Georgina Gryboś-Szczepanik kwiecień 2021

Gorszycielka

Debiutancka powieść Ireny Krzywickiej to „Pierwsza krew” – wichrzycielska opowieść o dojrzewaniu, która powinna trafić do kanonu szkolnych lektur.

Artykuł z numeru

Świat prosi o ratunek

W młodości czuje się ograniczoną potrzebę nieszczęścia. Są tacy, którym zostaje ta niewłaściwość na zawsze: groźni ludzie, niszczący życie sobie i innym” – tak pisała Irena Krzywicka w Wichurze i trzcinach.

Cytat ten został wybrany jako reprezentatywny dla Krzywickiej w wydanym niedawno zbiorze Salve Femina (pod redakcją Magdaleny Gaładyk). Ta współczesna książka niesie ze sobą prawdę, której większość z nas nie chce przyjąć – kobiety walczą z patriarchatem od setek lat, a dyskryminacja uporczywie trwa.

Przykre jest zatem, że Siksa czy propagatorki „myśli menstruacyjnej”, jak pozwolicie, że nazwę działaczki próbujące odtabuizować tę fizjologiczną czynność, powszednią jak chleb dla ponad połowy ludzkości, muszą walczyć nadal.

W jeszcze większe rozczarowanie wpadamy, odkrywając, co o aborcji pisała Krzywicka już w dwudziestoleciu międzywojennym, narażając się na niechlubne przydomki tak samo jak żyjące 100 lat później kobiety, które dziś walczą o wolność decydowania o własnym ciele i życiu. Jednak jej działania na rzecz świadomego macierzyństwa zapoczątkowane wraz z mistrzem, przyjacielem, drugim po mężu partnerem Tadeuszem Boyem-Żeleńskim są obecnie zapomniane; tak zresztą jak jej debiutancka powieść Pierwsza krew – wichrzycielska opowieść o dojrzewaniu, która powinna trafić do kanonu szkolnych lektur. Nie pociesza fakt, że zamiast o seksualności częściej mówi się w dzisiejszej Polsce o zgubnej „seksualizacji”, chęć doznawania przyjemności i wolne związki wrzuca do worka z karteczką „patologia”, a niewierne kobiety – w przeciwieństwie do mężczyzn – zdają się mieć zarezerwowane osobne miejsce w piekle. Czytając Pierwszą krew, zaczyna się rozumieć, że współczesność jest przeszłością – a to najgorszy zarzut, jaki my sami, ludzie XXI w., możemy sobie postawić.

Nieszczęśliwie dla samej Krzywickiej częściej mówiono o jej życiu niż o twórczości. Ukuto wiele niepochlebnych haseł, jak np. takie, iż „zdobyła świat podboyem”. Ze wstępu Hanny Samson do Pierwszej krwi dowiadujemy się, że w Przewodniku po beletrystyce Czesława Lechickiego opisana jest jako druga po Boyu propagatorka „tzw. reformacji (czyt. deformacji) obyczajów”. Ta urodzona w 1899 r. w Jenisejsku na Syberii absolwentka polonistyki uchodziła nie za ozdobę salonów, co z jej urodą nie byłoby trudne, ale za równą mężczyznom dyskutantkę, partnerkę po piórze i myśli. Jednak jej śmiałe poglądy oraz działalność nie przysparzały jej wielbicieli. Swobodnie wypowiadała się na temat monogamii, która miałaby być według niej sprzeczna z naturą. W głowie jej się nie mieściło, że można mieć przez całe życie jednego tylko partnera seksualnego. Jej walka o dostęp do antykoncepcji i aborcji była przede wszystkim walką o istnienie kochanych i chcianych dzieci, które dopiero – jak podkreślała – miały szansę na bycie szczęśliwymi. Niejednokrotnie wskazywała na wagę emocjonalnego życia dzieci i nastolatków. Ślady tych przemyśleń znajdujemy w debiutanckiej Pierwszej krwi, ale i w wielu dziełach spisanych później, na czele z dziennikami. Te zaś dowodzą, że pierwsza powieść autorki przynajmniej w części jest autobiograficzna. W historiach przypisanych do bohaterki Jasi opisuje własne wspomnienia.

