Aleksander Wierny fot. Grzegorz Skowronek/Agencja Wyborcza.pl
Aleksander Wierny fot. Grzegorz Skowronek/Agencja Wyborcza.pl
Wojciech Bonowicz październik 2025

Moi, mistrzowie: Aleksander Wierny

Ładnie narysowany obrazek – tak można by najkrócej opisać ten wiersz. I takich ładnie narysowanych obrazków jest w trzeciej poetyckiej książce Aleksandra Wiernego więcej

Artykuł z numeru

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Ładnie narysowany obrazek – tak można by najkrócej opisać ten wiersz. I takich ładnie narysowanych obrazków jest w trzeciej poetyckiej książce Aleksandra Wiernego więcej. Tom nosi tytuł Nagle, zawsze nagle już tego nie mamy (Łódź 2024); jest to równocześnie tytuł poematu, który wypełnia jej drugą część. W części pierwszej zgromadzone zostały natomiast wiersze – przeważnie krótkie, kilku- lub kilkunastowersowe – na ogół będące poetyckimi fotografiami, choć bywa, że fotografiami już wewnątrz wiersza zinterpretowanymi, skomentowanymi.

Niewątpliwie najlepsze efekty Wierny osiąga tam, gdzie najmniej dopowiada, gdzie powstrzymuje się od konkluzji, sugestii, komentarza. Innymi słowy – tam, gdzie jest najbardziej obiektywistyczny. „Na skraju pustego placu zabaw / różowa piłka dotyka płotu” – dostajemy taki dwuwers, bez tytułu, i w zasadzie wszystko, co potrzebne, mamy. Jest sceneria nasycona znaczeniami – otoczony płotem plac zabaw, miejsce bezpieczne, ale też miejsce swoistego uwięzienia – i jest przedmiot, który choćby z racji intensywnego koloru wysuwa się na plan pierwszy. Całe napięcie jest budowane wokół piłki i płotu, i może jeszcze faktu, że plac jest pusty, więc to już pora, kiedy dzieci, które się na nim bawiły, poszły do domu. Ktoś powie, takich obrazków widzieliśmy wiele – w wierszach, w filmach, na fotografiach. Tak, to prawda. Wierny, wybierając określone kadry, nie bardzo dba o oryginalność, można by pomyśleć, że wręcz ostentacyjnie sięga po to, co jakoś się nam opatrzyło, odczuwane bywa jako schematyczne, jako klisza, banał. Mężczyzna patrzący z mostu na płynącą wodę, bezdomny pchający wózek pełen rzeczy wygrzebanych w śmietniku, korzenie drzewa unoszące płyty chodnika, porzucona zabawka… Banał – ale też coś, co jest powszechnym doświadczeniem. Świat, który nas otacza – zdaje się mówić poeta – składa się z takich właśnie obrazów: wielokrotnie widywanych, a więc opatrzonych, ale dzięki temu także oswojonych, pełniących funkcję swoistych znaków orientacyjnych.

Nie inaczej jest w wierszu Szprychy. Oto scena, w której mężczyzna obserwuje parę młodych – chłopaka i dziewczynę. Niewiele o nich wiemy, dowiadujemy się jedynie, jak dziewczyna jest ubrana i że to do niej należy rower, o który opiera się chłopak. Obserwujący nie skupia się na szczegółach, na – można by powiedzieć – „opakowaniu” całej sytuacji. Interesują go emocje, odczytanie tego, co dzieje się między młodymi. Czy w zakłopotanym, nieśmiałym chłopaku widzi siebie sprzed lat? Czy właściwie odczytuje gesty i grymasy? Może się przecież mylić, jak przechodnie obserwujący dwoje młodych w opowiadaniu Marka Hłaski Śliczna dziewczyna. Tego jednak wiersz nie rozstrzyga. A nie rozstrzyga także dlatego, że co innego jest tutaj ważne.

Zauważmy, że kluczową figurą w tym wierszu jest zaprzeczenie. Pierwszym słowem wiersza jest słówko „nie”: „Nie jest chłopakiem, który się opie­­ra / o rower dziewczyny…”. Wyznanie to od razu na wstępie ustanawia dystans między patrzącym a obserwowanymi i ten dystans zostaje podkreślony w zakończeniu wiersza: „Jest mężczyzną, idzie w inną stronę”. Gesty zaprzeczenia, zdystansowania się tworzą ramę opisywanej sceny. Ale co dzieje się pomiędzy? Otóż dzieje się coś odwrotnego: wbrew pierwotnej deklaracji obserwujący bardzo się angażuje w to, na co patrzy. To jego zaangażowanie wyraża nawet złożona składnia pierwszej części wiersza: to jedno długie zdanie, z wtrąceniami, dopowiedzeniami. Obserwujący stara się być jak najbardziej precyzyjny, wyczytać z zachowań obojga wszystkie kryjące się w nich znaczenia. Owszem, nawet i w tym zaangażowaniu nie zapomina o tym, że dzieli go od młodych nie tylko odległość, ale przede wszystkim wiek. Ten wiek uprawnia go np. do stwierdzenia, że chłopak „jest za młody i nie zna jeszcze kobiet”. O aurze wiersza ostatecznie decyduje więc ambiwalencja: „on nie jest tym chłopakiem”, ale niewykluczone, że chciałby nim być, że chciałby się znaleźć na jego miejscu. On – patrzący – nie jest z nimi, „idzie w inną stronę”, ale równocześnie nie może oderwać od nich wzroku.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się