Georgina Gryboś październik 2020

Pozorna pamięć

Pisząc o zapomnianych pisarkach, sięgałam dotąd do tych, których nazwisk zupełnie się nie pamięta, których prace zdają się wciąż czekać na należyte miejsce na regale z napisem „klasyka literatury”. Myśląc o nich, nieustannie powracałam jednak do Marii Dąbrowskiej.

Artykuł z numeru

Wiesław Myśliwski. Słuch absolutny

Czytaj także

Georgina Gryboś

Odnaleźć, co ulotne

To niby autorka wciąż obecna, choćby w kontekście lektur szkolnych, zwłaszcza niezmiennie dyskutowanej i wzbudzającej zachwyt tetralogii Noce i dnie. Dąbrowska może się też pochwalić niemałymi sukcesami – wystarczy wspomnieć liczne nominacje do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (pięciokrotnie!). Marcin Kozera śni się uczniom po nocach, ale koniec końców, nie wzbudza raczej fascynacji. Dwa wymienione tytuły pozycjonują autorkę jako skrojoną pod szkolne wymogi. Must read dla uczniów, i na tym koniec.

Poza oczywistym dorobkiem literackim Dąbrowska to też kobieta o ciekawej biografii: wykształcona, aktywna, angażująca się politycznie aż do końca okresu międzywojennego. Studiowała nauki przyrodnicze, socjologię oraz ekonomię na uniwersytetach w  Lozannie i Brukseli. W Polsce uczyła geografii. Była żona Mariana Dąbrowskiego, z którym tworzyła wolny związek, po jego śmierci zeszła się ze Stanisławem Stempowskim. Wiele o jej romansach można dowiedzieć się z Dzienników, pojawiają się jednak zarzuty o to, że przemilczała swój biseksualizm. Wiadomo przecież o jej relacji uczuciowej z pisarką Anną Kowalską. Z  podziwem czytam zdanie, które wyszło spod jej pióra: „Taka sama miłość jak inne” (Dzienniki). Warto, aby takie wypowiedzi, przywoływane również z przeszłości, pojawiały się we współczesnych dyskusjach o sytuacji mniejszości seksualnych.

Ta kobieta to jednak nie tylko twórczyni jednego hitu w  czterech tomach i postać o burzliwych losach. Przypomnijmy zatem Znaki życia (korzystam z wydania z 1962 r., Wydawnictwo Czytelnik).

W  liście do Eberharda Dieckmanna (młodego redaktora z wydawnictwa Rütten und Loening, który w owym czasie – mowa o roku 1955 – pracował nad nowym przekładem na język niemiecki Nocy i dni, a bez konsultacji z pisarką wziął też na warsztat opowiadanie Ksiądz Filip) pisała: „Ten tom, wysoko ceniony przez znawców, nie ma takiej popularności jak inne moje książki. Ma za to specjalne miejsce w moim autorskim sercu, które na ogół nie lubi własnych utworów. Podjęłam tam trudne zadanie napisania kilku short stories, każdej według innej zasady kompozycyjnej. Są to jakby etiudy na formę nowelistyczną. Jako robotę najwyżej stawiam z tych opowiadań Oktawię, rzecz zrobioną »z niczego«”.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

W  tomie znajdujemy opowiadania: Ksiądz Filip, Panna Winczewska, Drobiazg, Szkiełko i wspomnianą Oktawię, za którą podążam – za „namową autorki”. Dąbrowska rysuje w  nim sylwetkę współczesnej kobiety (tak, współczesnej!). Oto ona, Oktawia, w  pewnym momencie odkrywa, że zniknął z  jej życia szczebiot dzieci. Zamiast drążyć pustkę w matczynym sercu oraz zamartwiać się utratą roli matki-opiekunki, kobieta łapie wiatr w żagle i podejmuje decyzję o budowie nad morzem domu, w którym będzie przyjmować letników, przybyszy na chwilę, a może i na stałe. Przekonuje niechętnego do działania męża, że to dobry pomysł, i rzuca się w wir pracy. Nie odstraszają jej ekonomiczne przeszkody i odmowy udzielenia pożyczki – działa. Ze wszystkim świetnie sobie radzi, przewyższa mężczyzn w sprycie, nawet, co piszę z  uśmiechem, potrafi lepiej rozpalać w piecu. Prowadzi ożywione rozmowy z napotkanymi interesantami, analizuje sytuację, aranżuje dom z wielką dbałością i dążeniem do sensownego wykorzystania każdego centymetra przestrzeni nieruchomości. Businesswoman w wydaniu sprzed dziesięcioleci. Jakże dobrze jest odkrywać kobiecą samodzielność i siłę w dawnej prozie! Jednak dostrzegam w tym opowiadaniu znacznie więcej.

Ileż mówi się teraz o samoakceptacji, o  miłości własnej, o byciu dobrą dla siebie. Szeroko komentowane zjawisko body shamingu jest obecne w dyskusjach w  mediach i  najbliższym środowisku. Pełni jesteśmy uprzedzeń i z lubością komentujemy wygląd innych – zgodnie z obowiązującym kanonem piękna, oczywiście. Za gruba, za chuda, za stara… uczmy się zatem od Oktawii: „Ubrała się co żywo do wyjścia i przez chwilę patrzyła na siebie w lustro. Miała cokolwiek za wysokie ramiona, co jej nadawało wygląd osoby zebranej w sobie do skoku czy też pędu. Z wielu braków składał się ten jej wygląd, ale krzepką, nie dającą się złemu kobietą była także i pod tym względem. (…) Zachowała też młody wygląd, cerę twarzy miała jędrną i skłonną do oblewania się rumieńcem, usta – świeże, oczy – dowcipne i bystre. (…) Być krępą i brunetką, i zachować w jej wieku młody wygląd  – to też pomyślność losu. (…) Zbrojna w  te siły Oktawia zdołała do południa załatwić pomyślnie sprawę prolongaty wszystkich nieomal weksli”.

Zajęcie się interesami, zarobienie na własne potrzeby, zasponsorowanie rodzinie wakacji – oto pewna siebie kobieta; oto Oktawia walcząca o spełnienie. Żałuję, że nikt nie opowiedział mi o  niej wcześniej, że znalazłam ją dopiero teraz.

Smutna jest jednak opowieść o tym, że wszyscy niejako oczekują od niej tylko siły i dobrego humoru. Oktawia zwierza się w chwili słabości – mówi o tym, że jej mąż nie wspierałby jej, gdyby była chora, że jej płacz sprawia, iż robi się pusto obok, bo wszyscy nagle się gdzieś spieszą. Otrzepuje się jednak z tych myśli szybko i jak wszystkie walkirie tego świata walczy nadal. Dąbrowska przedstawia Oktawię w sposób bliski mojemu postrzeganiu kobiet jako osób silnych, walczących, krytycznych (najczęściej wobec samych siebie), dbających w sposób bezinteresowny o najbliższych, targanych różnymi emocjami, tak słabych – jak i nadludzko silnych. Czytałam to opowiadanie z uczuciem wdzięczności.

Kup numer