„Moja powieść pt. Pierwsza krew była chyba jedną z pierwszych w literaturze, nie tylko polskiej, poruszającą sprawy dojrzewania młodzieży. Pytano mnie potem często (i pytają do dziś, bo są tacy, którzy piszą o mnie w Polsce prace), jaki wpływ wywarł na mnie Freud czy Jung, czy Adler. Odpowiedź jest prosta – żadnego. Przykro jest może przyznać się do ciemnoty, ale nie czytałam wówczas Freuda, który jeszcze w 1930 roku nie był modny, a nigdy potem nie przeczytałam nic Junga czy Adlera. Zapewne jednak, jak to bywa, problemy owe unosiły się w powietrzu” – pisała Krzywicka. Bez względu na to, czy mówiła prawdę, czy też nieco koloryzowała, przypisując sobie tym samym dodatkowe wyczucie lub formułowanie przełomowych myśli, trzeba przyznać, że jej niezwykła intuicja co do nastoletniej wrażliwości zaskakuje i fascynuje.

Pierwszej krwi, w której już sam tytuł odnosi się do menstruacji Jasi, czyli swoistego przejścia, przepoczwarzenia, autorka nie tylko opowiada losy dojrzewającej dziewczynki, ale mówi też o dylematach i stanie psychicznym chłopców: Krzysia i Adama. Każda z postaci reprezentuje inny charakter, inne bolączki; każda jednak wpada w seksualną panikę za sprawą buzujących hormonów. Każda przeżywa też ten okres samotnie. Jasia doświadcza mrocznych fantazji erotycznych. Jest w nich miejsce na poddanie, szaleństwo, fizyczny ból, diabła, z którym odbywa przejażdżki w powozie, czy karły i olbrzymy, którzy w wyobraźni służą do spełniania zachcianek, lecz i wobec których musi być niekiedy służalcza. Fantazjuje o poddaństwie, jednak krytycznie reaguje na jego przejawy w rzeczywistości – drażni ją uległe zachowanie matki wobec partnera-absztyfikanta. Negowanie postawy matki względem pana Mariana jest powtórzeniem myśli, która towarzyszy Krzywickiej w jej dziennikach. To zresztą jedyny zarzut, który postawiłabym autorce: stworzenie postaci tylko po to, aby były nośnikiem jej idei. Fenomenalne jest za to przedstawienie przeżycia pierwszej miesiączki nie tyle w kontekście stania się kobietą, ile możliwości stania się matką kontynuującą dawanie życia. Czy to przewrotność Krzywickiej?

Adam nie zaskakuje – to podrostek, który płacze na ramieniu służącej tuż po inicjacji seksualnej. Intrygujący pozostaje za to dla mnie Krzyś zuchwale przejawiający skłonności do sadyzmu już w momencie zabawy lalkami, które to zachowanie matka próżno nazywa „niewieścim”. Nic bardziej mylnego. Krzyś traktuje lalki jako bezwolnych ludzi, nad którymi ma władzę.

I choć skoncentrowałam się na debiutanckiej powieści Krzywickiej zdradzającej już jej talent i bystry umysł nader wnikliwie analizujący rzeczywistość, to czytelnicy mogą sięgać do sporego dorobku literackiego autorki i szukać w nim ciekawych obserwacji dotyczących polityki i obyczajowości świata w dwudziestoleciu. Przypomnę tylko kilka tytułów: Wyznania gorszycielki, Wichury i trzciny czy Sąd idzie.

To, co jest pewne, to fakt, że Krzywicka starała się przecierać szlaki współczesnym bojowniczkom o wolność wyboru. Niestety, mimo długiego życia sama nie doczekała się istotnych zmian.

Irena Krzywicka

Pierwsza krew

Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008, s. 144

Kup numer