fot. Basia Budniak / Biuro Literackie
Wojciech Bonowicz listopad 2021

Moi, mistrzowie: Agata Puwalska

Bursa ma wielkie szczęście: w każdym pokoleniu znajduje kogoś, kto decyduje się podjąć z nim rozmowę. Do tej rozmowy dołącza teraz Agata Puwalska.

Artykuł z numeru

Oswajanie samotności

Czytaj także

Wojciech Bonowicz

Moi, mistrzowie: Julia Hartwig

W debiutanckiej książce Agaty Puwalskiej haka! (Stronie Śląskie 2021) najbardziej intrygujący wydał mi się cykl wierszy nawiązujących do sławnego poematu Andrzeja Bursy Luiza. Cykl nosi tytuł luizy nie ma [w ogrodzie] i – podobnie jak utwór Bursy – składa się z ośmiu części, z których każda jest swoistą wariacją na temat pierwowzoru. Używam słowa „wariacja”, choć pewnie można by powiedzieć także „polemika” lub „odpowiedź”. Słowo „wariacja” jest o tyle trafniejsze, że obejmuje również zabiegi formalne: Puwalska przechwytuje rozmaite elementy Luizy – wyrażenia, motywy, czasem także rytmy – i po swojemu je przetwarza. Niekiedy zachowuje znaczenia zapożyczonych motywów, innym razem je odwraca. Podoba jej się rekwizytornia Bursy i dynamika tworzonych przezeń obrazów, ale korzystając z jednego i drugiego, jednocześnie odrywa się od Luizy czy też pisze Luizę własną.

Te zabiegi dobrze widać na przykładzie wiersza, który wybrałem do interpretacji. To czwarty wiersz cyklu; odpowiednia część poematu Bursy nosi tytuł Pętla architektury, a jej mottem jest zdanie z Ody do młodości: „Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze, / Ten młody zdusi centaury”. Zdanie to, dodajmy, poeta przywołał z intencją wyraźnie ironiczną, skoro w jednym z wcześniejszych fragmentów Luizy czytamy o Herkulesie, co „z rodziną je jajka na twardo”. Sama część czwarta wydaje się jednak u Bursy wolna od ironii – i u Puwalskiej też ironii nie znajdziemy. Ani zapisany w kwadratowych nawiasach tytuł [pętla postów] nie wydaje się ironiczną parafrazą, ani tym bardziej nie ma takiego charakteru wybrane przez poetkę motto.

Zobaczmy jednak najpierw, jak to wyglądało u Bursy:

„Za dużo pustych spojrzeń wdeptałem tu w ciszę

Wierzchołków starych strychów legend cudzych okien

Więc dziś łagodne miasto odwet bierze mści się

Rażąc mnie znad kopuły ognistym obłokiem

To biegną na mnie wieże z betonu i spiżu

Beczący łeb bezkrwawo mur ucina krzywy

W wesołych łódkach dłoni ukryj mnie Luizo

Przed straszną konsekwencją martwej perspektywy

Lecz urok nie odwróci od skazańca pętli

Zabitego spojrzenia długo krąży astral

Bo kto dzieckiem w kolebce przed chimerą klęknął

Ten młody zginąć musi pod toporem miasta”.

