fot. Krzysztof Zatycki / Forum
Wojciech Bonowicz grudzień 2020

Moi, mistrzowie: Agnieszka Wolny-Hamkało

Na 20. rocznicę książkowego debiutu Agnieszka Wolny-Hamkało doczekała się świetnego wyboru swoich wierszy.

Artykuł z numeru

Szczęście – to skomplikowane

Czytaj także

Wojciech Bonowicz

Moi, mistrzowie: Justyna Bargielska

Wojciech Bonowicz

Moi, mistrzowie: Maciej Robert

Przygotował go krytyk Jakub Skurtys; tom jest starannie ułożony i opatrzony posłowiem. Intencje autora wyboru znakomicie sygnalizuje tytuł: Zerwane rozmowy. 105 wierszy na inne okazje (2020). Motyw zakłóconej komunikacji, niemożności porozumienia, dialogu, który się rwie, to jeden z głównych wątków tej książki. Jeszcze ciekawsze jest jednak odesłanie do „innych okazji”. A cóż to za okazje? – mielibyśmy ochotę zapytać. Na jakież to okazje pisana jest większość wierszy, skoro te przeznaczone są na „inne”? W ten sposób autor wyboru podsuwa nam myśl, że warto na poezję Wolny-Hamkało spojrzeć jako na propozycję, która nie chce się wpisywać w przyjęte style i konteksty odbioru. I tak rzeczywiście jest: śledzę tę twórczość od momentu debiutu i sądzę, że jednym z jej imperatywów jest coś, co nazwałbym dążeniem do apozycji, nieumieszczenia, uciekania z miejsc ustalonych. Takie uparte „nie”, „to nie tak”, „nie czytajcie mnie w ten sposób”, któremu zresztą, paradoksalnie, towarzyszy (a przynajmniej do niedawna towarzyszyło) dążenie przeciwne: poszukiwanie własnej grupy, wskazywanie sojuszniczek i sojuszników, sygnalizowanie – poprzez aluzje i nawiązania – rozmaitych afiliacji. Poetka prowadzi z nami swoistą grę, która ma skomplikować odbiór jej wierszy: chce, by czytać ją „inaczej”, ale żebyśmy mogli ją tak czytać, musi nam równocześnie pokazać się trochę „tak samo”, „na tle”, w sposób, który mamy rozpoznany i oswojony.

Wiersz, który wybrałem, ukazał się pierwotnie w tomie Panama smile (2017). Od razu wyznam, że po raz pierwszy, odkąd prowadzę tę rubrykę, moim wyborem pokierował przypadek. Kiedy otrzymałem egzemplarz Zerwanych rozmów, otworzyłem książkę właśnie na stronie, gdzie ów wiersz był wydrukowany. Bardzo mi się spodobał, nawet bardziej niż wtedy, kiedy czytałem go w pierwodruku. „Muszę o nim napisać – pomyślałem. – Muszę sam sobie odpowiedzieć, co mnie w nim tak ujęło”. Wspominam o tych okolicznościach i o własnej reakcji trochę zawstydzony, ale sądzę, że właśnie do takiego obnażenia autorka zaprasza nas, czytelników. Najlepsze z jej wierszy tak właśnie w nas uderzają – bezpośrednio, od razu, zanim pomyślimy. Autorka chce złapać naszą uwagę w momencie, kiedy wszystko jest poruszone i rozwibrowane, kiedy nie mamy jeszcze żadnych założeń ani przeświadczeń, nie sięgamy do pamięci i nie szukamy po kieszeniach kluczy do interpretacji. To oczywiście niemożliwe – nigdy nie czytamy „na gołe ciało” – ale poetka mimo wszystko próbuje ten stan wywołać, sfingować go, żeby w kolejnym momencie gdy zaczną się analizy, zostawić nas ze wspomnieniem czegoś żywiołowego, niekontrolowanego, co bezpowrotnie utraciliśmy, kiedy włączyła się refleksja.

Z tego zresztą powodu jednym z ulubionych chwytów poetki jest zaskoczenie czy raczej zaskakiwanie. Dotyczy to zarówno licznych zwrotów i przewrotów, z którymi mamy do czynienia w różnych momentach i na różnych poziomach wiersza, jak też wprowadzenia w całą – użyję tu tradycyjnego sformułowania – sytuację liryczną. Pisząc kilka lat temu na łamach „Znaku” o Panama smile, Radosław Kobierski słusznie zauważył, że wiersz Wolny-Hamkało często „jest zaledwie zanurzeniem w komunikacyjnym bezmiarze, krótką transmisją bez priorytetów”. Mówiąc bardzo prosto: już w punkcie wyjścia tracimy grunt pod nogami. Czy nie taka myśl zjawia się jako pierwsza po lekturze Ewy? Poetka powinna nam powiedzieć coś więcej, dodać jeden czy drugi szczegół, zaznaczyć jakieś punkty orientacyjne. Tymczasem zostajemy włączeni w opowiadaną historię znienacka, jakbyśmy spóźnili się na projekcję filmu i coś ważnego nam umknęło.

