70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Maksymilian Rigamonti, Biuro Literackie

Moi, Mistrzowie: Anna Adamowicz

Wiersz Anny Adamowicz, pochodzący z jej drugiej poetyckiej książki, zatytułowanej „Animalia” (2019), z pozoru oparty jest na jednej tylko scenie, nawiązującej do konkretnego historycznego wydarzenia. Jesienią 1984 r. w jednym z kalifornijskich szpitali przeprowadzono operację przeszczepienia niemowlęciu serca młodego pawiana.

Dziewczynka przyszła na świat z rzadkim schorzeniem tego organu, a lekarzowi, który wcześniej już eksperymentował z transplantacjami międzyzwierzęcymi, udało się przekonać rodziców, że taka operacja to jedyna szansa, by uratować jej życie. O operacji pisano jako o „nieludzkim eksperymencie”, mając na myśli przede wszystkim fakt, że lekarz, kierując się własnymi ambicjami, przekonał rodziców do przeszczepu, który nie miał szans powodzenia. Dziecko zmarło niespełna trzy tygodnie później.

W wierszu Adamowicz całe zdarzenie obserwujemy nie z perspektywy ludzi, lecz zwierzęcia, które zostało wykorzystane jako dawca. Wiersz jest jego monologiem-relacją z sali operacyjnej; krok po kroku towarzyszymy jego usypianiu, otwieraniu klatki piersiowej, przeniesieniu serca do organizmu „ludzkiego młodego”. Monolog jest bardzo powściągliwy, sama operacja jest bowiem dostatecznie niezwykła, a obraz zwierzęcia pozostawionego na zimnym stole „z ziejącym pusto osierdziem” mówi sam za siebie. Autorka pozwala sobie jedynie na bardzo dyskretne nacechowania, np. przeciwstawiając stado pawianów, które pojawia się w majaczeniach bohatera, żeby go czule pożegnać, „hordzie lekarzy” pochylonych nad stołem operacyjnym. Zauważmy przy tym, że opis prowadzony jest tak, aby maksymalnie skrócić dystans między mówiącym a czytelnikiem. „Obca biel” ścian, pościeli i fartuchów, wzmianka o czułym pożegnaniu z bliskimi, pośpiech, z jakim wszystko się odbywa, wreszcie dotyk zimnej powierzchni stołu – wszystko to służy osiągnięciu tego właśnie efektu. Młody pawian przestaje być innym, zwierzęciem, staje się po prostu chłopcem na sali operacyjnej. Tyle że o życie tego chłopca nikt nie walczy, przeciwnie – jego życie nic tu nie znaczy. Wstrząs, jaki ma wywołać wiersz, jest możliwy tylko dlatego, że wcześniej doszło do utożsamienia, do zniesienia granicy oddzielającej „ludzkie” od „zwierzęcego”.

Jednakże – jak wspomniałem na wstępie – wiersz tylko z pozoru oparty jest na tej jednej, prosto narysowanej scenie. Tak naprawdę nie pojawia się ona ot, tak, samodzielnie, lecz zostaje wprowadzona i rozprowadzona za pomocą kilku dodatkowych zabiegów. Uwagę zwraca już sam tytuł wiersza, nawiązujący do sławnego „Je suis Charlie” – hasła wyrażającego solidarność z ofiarami terrorystów. Autorka przenosi ów gest solidarności w nowy kontekst.

 

Babouin to po francusku „pawian”, ale gdy słowo to zostaje wpisane we wspomniane hasło, staje się niejako imieniem zabitego (czy raczej zabijanego) zwierzęcia. Zniesienie granicy ma więc miejsce już na samym wstępie. Zniesienie granicy, a może nawet coś więcej – uwewnętrznienie, uczynienie czymś bardzo osobistym (je suis) całej tej historii uśmiercenia jednego życia pod pretekstem ratowania drugiego.

