fbpx
fot. Łukasz Giza / Agencja Wyborcza.pl
fot. Łukasz Giza / Agencja Wyborcza.pl
Wojciech Bonowicz luty 2023

Moi, mistrzowie: Urszula Kozioł

Kluczowy jest tu obraz znalezienia się „za burtą” – bycia niesłyszaną, niedostrzeganą, nieuczestniczenia w tym, co się dzieje na statku życia. Odruchowo mielibyśmy ochotę zinterpretować go jako przejaw poczucia, że jest się izolowaną, odrzuconą przez własne środowisko. Ale jeśli przyjrzeć się mu uważniej, nietrudno dostrzec, że chodzi tu o coś głębszego.

Artykuł z numeru

Jak wzmacniać odporność psychiczną

Czytaj także

fot. Bartosz Krupa / East News

Wojciech Bonowicz

Moi, mistrzowie: Piotr Sommer

Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie przed laty książka Ryszarda Przybylskiego zatytułowana Baśń zimowa. Opisana w podtytule jako „esej o starości”, była tyleż interpretacją kilku wybranych wierszy (Michała Anioła, Eliota, Iwaszkiewicza, Różewicza), ile osobistą spowiedzią, przejmującą refleksją o odchodzeniu, „wysuszeniu umysłu”, utracie sił i zainteresowania światem. „Jedną z najgorszych niedoli podeszłego wieku jest odlot muzyki z serca gdzieś w pustkę – pisał Przybylski. – Oczywiście, że słyszysz muzykę, ale już nic z niej nie masz. (…) Ukradziono ci zadomowioną w tobie czułość dla istnienia”, a jej miejsce zajęło „wielkie zmęczenie”, poczucie, że twoje wysiłki pozbawione są znaczenia. „Starość to zboże po młócce. Ziarno, owoc życia, zostało już wydobyte. Na klepisku wszechświata leży sucha, pognieciona słoma”.

Z podobnym przejęciem czytałem teraz tom Momenty zbierający najnowsze wiersze Urszuli Kozioł (Kraków 2022). Można w nim znaleźć szereg równie sugestywnych obrazów, ukazujących starość jako życie „na wygaszonych światłach”, na pustkowiu, w zmaganiu „z próżnią / która nas połyka”. W krótkiej notce na okładce autorka opisuje ów tom jako monolog starej kobiety, która „żyje w totalnej samotności”, a nie mając z kim rozmawiać, „bywa, że całymi dniami nie słyszy swojego głosu”. Znamienne jednak, że poczucie opuszczenia nie jest tu równoznaczne z utratą czułości, o której pisał Przybylski. „Kiedy nie ma przy niej nikogo, [stara kobieta] rozmawia z tym, co pełza, fruwa czy płynie, albo z tym, co akurat trzyma w ręku. Czuje bowiem jedność z tym światem: światem natury oraz z przestrzenią słowa”. W efekcie powstają wiersze, które nawet jeśli są wyznaniem niemocy, zawodu czy zwątpienia, to wciąż pozostają wyznaniem, czyli zaczepieniem, wyjściem naprzeciw, próbą kruchego może, ale jednak – porozumienia, przekazania tego, co się przemyślało i przeżyło.

Tak też czytam wiersz-skargę zatytułowany Jestem za burtą. Zawarty w nim opis snu, a może raczej majaków na pograniczu snu i jawy, swą sugestywnością przypomina znany (i omawiany również w Baśni zimowej) wiersz Różewicza ***wicher dobijał się do okien… Podobnie jak tam, mamy tu do czynienia z ciągiem obrazów, które nachodząc na siebie, tworzą hipnotyzującą wizję, emanującą lękiem, a nawet grozą, związaną ze świadomością zbliżania się do nieuchronnego kresu. Są też jednak różnice. Różewicz jest bardziej enigmatyczny, wieloznaczny, a przede wszystkim przeskakuje z jednej sceny w drugą, budując napięcie kolejnymi zaskoczeniami. Wiersz Kozioł zdaje się – przynajmniej na pozór – czytelniejszy, łatwiejszy do zinterpretowania: zamyka nas w sekwencji kilku powtarzających się obrazów, które powracają jak w sennym koszmarze.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się