Kiedy porówna się oba wiersze – a dzieli je mniej więcej 75 lat – nietrudno zauważyć, co Puwalska odrzuca, a co zostawia. Na przykład obraz miasta jest u Bursy nacechowany znacznie bardziej negatywnie. Miasto w jego poemacie ukazuje swe agresywne i opresywne oblicze: „bierze odwet”, „mści się”, razi „ognistym obłokiem”, napiera „wieżami z betonu i spiżu”, a nawet staje się sceną – symbolicznej, co prawda, ale jednak – egzekucji. U Puwalskiej to wszystko znika, zostają puste ulice „wdeptywane w ciszę” (poetka przejmuje od Bursy tę piękną metaforę) i widok „cudzych okien”, za którymi toczy się obce, nieznane życie. Co ciekawe, samo słowo „miasto” nawet się w jej wierszu nie pojawia, nie ma też śladu po katowskiej scenerii (pętla, topór, ucięty łeb). Zamiast niej widzimy współczesne miejsce pracy – nadmiernie angażujące, przyprawiające o bezsenność i generujące konflikty. Obraz narysowany przez Bursę jest oparty na mocnym przeciwstawieniu: ja–miasto. W wierszu Puwalskiej inaczej: obraz jest wieloelementowy i nie tak silnie skontrastowany. Wreszcie, co najistotniejsze, zmienia się podmiot. U Bursy jest nim mężczyzna szukający ukojenia w objęciach kobiety: „W wesołych łódkach dłoni ukryj mnie Luizo”. U Puwalskiej słyszymy głos samej Luizy, która nie chce widzieć siebie w roli biernej pocieszycielki, kobiety przy mężczyźnie, ale raczej kogoś, kto sam decyduje o swoich sprawach.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Można powiedzieć, że wszystkie opisane zmiany są konsekwencją tej ostatniej: miejsce nadwrażliwego i zagubionego mężczyzny poety zajmuje bohaterka, która jest aktywna, nastawiona na zmianę. Tę postawę dobrze wyrażają czasowniki użyte w trzech ostatnich wersach: „ożywię”, „wypuszczę”, „odświeżę”, „nakarmię”. U autora Zabicia ciotki takich czasowników nie znajdziemy, tam wszystko prowadzi do nieuchronnej klęski. Jej zapowiedzią jest też figura chimery, symbolizująca kapryśną, a zarazem okrutną naturę tego, z czym przyszło się zmagać bohaterowi. U Puwalskiej i ten motyw zostaje przetworzony i pozbawiony grozy, ba, poetka pozwala sobie przy okazji na żart z tak dla Bursy charakterystycznego sformułowania jak „martwa perspektywa”. Nakarmić chimerę „martwą perspektywą” to wznieść się ponad własny strach, własne ograniczenia, ponad to, „czego tak bardzo / wielu z nas się boi”.

I nawet jeśli zmiana, o której mówi bohaterka wiersza Puwalskiej, jest zaledwie początkiem („snuje się pyli przemyka przez palce”), to jest zmianą realną: daje o sobie znać nie tylko w przesunięciu akcentów, ale w całym sposobie ukształtowania tekstu. Nie da się nie zauważyć, że sposób złamania poszczególnych wersów służy ukryciu w miarę regularnej struktury. Przypominają o niej choćby rymy wewnętrzne: „złudzenie / za wrzenie”, „nie zmieszczę / w przestrzeń”. Ten w sumie drobny gest ma w sobie coś wyzwalającego: słychać rytm pierwowzoru (w Pętli architektury mamy do czynienia z regularnym trzynastozgłoskowcem), ale jest on odtwarzany nieczysto, wariacyjnie. Bursa przyjmował pewną konwencję, żeby ją rozepchnąć, a nawet zakwestionować, ale robił to głównie na poziomie obrazu. Puwalska w ogóle nie musi się jej trzymać: jeżeli coś z niej zachowuje, to dlatego, żeby wyraźniejszy był akcent polemiczny. Nacisk pada tu na odchodzenie od pierwowzoru, a nie na jego aktualizację.

Co nie zmienia faktu, że Bursa ma naprawdę wielkie szczęście: w każdym pokoleniu poetek i poetów znajduje kogoś, kto decyduje się podjąć z nim rozmowę. Do tej rozmowy dołącza teraz Agata Puwalska, autorka bardzo ciekawego – także z innych powodów – tomu haka!.

*

Agata Puwalska

[pętla postów]

zabitego spojrzenia długo krąży astral

Andrzej Bursa, Luiza

z cudzych okien razi światło beztroskie złudzenie

że tam życie nie erzac że smakuje lepiej inny wybór

gdy cisza wystarcza za wrzenie od kiedy świat za szybą

skutecznie się ukrył idę szybciej i w ciszę wdeptuję ulice

brak snu tabletki toksyczne relacje w dynamicznym

zespole pakiet nudnych zleceń neonowe ambicje termin

na zakładkę – zmiana snuje się pyli przemyka przez palce

trzymam ją w moich dłoniach nic więcej nie zmieszczę

ożywię spojrzenie strach wypuszczę w przestrzeń odświeżę

kciukiem stronę chimerę nakarmię tym czego tak bardzo

wielu z nas się boi – martwą perspektywą

Kup numer