Podobną funkcję pełni motto – cytat z rozmowy między gorylicą Koko a psycholożką Francine Patterson. Zmarła przed dwoma laty Koko nazywana była najmądrzejszą gorylicą na świecie, a komunikowanie się z nią stało się możliwe w momencie, kiedy opanowała język migowy. Koko potrafiła nie tylko nazywać swoje potrzeby i emocje, ale odpowiadała też na pytania dotyczące przeszłości, przyszłości, a nawet śmierci. (Nawiasem mówiąc, w literaturze i Internecie można znaleźć różne wersje jej odpowiedzi na pytanie, dokąd małpy idą po śmierci; wszystko zależy od tego, jakiego języka użyje się do zinterpretowania jej gestów – czy bardziej literackiego, czy kolokwialnego. Mnie osobiście podoba się wersja najbardziej kolokwialna: „Do wygodnej dziury, papa”). To m.in. przypadek Koko kazał nam na nowo przemyśleć kwestię podobieństw i różnic między nami a naszymi małpimi krewnymi, która dziś tak bardzo fascynuje jednych, a niepokoi innych.

Ale cytat z rozmowy między gorylicą i jej nauczycielką poetka spożytkowuje jeszcze inaczej: tworzy klamrę, której drugą połowę stanowią słowa lekarza kierującego operacją (młody pawian nazywa go „przywódcą”). Spoiwem owej klamry jest słowo „jama” (cave), które oznacza zarówno bezpieczne schronienie, miejsce spoczynku, jak i klatkę piersiową, w której umieszczone jest serce. Co sugeruje zestawienie tych dwóch znaczeń? Według mnie sugeruje, że pozbawiając małpę serca, człowiek nie tylko pozbawia ją życia, ale też czegoś jeszcze. Godności? Nadziei na nieokreślone „życie po śmierci”, które jakoś się z kwestią godności wiąże? Słowa lekarza – „cave is where the heart is, / sorry, bro” – brzmią jak pospieszne usprawiedliwienie, rzucona na odczepnego wymówka, trochę żałosna, a trochę okrutna. Wygłosowe bro („brachu”) to jakby przyznanie, że cała rzecz rozgrywa się między „braćmi”, swoimi. Mówiąc bro, prowadzący operację zapewne usiłuje zażartować, uspokoić ewentualne wyrzuty sumienia, przykryć czymś własne zdenerwowanie. A jednocześnie potwierdza w ten sposób – ironicznie, półgębkiem, ale jednak – że pawian nie jest „tylko zwierzęciem” i że nie mamy tu do czynienia z operacją taką samą jak każda inna.

Wiersz, podobnie jak cały tom Animalia, wkracza na obszary, na których toczą się obecnie gorące dyskusje. Poezja w tych dyskusjach właściwie nie uczestniczy, jej „metodologia” na to nie pozwala. Ale ma do dyspozycji środki, którymi potrafi prowadzone spory przetłumaczyć na nieco inny język. Używa metafory, aluzji, cytatu, skrótu, posługuje się raczej sugestią niż argumentem. W ten sposób staje się częścią współczesnej refleksji nad tym, co znaczy być człowiekiem, a ściślej: jak inaczej, na nowo – w świetle osiągnięć rozmaitych nauk – sformułować pytanie o to, kim jesteśmy i jakie jest nasze miejsce w świecie.


Anna Adamowicz

je suis Babouin

 

dla O.F.

− Dokąd idą małpy po śmierci?
− Do wygodnej jamy na uboczu.

Gorylica Koko w rozmowie z Francine Patterson

leżę wśród obcej bieli. podają mi opary snu do wdychania.
śnię o afrykańskim stepie, sypkich wzgórzach Sahary
i stadzie zgromadzonym wokół na czułe pożegnanie.
w tym rozmytym widoku pawiany płynnie przechodzą

w hordę lekarzy nurzających we mnie instrumenty.
nagle podrywają się do biegu w kierunku ludzkiego młodego
na innym zimnym stole, równie szeroko otwartego,
zostawiając mnie z ziejącym pusto osierdziem.

przywódca, zajęty zamykaniem dziecka, rzuca półgębkiem
cave is where the heart is,
sorry, bro


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter