fot. Marcin Jonczyk
z Agnieszką Rzoncą i Mateuszem Burzykiem rozmawia Wojciech Bonowicz lipiec 2020

Człowiek ma w sobie windę

Jest w człowieku coś takiego, co wynosi go piętro wyżej, ponad doznania czysto zmysłowe. Niektórzy powiedzą: to złudzenie, tam nic nie ma. Ale nawet jeśli, to sam fakt, że człowiek chce wznieść się ponad siebie, jest czymś pozytywnym. I właśnie ten ruch nazywam duchowością. Choćby to było tylko tyle, szkoda byłoby stracić owo złudzenie. Bo wraz z nim zniknąłby też ów ruch w jego stronę.

Artykuł z numeru

Duchowość 2.0

Duchowość 2.0

Rok temu ukazał się Twój „Dziennik końca świata”. Przewidziałeś pandemię? Cały świat niemalże się zatrzymał.

Pandemia to nie jest żaden koniec świata. Pisząc Dziennik…, miałem raczej na myśli kryzys relacji międzyludzkich, który powoduje, że świat zmienia się w sposób nieodwracalny. Źródłem negatywnych zmian jest to, co się dzieje w ludziach. Gdzieś w ich wnętrzu następuje przejście od ideału wyznaczanego przez słowa: „dialog” i „porozumienie”, w stronę rzeczywistości opisywanej przez: „moje” i „nie wtrącaj się”.

To żadne odkrycie, mądrzejsi ode mnie piszą o tym od wielu lat, ale nie można przestać powtarzać tej diagnozy. Ludziom się wydaje, że zmiana dokona się przez wdrożenie kolejnych procedur. Lecz zasadniczy zwrot musi dokonać się na poziomie duchowym. Kryzys dotyczy relacji – z drugim człowiekiem, ze światem. Jeśli nie podejmiemy się naprawy, to będziemy ten koniec świata nieustannie przybliżać.

Jak go więc oddalać?

Jacek Filek napisał przed laty bardzo przejmujący tekst o tym, że naprzeciwko siebie staje dziś nie religia i ateizm, lecz coś zupełnie innego. Po jednej stronie jest „religia-ja” i „ateizm-ja”, a po drugiej „religia-my” i „ateizm-my”, czyli takie myślenie, które widzi więcej niż tylko własne podwórko, własne bezpieczeństwo, własny interes. We współczesnym kształceniu popełniamy błąd, brakuje uwrażliwienia na owo „my”.

Na czym polega problem z ekologią? Ludzie nie zaczną żyć ekologicznie, jeśli nie zrozumieją, że to, co ich otacza, nie jest czymś osobnym, lecz częścią ich samych. Dopóki nie utożsamimy się z naszym otoczeniem, nie weźmiemy za nie odpowiedzialności. Chodzi o poczucie, że wszystko, co złego robię Ziemi, robię też sobie.

Czy natura jest dla Ciebie ważna? Odkrywasz w niej – w jej doświadczaniu – duchowość?

Natura to dla mnie bardziej zwierzęta niż pejzaż. Nie mogę powiedzieć, że spotkania z naturą wiążą się dla mnie z najważniejszymi doświadczeniami duchowymi. Ale odkąd jest w domu kot, zaczęło się zmieniać moje spojrzenie na zwierzęta w ogóle. Bo zwierzęta zmuszają nas do stawiania sobie różnych pytań. Na przykład – czym jest przywiązanie. Przez lata mówiło się, że koty nie wiążą się z ludźmi tak bardzo jak psy. Dzisiaj wiemy z badań, że potrafią się przywiązać znacznie bardziej, tylko zupełnie inaczej to okazują. Koty uczą nas większej elastyczności emocjonalnej, bardziej subtelnego budowania relacji.

Zwierzęta mają w sobie coś mistycznego. Krowy, konie, nawet kury, tak bardzo w naszej kulturze pogardzane. Jerzy Nowosielski twierdził, że zwierzęta to subtelne byty zesłane na świat, żeby przeżyć swoją kenozę. Jesteśmy częścią tej kenozy, tzn. cierpienia. Przemawia do mojej wyobraźni wizja, że krowy i inne zwierzęta mają swoje życie duchowe. Nie wiem, jakie, nie jest ono dla mnie dostępne, ale wierzę, że je mają.

Pamiętam z dzieciństwa zachwyt tajemnicą, jaką jest zwierzę. Nie tyle drugi człowiek, ile właśnie zwierzę, z którym nie można się porozumieć tym samym językiem, w związku z czym nie można z niego owej tajemnicy wydobyć. Niestety, potem się dorasta, obojętnieje, gubi w sobie owo dziecko, które umiało się zachwycać. Dziś bardziej niż natura miejscem doświadczeń duchowych jest dla mnie sztuka.

Które dziedziny sztuki mają na Ciebie największy wpływ?

Z oczywistych powodów literatura, ale nie wiem, czy najsilniejsze przeżycia nie są jednak związane z malarstwem. I to zarówno klasycznym – Bruegla, Vermeera czy Caravaggia – jak współczesnym.

Oglądając niektóre obrazy, mam poczucie, że sięgam poza materię i poza horyzont zakreślony przez moje życie. Żeby żyć, musimy wszystko sobie ponazywać, uporządkować. A w sztuce dobre jest to, że możemy wymknąć się utartym ścieżkom. Stajemy w niemym zachwycie, bo mamy przed sobą coś, co dotyka sfery, która jest autentycznie niewyrażalna.

Pamiętam, jak znalazłem się w sali wypełnionej pracami Zbigniewa Makowskiego. W każdym jego dziele jest jakieś wychylenie ku tajemnicy. A zebrane razem, uderzają w człowieka z taką siłą, że nie ma innej odpowiedzi, jak tylko się rozbeczeć. Nie ukrywam, że często, kiedy widzę piękno, płaczę.

A muzyka?

Słucham dużo muzyki, zarówno takiej brutalnej, prostej, jak klasycznej czy jazzowej, bardziej wyrafinowanej. Tyle że do mnie łatwiej się jednak dostać przez oczy.

Myślę, że każde spotkanie ze sztuką jest doświadczeniem duchowym. Nawet spotkanie ze sztuką popularną, rozrywkową. O ile daje radość, bo radość jest duchowością. Możemy wskazać, jaka część mózgu za tę radość odpowiada, ale w gruncie rzeczy to jest coś duchowego. Człowiek ma w sobie windę, która wynosi go piętro wyżej, ponad doznania czysto zmysłowe i wynikające z kontaktu z materią. Niektórzy powiedzą: to złudzenie, tam nic nie ma. Ale nawet jeśli, to sam fakt, że człowiek chce wznieść się ponad siebie, jest czymś pozytywnym. I właśnie ten ruch nazywam duchowością. Choćby to było tylko tyle, szkoda byłoby stracić owo złudzenie. Bo wraz z nim zniknąłby też ów ruch w jego stronę.

Powiedziałeś już m.in. o relacjach, zachwycie, spotkaniu z niewyrażalnym. Z czym jeszcze wiąże się dla Ciebie termin „duchowość”?

Każda odpowiedź będzie metaforą, ale mówiąc najprościej i trochę tautologicznie: duchowość to szukanie ducha w świecie. Dawni poeci twierdzili, że natura jest jak list napisany przez Boga. Duchowość to poczucie, że świat jest „pismem”, za pomocą którego ktoś chce ci coś ważnego powiedzieć. To takie „czytanie” świata, które odkrywa w nim więcej niż tylko to, co jest „tutaj”. Z tego potem wynika określony stosunek do świata, polegający na tym, że tego świata nie chce się zawłaszczyć, nie chce się nim zawładnąć.

Duchowość pomaga nam uciec od egoizmu, który mówi: weź, skorzystaj, przecież to wszystko jest twoje.

Kolejnym ważnym elementem duchowości jest dla mnie współczujące i wyrozumiałe spojrzenie. Jeśli człowiek rozwija swoje życie duchowe, przestaje traktować Boga jako kogoś, do kogo bez przerwy trzeba zanosić skargi na ten świat. Prawdziwe życie duchem zaczyna się wtedy, gdy właściwie niczego od Boga nie potrzebujesz, o nic Go nie prosisz. Patrzysz na świat i widzisz, że przy wszystkich jego ułomnościach, niedoskonałościach ten świat jest piękny i powinieneś być za niego wdzięczny.

Oczywiście to nie znaczy, że masz być bezkrytyczny i nic nie robić. Krzywda wyrządzana biednemu czy dziecku nie jest piękna. Dlatego masz walczyć o ten świat: o poprawę życia uciśnionych, o sprawiedliwą ekonomię, o to, żeby ofiary pedofilów doczekały się zadośćuczynienia, itd. Jednak twój krytycyzm nie powinien być zakorzeniony w ranie, którą w sobie nosisz, lecz w twoim zachwycie. Będzie to wówczas zupełnie inny rodzaj krytycyzmu. To jest odkrycie, które przyszło do mnie razem z Tischnerem.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer