fot. Aleksandra Kaczanowska
Wojciech Bonowicz kwiecień 2021

Moi, mistrzowie: Adam Kaczanowski

W polszczyźnie słowa „zabawić”, „zbawić” i „zabić” są sobie brzmieniowo bardzo bliskie.

Artykuł z numeru

Świat prosi o ratunek

W dodatku każde z nich jest bogate w rozmaite znaczenia; np. „zbawić” nie tylko ma sens religijny, ale może też oznaczać pozbycie się czegoś, pozbawienie, uwolnienie. (Tę jego dwuznaczność wykorzystał Czesław Miłosz w znanym wierszu O zbawieniu: „Zbawiony dóbr i honorów, / Zbawiony szczęścia i troski…”). Jakby tego było mało, znaczenia te można jeszcze rozszerzać i odwracać: można czekać na coś „jak na zbawienie”, można kogoś „zabić śmiechem”, można też „zabawić się czyimś kosztem”.

Tytułując swoją najnowszą książkę poetycką Zabawne i zbawienne (Wrocław 2020), Adam Kaczanowski korzysta właśnie z tego szerokiego pola znaczeń. Wielkim tematem jego tomu jest to, w jaki sposób budujemy nasze relacje z innymi, jaką rolę odgrywa w nich przemoc, fizyczna i symboliczna, a także – czy jesteśmy w stanie wymknąć się mechanizmom, które współtworzymy. W finale tomu – od razu uprzedzę – zostajemy zaproszeni do tańca, który może być symbolem zarówno wyzwolenia, czyli tytułowego zbawienia, jak też uwięzienia w rytuałach i rolach, których nie akceptujemy, ale którym nie potrafimy się przeciwstawić. Ostatnie słowa finałowego poematu, powtarzane w tanecznym rytmie kolejnych obrotów, są raczej gorzkim wyznaniem kogoś, kto znalazł się w pułapce: „Wydawało mi się, że moje życie jest komedią, / uświadomiłem sobie, że jest dramatem / udającym komedię udającą dramat udający komedię”.

Miałem okazję kilka miesięcy temu oglądać na żywo występ Kaczanowskiego na Festiwalu Haupta w Gorlicach. Poeta przywiózł ze sobą kij bejsbolowy, żeby w trakcie wieczoru, czytając wiersze, równocześnie rozwalić jakąś starą szafę. Niestety, w Gorlickim Centrum Kultury nie znalazła się żadna szafa, którą można by poświęcić; Adam czytał więc ze sceny półnago, jak to ma w zwyczaju, zagadując publiczność i angażując ją w wybór tego, co zostanie odczytane.

W kontekście twórczości Kaczanowskiego – zarówno samych utworów, jak sposobu, w jaki autor prezentuje je podczas występów – często używa się słowa „klaunada”. On sam zresztą nie dystansuje się od niego, a we wspomnianej książce wręcz ostentacyjnie do niego nawiązuje, czyniąc jednym z jej głównych bohaterów postać Jokera (w wersji zaprezentowanej w filmie Todda Phillipsa). Kim jest klaun? Mówiąc najkrócej: to ktoś, kto kompromituje siebie, żeby rozśmieszyć innych. Klaun może być symbolem ofiary: zabawia nas – i w ten sposób zbawia, bo pozwala na chwilę zapomnieć o tym, co nam doskwiera – jednocześnie siebie unicestwiając. Ucieleśnia w ten sposób dwuznaczną siłę komizmu: na przykładzie klauna widać, jakie reguły rządzą naszymi relacjami, jaką rolę odgrywa w nich upokarzanie innych i przyjemność, którą czerpiemy z okrucieństwa. Filmowy Joker to klaun, który chce wyjść z roli ofiary: odreagowując upokorzenia, zwraca się przeciwko światu, który uczynił sobie zeń widowisko.