Bo o czym jest mowa w tym wierszu? Kim jest jego bohaterka, której relacji słuchamy, i kim tytułowa Ewa? Nastąpiło tu jakieś spięcie, ale na czym właściwie polegało? Im uważniej czytamy, tym pytań jest więcej. Najpierw zjawia się straż pożarna, potem okazuje się, że to jednak samotny policjant. Co to znaczy – „oczy lekko nietutejsze”? I dlaczego ktoś miałby strzelać, skoro nic groźnego się nie wydarzyło? Nim się zorientujemy, o co chodzi, wiersz już się kończy. Konkluzja, którą wypowiada policjant: „jedna niewiarygodna historia po drugiej”, to wyznanie bezradności, którą my, czytelnicy i czytelniczki, również czujemy.

A przecież nie jest tak, że nic nie zostaje nam w rękach. Opowieść, której słuchamy, choć się rwie i z trudem składa do kupy, ma mocny przewodni motyw. Dwie główne postaci może nie jawią się nam dostatecznie wyraźnie, ale są jakoś uchwytne, a w każdym razie uchwytna jest łącząca je relacja. Tytułowa bohaterka gwałtownie monologuje; o czym mówi, nie wiemy, ale wiemy, że słowa przelatują przez jej ciało niczym samolot bojowy. Druga ją obejmuje, w geście tyleż pocieszenia, ukojenia, co zachłanności, może nawet zawłaszczenia. Ta dwuznaczność jest tu ważna: przytulenie jest wyrazem czułości, ale może być też przejawem uzależnienia, namiętności, obsesji, niekoniecznie erotycznej. Stąd może owe „nietutejsze oczy”, coś jak „nieobecny wzrok”, i ta interweniująca „straż pożarna”, która zjawia się, żeby ostudzić rozgrzane emocje.

Surrealizacja sytuacji i groteskowy charakter opowieści dodatkowo utrudniają uporządkowanie wyłaniających się sensów. (Dodam na marginesie, że imię Ewa nosi też bohaterka powieści Wolny-Hamkało Zaćmienie i że powieściowa Ewa jest postacią o skłonnościach autodestrukcyjnych, wchodzącą w ryzykowne relacje). Czy jednak będę daleki od prawdy, jeśli powiem, że jest to opowieść o czymś, co nazywamy „mocą kobiet” lub „siostrzeństwem”? Robota wykonana przez poetkę jest subtelna, nic tu nie zostało dorysowane ani dociśnięte. A przecież trudno oprzeć się wrażeniu, że to wiersz o energii, która rodzi się w spotkaniu kobiet i wobec której rozmaite „policje” i „straże pożarne” świata bywają bezradne.

Czy pisząc w ten sposób, nie staję się zakładnikiem chwili? Nie ma co ukrywać, niniejszy tekst powstawał w dniach, kiedy na ulicach polskich miast ta energia eksplodowała… Nie sądzę jednak, żebym omawianemu wierszowi dopisywał coś, czego w nim nie ma. Przeciwnie, uważam, że rzeczywiście daje on odczucie owej siły i że czyni to w sposób literacko interesujący. Bo ostatecznie co się dzieje? Bohaterki uciekają z kadru, zostawiając nam jedynie wspomnienie owego doznania. Przeżyliśmy coś „niewiarygodnego”, ale co to było? Musimy sprawdzić: wrócić do wiersza i pozwolić mu, żeby jeszcze raz w nas uderzył. A potem zadać mu pytania – te same albo inne.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Ewa

Agnieszka Wolny-Hamkało

Nie każdy mógł przytulić Ewę w chwili, kiedy mówiła i jej głos

przebiegał przez ciało jak F16. W ogóle nie chciałam jej puścić

i musieli zawołać straż pożarną. Mimo że mam oczy lekko nietutejsze,

czułam, że wpadł mi w ręce materiał najwyższej jakości. Czy były to

niepowołane ręce? Czy nie zastrzelono mnie jedynie dlatego,

że w święta policjant był zbyt chory albo śpiący?

I powiedział: jest pani jak wielka jarząca się kolorami piłka:

jedna niewiarygodna historia po drugiej. Do kogo to powiedział?

Kup numer