fot. Grzegorz Gałasiński/Dziennik Łódzki/Polska Press/East News
Wojciech Bonowicz październik 2020

Moi, mistrzowie: Maciej Robert

Wiersze Macieja Roberta z jego najnowszej książki Superorganizm (Poznań 2019) są, poza kilkoma wyjątkami, narracyjne, opowiadane.

Artykuł z numeru

Wiesław Myśliwski. Słuch absolutny

Czytaj także

Wojciech Bonowicz

Moi, Mistrzowie: Anna Adamowicz

Mają fabułę, bohatera (czasem bohaterów), akcję. Nawet jeśli akcja jest enigmatyczna, a bohaterowie nie zawsze łatwi do zidentyfikowania, akcent w tych wierszach pada na wydarzenia, na dzianie się. W centrum utworu często umieszczony jest konkretny, zaobserwowany czy wyobrażony, epizod, zazwyczaj poddany bardzo ostrożnej poetyckiej obróbce. Ta powściągliwość, to powstrzymywanie piszącej ręki jest – jeśli się zna wcześniejszą twórczość Roberta (lubiącego większe i bardziej zagęszczone formy poetyckie) – dość intrygująca. I intrygujące są jej owoce. Robert nie jest w tej książce poetą jednego tonu czy jednego stylu. Jego książka jest wielostylistyczna i wielogłosowa, a nawet ostentacyjnie rozstrojona i przypadkowa, jakby autor włączył do niej nie tylko skończone zapisy, ale również notatki, rzeczy powstałe pod wpływem impulsu, nad którymi można by jeszcze pracować lub których obecność w tomie można by rozważyć. Z tego punktu widzenia tytuł całości – Superorganizm – daje się czytać w trybie autoironicznym: poeta wcale nie chce być „super”, nie dąży do perfekcji, nie poświęca nadmiernie wiele czasu na „organizację” tego, co powstaje. Im mniej napinania się, tym lepiej. Ciało wiersza może być „słabe”, niedoskonałe, tak jak słabe, niedoskonałe jest ciało ludzkie – co zresztą jest jednym z ważnych motywów tego tomu.

Utwór, który wybrałem, daje pojęcie o poetyckich umiejętnościach – i celach – Roberta. Historia w nim opowiedziana jest dość banalna: bohater zasnął w pociągu, zmęczony podróżą, i został okradziony. Jak jednak zostaje nam przedstawiona? Dostajemy ją w kawałkach, można powiedzieć – poklatkowaną, podzieloną na kadry. Ale i to niezupełnie prawda. Zwróćmy uwagę, że wiersz nie jest po prostu opowieścią; owszem, opowieść jest ramą, ale w tę ramę wplecione zostają np. dwa zdania o charakterze aforystycznym („Lektury wzięte w podróż są bezużyteczne”, „Podobno istnieje język, / w którym nie można wyrazić straty”). Jeśli przyjrzeć się uważniej, niemal każde zdanie, za pomocą którego relacjonuje się tę historię, pochodzi jakby z innego porządku. Najpierw jest interesujące muzyczne otwarcie („Druk drga, druk drga…”): nawet jeśli czyta się je tylko w myślach, nie na głos, język nieuchronnie się na nim potyka, choć rytm powtórzeń nawiązuje przecież do tego, co jednostajne i płynne – stukotu kół pociągu. Potem pojawia się pierwszy z „aforyzmów”, niby oczywisty, a przecież wypowiedziany jakoś tak zbyt dostojnie. „Lektury wzięte w podróż są bezużyteczne”? Dlaczego nie bardziej kolokwialnie: „Książek zabranych w drogę nie da się czytać”? Takie drobne podniesienie tonacji ma określone konsekwencje: cała historia nabiera przez to charakteru odrobinę „mitycznego”, jakby była relacją nie ze zwykłej (choć nieprzyjemnej) przygody, ale z wydarzenia o nietuzinkowym znaczeniu. Po tym „podniesieniu” można sobie już pozwolić na rzeczowe: „Nie mam co robić. Śpię”, a potem na swoisty skrót, w którym sama kradzież zostaje opisana w formie nieco żartobliwej refleksji nad pułapkami języka.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Zwracam uwagę na te niuanse, bo one decydują o temperaturze utworu i o tym, w jaki sposób go odczytujemy. Relacja z przykrego bądź co bądź wydarzenia jest niemal zupełnie pozbawiona dramatyzmu, przechyla się raczej w stronę groteski. Zdanie: „Sokiści zbili się w grupę / po drugiej stronie torów”, mówi tyleż o samotności okradzionego bohatera, co o bezradności – i śmieszności – stróżów prawa. Jednocześnie słowem, które po lekturze wiersza zapada w nas najmocniej, jest słowo „strata”. Czy mowa tylko o stracie pieniędzy, które bohater miał przy sobie? Czujemy, że chodzi o coś innego, ogólniejszego. Finałowy „aforyzm” brzmi trochę jak echo znanego wersetu z Baudelaire’owskiego Łabędzia, mówiącego o tych, co „nigdy nie odnajdą straty”. Przechylenie w stronę groteski powoduje jednak, że wydźwięk utworu staje się niejasny. Opowieść jest spójna i zarazem pełna zarysowań.

Jaki cel osiąga Robert, pisząc właśnie w taki sposób? A pisze tak, w innych wierszach, o życiu własnej rodziny, o odchodzeniu najbliższych, także – o pewnych, obserwowanych tu i teraz, społecznych konfliktach. Potrafi być kunsztowny, wyrafinowany, efektowny. Czasem bywa bezpośredni jak Bursa czy Świetlicki, których zresztą w aluzjach przywołuje. O co mu chodzi? Może jego celem jest właśnie wywołanie wrażenia migotliwości, nieuchwytności, emocjonalnego nieuporządkowania? „Słowa i rzeczy przylegają do siebie”, pisze o innym doświadczeniu w innym wierszu. Ale to za chwilę zostaje zakwestionowane: rzecz w tym, że nie przylegają, że mogą co najwyżej uchwycić z doświadczenia tylko pojedyncze elementy, w dodatku niezupełnie do siebie pasujące. Co jest zasadą tych uchwyceń i nie zawsze możliwych dopasowań? Jakiś splot emocji, doznań i refleksji – też zmiennych, też kapryśnych. Wiersz, na ile może, zdaje z niego sprawę, cały czas pamiętając, że sam jest tworem językowym, uwikłanym w grę tworzenia i destrukcji, rządzącym się własnymi prawami, które dyktują, co i jak mówić, jakie rejestry języka uruchomić, gdzie sięgnąć, a gdzie już sięgać nie warto, i tak dalej.

A jednocześnie, mając świadomość tych wszystkich uwarunkowań, Robert jest poetą nierezygnującym z opowieści. I z liryczności. I z prawdy. I to może jest w Superorganizmie najciekawsze.

*

Powrót

Maciej Robert

 

Druk drga, druk drga, druk drga, druk drga.

Lektury wzięte w podróż są bezużyteczne.

 

Nie mam co robić. Śpię. „Okradli mnie we śnie”

to chyba coś innego niż „okradli mnie gdy spałem”

 

Różnicę widać dopiero, gdy trzeba wpisać kwotę

w odpowiednią rubrykę. Sokiści zbili się w grupę

 

po drugiej stronie torów. Podobno istnieje język,

w którym nie można wyrazić straty.

Kup numer