Tom Zabawne i zbawienne składa się z trzech części: pierwszą tworzą krótkie opowiadania, drugą wiersze, trzecią – coś, co jest właściwie esejem, ale stopniowo także przemienia się w wiersz. Kaczanowski lubi takie montaże: mieszając gatunki i style, powoduje, że poszczególne elementy dopełniają się i wzajemnie komentują, a równocześnie zakłócony zostaje proces ich interpretacji, zaś kompetencje czytelnicze – wystawione na próbę. Nie wiadomo, jak czytać kolejne fragmenty, które z nich traktować serio, a które jako zgrywę. Oczywiście sam pomysł wciągnięcia czytających w taką grę o niejasnych zasadach nie jest niczym nowym; Kaczanowski jest dzieckiem postmodernizmu i bynajmniej się z tym nie kryje. Nietrudno jednak zauważyć, że w jego utworach, mimo solidnej porcji zgrywy, serio dominuje: „empatyczny sadyzm” (to jego własne określenie), z którym autor traktuje swoje bohaterki i bohaterów, służy tak naprawdę postawieniu ważnych pytań o sens tego, w czym uczestniczymy, i o charakter naszego uczestnictwa.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Wiersz Centaur, który wybrałem jako pretekst do tych rozważań, dobrze pokazuje wagę poruszanych problemów, a zarazem metodę Kaczanowskiego. Tekstami kultury, które stanowią tu punkt odniesienia, są popularne filmy. Zauważmy, jaką retoryką posługuje się poeta: „Sięgam pamięcią do czasów…”, „Teraz sobie przypominam…”, „Teraz rodzi się pytanie…”. To retoryka mędrca, mądrościowego namysłu. Zderzona z motywami zaczerpniętymi z kultury popularnej, mogłaby ulec degradacji. Ale poeta robi coś przeciwnego: zamiast brnąć w grymas czy szyderstwo, stawia pytanie, jak to, co oglądał i czego go nauczono, wpłynęło na sposób, w jaki postrzega i ocenia innych. Popularne kino – w jego klasycznej wersji, bo dziś sprawy się skomplikowały – wyraźnie oddzielało bohaterów dobrych i złych, z jednych czyniąc wzorce postępowania („moim superbohaterem / był Sindbad”), a innych skazując na przegraną („nie pamiętam, komu wtedy życzyłem śmierci”). Przy czym wzorce nie zawsze bywały moralnie nieskazitelne, a „złymi” stawali się nie tylko ci, którzy dopuszczali się złych czynów, ale też tacy, którzy bywali nieprzyjemni, bo nie radzili sobie ze swymi emocjami. Było to zgodne z duchem języka, który na opisanie jednych i drugich ma to samo słowo: „złym” jest zarówno morderca, jak i ktoś, kto jest porywczy, zdenerwowany, doprowadzony do ostateczności. Dobrze by było, sugeruje bohater wiersza, zdawać sobie sprawę z tej manipulacji.

Centaur z drugiej części tomu to zapowiedź tego, o czym szerzej mówić się będzie w jego części trzeciej. Czytamy tam m.in., iż „daliśmy sobie wmówić, że Joker jest zły”, podczas gdy on – tu już streszczam myśl autora – jest raczej zbuntowaną ofiarą. Jego śmiech jest grymasem bólu, ale właśnie jako taki obnaża hipokryzję świata, który zbudowaliśmy. Bo Joker to tylko pretekst: bohaterami Zabawnych i zbawiennych jesteśmy my sami, a finałowy montaż, jak pisze w recenzji książki Anna Kałuża, „jest mikrosprzeciwem wobec wspólnoty opartej na destrukcji”. Ale żeby uświadomić sobie, jak bardzo owa wspólnota bywa destruktywna, musimy, zdaniem Kaczanowskiego, spojrzeć na nią oczami klauna.

 

Adam Kaczanowski

Centaur

Sięgam pamięcią

do czasów, gdy moim superbohaterem

był Sindbad. Nie przypominam sobie, kogo wtedy

chciałem zabić. Gniewnego centaura nie zabił Sindbad.

Nie zabił go miecz Sindbada. Zabił go piorun uderzający w miecz.

Chyba przypadkowo. Stało się. Moje życie nie miało powodu

i nie pamiętam, komu wtedy życzyłem śmierci. Centaurowi?

Życzenie śmierci, czy ktoś ten film potraktował poważnie?

Teraz sobie przypominam.

Teraz rodzi się pytanie:

dlaczego o kimś, kto jest po prostu zdenerwowany,

wkurzony, chce na ciebie nakrzyczeć,

nauczyliście mnie mówić: on jest zły

Kup numer