siłą inercji, zachowali, należałoby już pewnie zacząć powoli włączać przedstawicieli tzw. pokolenia brulionu.

Mówiąc o starych mistrzach, mam na uwadze Urszulę Kozioł, Ewę Lipską i Adama Zagajewskiego. Jeśli chodzi o aktywnych w zeszłym roku poetów roczników 60., zamierzam powiedzieć kilka słów o książkach Marcina Świetlickiego, duetu Marcin Sendecki i Marcin Baran, Krzysztofa Jaworskiego, Grzegorza Wróblewskiego i Darka Foksa. Z racji niedostatku miejsca muszę „wyciąć” ogromny obszar poezji sygnowanej innymi nazwiskami.

Książki Kozioł, Lipskiej i Zagajewskiego sporo łączy. Wydane przez offcyny o dużym kapitale symbolicznym: Wydawnictwo Literackie (Kozioł i Lipska) i a5 (Zagajewski), estetycznie i ideologicznie mieszczą się w ustanowionej przed 1989 r. przestrzeni prestiżu. Najlepiej znajduje się w niej Prawdziwe życie Zagajewskiego, tom, w którym „prawdziwe życie”, wbrew tytułowi, niewielki ma udział w poetyckiej „akcji” i niezbyt wyraźnie rozsadza wysokomodernistyczny temat, nazwijmy go: człowiek wobec kulturowego dziedzictwa Zachodu. Być może zamysłem autora była gra pomiędzy tym, co aktualne, materialne, doraźne (egzystencjalne i historyczne), a tym, co „wieczne” (natura i kultura), mająca dowodzić relatywności tych podziałów, w myśl zasady, że prawdziwe jest wszystko, co nam się przydarza. Można by założyć, że Zagajewski prowadzi tę grę w modernistycznie ukształtowanym polu sztuki przeciwko jednej z jego klasycznych dystynkcji: podziałowi na to, co życiowe, i na to, co artystyczne. Wydaje się jednak, że robi to po to, by za prawdziwe życie uznać takie, jakie wspomaga się sztuką, „podciąga” życie do reguł sztuki, a więc utwierdza modernistyczne mity. W wierszach wygląda to tak, że przypadki egzystencjalne: podróże, czyjaś śmierć, a nawet pobyt w szpitalu, okazują się częścią porządku (wysokiej) kultury. Celem podróży czy też tematem rozważań są albo miejsca kulturowo konsekrowane, jak Lwów, Kordoba, Ziemia Święta, światowe muzea, albo należące do uwznioślanej przez pamięć historii własnej i rodzinnej, jak Sambor czy Górny Śląsk, albo miejsca będące świadkami kulturowych zniszczeń, jak Bełżec (Wschód). I jeszcze natura – traktowana pejzażowo, landszaftowo, odpowiednio skomponowana z mocno obecną w tych tekstach sztuką (Caravaggio, Rembrandt, Bruegel, van Eyck, Vivaldi, Stockhausen).

Poezja, o której mówi się tu dużo, w trybie odwiecznych ars poetica, jest przestrzenią bezpieczną, sprawdzoną, to sfera niezmienna, nienaruszalna – tyleż sfera „prawdziwego życia”, ile ochrony przed nim.

Zarówno Miłość w trybie awaryjnym Lipskiej, jak i Znikopis Kozioł to tomy „rozrachunkowe”, scalające życiowe doświadczenia. W wydaniu Lipskiej podsumowanie dokonuje się w tonie lżejszym, nieostatecznym, Znikopis uruchamia konwencje funeralne.

Starość jest w kulturze odpowiednio oprzyrządowana, poezja senilna ma więc w czym wybierać. Ani Kozioł, ani Lipska tych znanych kodów nie łamią. Inaczej niż Zagajewski, korzystają z kulturowych sublimacji, ale i u nich niemało tego rodzaju zabiegów. U Lipskiej znajdziemy Madonny z Saint Giovannino, Palazzo Vecchio, u Kozioł – Carnac, Madonnę z Gwadelupy, Ulissesa, Mozarta, motta z Horacego. Kozioł doświadczenie starości wpisuje w skonwencjonalizowane obrazy, frazy, a od czasu do czasu i wzorce rytmiczne (mamy tu motyla zamyślonego nad kwieciem, witraż skrzydełek ważki, heroiny antycznych strof, złowrogie błyski, łzy, uchodzącą duszę). Jej tristia to skrzyżowanie elegijnych klisz i bezpośrednio, jak sądzę, celowo naiwnie wyrażanego poczucia samotności. Autotematyczność otrzymuje tu dodatkowy (obok manifestacji kulturowej przynależności) wymiar: wiersz to forma ucieczki przed osamotnieniem, pustką, śmiercią; w ten sposób nabiera znaczeń egzystencjalnych. Mimo że Znikopis bywa przejmujący (szczególnie w momentach mocno osadzonych w życiu), jest też przegadany, a właściwie prześpiewany, przeliryczniony, przestylizowany.

Lipska jest bardziej niż Zagajewski i Kozioł materialna, doświadczenie przemijania wpisuje we współczesnodomową codzienność, konstruuje cielesno­przedmiotowo­informatyczne continua. Miłość, będąca głównym tematem jej tomu, nie jest ani patetyczna, ani tragiczna („wybieramy tragedię szczęścia”, Katastrofa); jest doświadczeniem codzienności, radosno­smutnym, post­zmysłowym (jeden z bohaterów tego tomu to łóżko: przechwytywane przez „inne media”, wystawiane na sprzedaż, seksualnie „nieaktywne”). Również w jej przypadku trudno jednak mówić o jakichś przewartościowaniach w ramach wzorca. Te continua, o których wspomniałam, nie każą nam myśleć inaczej o relacjach ludzkie–nieludzkie, to raczej bezpieczne antropologicznie koncepty­metafory, jak te z Oczka w głowie: „W kuchennych huraganach / dyszała konfitura / z płatków róży (…) Kiedy wyciekły / dane z naszych serc / skasowaliśmy pamięć / aby plany na przyszłość / zyskały na czasie”. Te wiersze chcą się podobać (w klasyczny sposób) – trochę zaskakiwać (na miarę niedziałających już chyba zdziwień poetyckich à la Szymborska: „trzeba mieć szczęście / aby umrzeć przed śmiercią”, Zwykły port) i trochę „zmuszać do myślenia” (na klasyczne tematy miłości i śmierci), w czym pomocna powinna okazać się puenta, jak w Muzeum: „Resztka życia / ma coś z miłości. / Chce naraz / wszystko”). — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter