70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Debora Vogel. Tylko ona

„Akacje kwitną” to zbiór literackich montaży Debory Vogel wydany w 1936 r. Na szczęście w 2006 r. wznowiło go Wydawnictwo Austeria – razem z opowiadaniami nieprzełożonymi dotąd z jidysz na polski i znakomitym posłowiem Karoliny Szymaniak, tłumaczki książki.

Przyznam, że z premedytacją używam w  tytule sformułowania „tylko ona”. Najczęściej o Deborze Vogel: poetce, pisarce, krytyczce, tłumaczce (również własnych tekstów), filozofce z tytułem doktora, pisze się w kontekście mężczyzn – „niedoszła żona Brunona Schulza”, „modelka Witkiewicza juniora”, „wychowanka Twardowskiego czy Ajdukiewicza”. Vogel „nie zyskała” wiele (w sensie zawodowym) na znajomości z szanowanymi kolegami. Wielokrotnie zarzucano jej zbyt dużą inspirację tematami podejmowanymi przez Schulza, a nawet plagiat! Po latach dopiero zaczęto opisywać ją inaczej, krytyka wzięła pod uwagę wspólne fascynacje i obserwacje obojga wrażliwych literatów. Witkacy z kolei narzekał na wysoce intelektualne dysputy, w które wciągała go autorka Akacji… Vogel miała garstkę fanów – matematyczny zapis stał się „ubraniem” jej utworów literackich, co nastręczało problemów w odczytaniu i odrzucało krytykę.

Debora Vogel, zafascynowana konstruktywizmem i  modernizmem, w swoich tekstach poetyckich i prozatorskich stworzyła świat manekinów – bezimiennych everymanów, który zaskakująco wybrzmiewa ponad 80 lat po premierze.

To rzeczywistość utraconej indywidualności, w której manekiny zmuszone są do odgrywania narzuconych im ról. Pozbawienie ludzi wolnej woli stanowi o  reifikacji bohaterów, ale też współgra z przesłaniem dotyczącym „samotności artysty”, o której często mówiła poetka. Vogel wykazuje się niezwykłą atencją wobec struktur i materii. Pisze: „Ludzie zaś z tej powieści – żyją rzeczami takimi, jak: płaskość i kulistość, biała, szara, kolorowana; czekają na nie: jak na przygodę jedyną”, albo: „Beton jest nudny i jak chwast gryzący. Ale szarość potrzebuje betonu. Szarość października nie może żyć bez betonu murów, sklepień i trotuarów” – nie sposób przejść obojętnie wobec czułości względem najprostszych elementów budowlanych nowoczesnego świata. I to jest świat Debory Vogel: usystematyzowany, wpisany w schemat; rzeczywistość osamotnienia, manekinów i braku kontroli. Świat bez nazw własnych, bez imion, bez indywidualności. Świat pozbawiony przymiotów, dzięki którym możemy czuć się wyjątkowi. Świat, w którym można się spodziewać z jednej strony wszystkiego, a z drugiej – wyczerpywania kolejnych schematów, W moich ulubionych prozach poetyckich Kwiaciarnie z azaliami (1933) Vogel zadaje też pytanie, które dobrych kilka lat stało się częścią polskiej kultury politycznej: „I jak dotąd niezałatwiona, chociaż tyle już lat się przeżyło, sprawa, zaczęło dokuczać dawne bardzo pytanie: jak żyć? Było przy tym znowu tak banalne, jak wtedy i tak nieliczące się ze swą banalnością, jak wtedy, po raz pierwszy”. Jak żyć? – do tej pory nie wiadomo.

Gdybyś jednak, czytelniczko sięgająca po prozę Vogel, odniosła wrażenie, że jest ona zatopiona w surrealizmie (podczas pierwszej lektury też tak miałam), wspomnij odpowiedź samej autorki w odniesieniu do tekstu B. Alkwita (właśc. Eliezera Bluma, recenzenta przedwojennego żydowskiego pisma „Inzich” wydawanego w Nowym Jorku): „(…) od zawsze się obawiałam, że moja książka zostanie uznana za surrealistyczną. Prawda, metoda łączenia w całość całkiem różnych i obcych (z pozoru obcych) rzeczy i sytuacji jest całkiem bliska surrealizmowi. Inna jest jednak podstawa połączeń rzeczy i sytuacji, którą przyjmuję, przynajmniej jako taka została przeze mnie pomyślana  – nie chciałam, jak surrealiści, poddać się wolnemu biegowi asocjacji. Nie chodziło mi o logikę uczucia i  subiektywny odbiór rzeczy  – poszukiwałam obiektywnej logiki samych rzeczy, ich przynależności do siebie, ich symptomatyczności, dzięki której z pozoru różne i obce sytuacje i zdarzenia stają się symptomem jednej i tej samej zasady”.

Warto zwrócić uwagę, że Vogel tworzyła w języku polskim, choć częściej tłumaczyła swoje utwory z jidysz, którym nie władała też w sposób wystarczający, by dokładnie przelewać swoje wizje na papier. Pomagała jej w tym przyjaciółka, dzięki której udawało się wpisać te teksty w krąg językowy jidysz. Vogel starała się nie ograniczać językowo. Miała potrzebę dyskutowania z treściami, które sama tworzyła, analizowała je, tłumaczyła, także recenzowała w listach do przyjaciół. Wszystko musiało być osadzone w schemacie. Jej największym źródłem inspiracji była materia tworząca rzeczywistość oraz prowokująca do opisu w sposób zwięzły i syntetyczny tego, co rzeczywistości dalekie – wyśnionego świata manekinów. Wyciągała na powierzchnię słowa nieużywane i stare, aby pamięć po nich nie zginęła.

Teksty Vogel pokazują dziś, że życiowy kierat, w który jesteśmy wrzucani, niewiele różni się od obserwowanego 100  lat temu. Poetka tworzyła everymanów pozbawionych ludzkich emocji na rzecz doskonale skrojonego systemu. Co najważniejsze jednak, Debora Vogel pokazuje, jak bardzo prawdziwe jest zdanie: „To wszystko już było”

Debora Vogel

Akacje kwitną. Montaże

tłum. Karolina Szymaniak, il. Henryk Streng,

Wydawnictwo Austeria, Kraków–Budapeszt–Syrakuzy 2006, s. 200


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter