fbpx
fot. Witold Rozmysłowicz / CAF / PAP
Wojciech Bonowicz Marzec 2024

Moi, Mistrzowie: Anna Świrszczyńska

„Pieśń pełni” należy do grupy wierszy ekstatycznych. Cielesność jest w nim przeżywana jako źródło szczęścia i coś, co łączy jednostkę z całym wszechświatem.

Artykuł z numeru

Pokolenie sztucznej inteligencji

Pokolenie sztucznej inteligencji

Czytaj także

Karina Caban fot. Michał Lichtański

Wojciech Bonowicz

Moi, mistrzowie: Karina Caban

Wiersz Anny Świrszczyńskiej, którego lekturę proponuję, pochodzi ze zbioru Wiatr, opublikowanego przeszło pół wieku temu. Sięgam po niego jednak za sprawą wydanych niedawno Poezji zebranych (Warszawa 2023); przygotowany przez Adama Pluszkę obszerny tom, liczący przeszło 900 stron, raz jeszcze uświadamia, jak bardzo nietuzinkową poetką była autorka zgromadzonych w nim utworów i jak niezwykłą drogę przeszła jej twórczość. Zbiór Wiatr uznawany jest powszechnie za przełomowy; odtąd w wierszach Świrszczyńskiej dominować będzie poetyka oszczędna, różewiczowska, osobliwie – i oryginalnie – łącząca dosadność i rzeczowość opisu z filozoficzną refleksyjnością, a obiektywistyczne nastawienie ze skłonnością do epifanii i ekstazy. Dzięki takiemu połączeniu poetka odsłaniać będzie i odczarowywać kolejne obszary doświadczenia zarówno prywatnego, jak i wspólnego – przede wszystkim kobiecego, ale nie tylko.

„Nikt z polskich poetek i poetów nie stanął tak blisko ciała” – pisze w posłowiu do Poezji zebranych Aldona Kopkiewicz.

Świrszczyńska opowiada o ciele szczęśliwym i udręczonym, ciele w rozkoszy i w poniżeniu, ciele „tępym” i jednocześnie ciele-najlepszym nauczycielu, wydobywając „ambiwalencję cielesnego istnienia w sposób przejrzysty i intensywny”. Naturalizm sąsiaduje tu z metafizyką. Ontologia ciała jest u Świrszczyńskiej zmienna, migotliwa: język zdaje się podążać za doznaniami, szukać dla nich najprecyzyjniejszego wyrazu, a jednocześnie, aby opisać doświadczenie wyzwolenia, sam musi się wyzwolić, wyjść z kolein wytyczonych przez myślowe nawyki. Ciało w jej wierszach jest mieszkaniem duszy, lecz bywa też tożsame z duszą. Ciało przeżywa i odczuwa, ale też zostaje swoiście przemienione czy przezwyciężone, kiedy zdaje się znikać, rozpływać w otaczającej je rzeczywistości. Jest osobiste i kosmiczne, własne i nienależące do nikogo. „Stać tak blisko, być w ciele niemal w całości i wyrażać to w poezji to wielkie osiągnięcie” – zauważa słusznie Kopkiewicz.

Pieśń pełni należy do grupy wierszy ekstatycznych. Cielesność jest w nim przeżywana jako źródło szczęścia i coś, co łączy jednostkę z całym wszechświatem. Doznanie szczęścia przychodzi po piekle cierpienia; kontekst innych wierszy ze zbioru Wiatr dopowiada, że „piekło” oznacza tu skomplikowany, bolesny poród. To tłumaczy też metafory „ciężarnej gwiazdy” czy „rozdymającej się powodzi światła”, a także obrazy „rozciekania się” i „rozsnuwania”, zatarcia granicy między ciałem a tym, co poza nim. Te obrazy i metafory zostają jednak wyjęte z pierwotnego kontekstu i przeniesione w nowy. W miejsce bólu i identyfikacji z własnym ciałem poprzez ból zjawia się uczucie radości, ulgi, a w końcu także potęgi. Ciało przeszło drogę z „piekła” do „nieba”; piękne sformułowanie o „kulistym niebie silnej pogody” znakomicie zbiera i układa w nieoczekiwanej kolejności określenia, które mówią o przywróconej harmonii, odzyskanym spokoju i mocy.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się