Joanna Mueller
większa apokalipsa
a wtedy statek ze star wars odleciał w księżycowy krajobraz
rozkraczyła się błotna żaba na gruzie porosłym łopianem
hektary dębów zrąbane na klepki parkietu
rozrosły się pożerając mozaiki i żyrandole
elewację zajęły mszaki place szczękoczułki handlarzy
zamiast wierchuszki wiechliny karmniki rozesłane
weteranki pracy z żurawi przerzuciły się na maraton
w pustakach się wiją pustułki w gniazdach gap sokoły wędrowne
roje pszczele rozsiały pasieki nad teatrem dziecięcej wrzawy
bubel babel dawną oś świata oznaczył pies prostym sikiem
do wtóru marcowaniu z najniższych kondygnacji
Zmieszane, Biuro Literackie, Wrocław 2025, s. 376
Zmieszane (Kołobrzeg 2025) – taki tytuł nosi obszerny, liczący przeszło 350 stron tom, gromadzący utwory Joanny Mueller z dotychczas opublikowanych książek oraz wiersze w książkach niepublikowane. Zostały one zebrane i zmieszane; na podsumowanie ćwierćwiecza twórczości poetyckiej, w miejsce tradycyjnej „zbiorówki”, prezentującej chronologicznie cały dotychczasowy dorobek, autorka zaproponowała układ, w którym utwory dawniejsze i nowsze zostały przetasowane i zgrupowane w nowych całościach (cyklach? rozdziałach?). Dodatkowy spis treści pozwala zidentyfikować konteksty, w jakich wiersze pierwotnie się pojawiały, ale na pierwszy plan wysuwają się jednak usytuowania nowe i wynikające z nich pytanie, czy takie zmieszanie utworów skłania do nowych odczytań dorobku poetki. Dorobku, podkreślmy, docenionego przed trzema laty przyznaniem Mueller Nagrody Poetyckiej Silesius za całokształt twórczości.
Odpowiedzi na wspomniane pytanie można by udzielić jedynie w obszernym szkicu. Nie sposób natomiast nie zauważyć, że gest przetasowania przez autorkę wszystkiego, co do tej pory opublikowała, można interpretować jako wyraz zaufania do własnych wyborów. Nic z talii nie zostaje bowiem odrzucone, wszystkie poetyckie karty są w grze, zmienia się jedynie ich konfiguracja. Zapewne prościej byłoby zrobić selekcję i tasować talię odchudzoną. A jednak Mueller zdecydowała się pokazać całość, także utwory z książek „dla dzieci” (autorka – o ile wiem – nie lubi dzielenia jej twórczości na dorosłą i dziecięcą, stąd cudzysłów), wiersze publikowane jedynie w czasopismach, a nawet utwory premierowe. Taka decyzja budzi respekt. Jeśli zechcecie przeczytać mnie na nowo, zdaje się mówić poetka, to tylko całą, taką, jaka byłam, jak się zmieniałam i zmieniam – ale czytajcie mnie, proszę, synchronicznie, zapominając, na ile to możliwe, o upływie czasu.
Oczywiście z pojawiającego się w tytule tomu słowa „zmieszane” wyczytać należy też jego drugie znaczenie. Zabiegowi przetasowania towarzyszy nieuchronnie uczucie niepewności, zawstydzenia, zwątpienia. Czy demontaż przemyślanych i starannie skonstruowanych całości to zabieg słuszny? I jak daleko można się w tym demontażu posunąć? Trzeba podkreślić, że autorka poczyna sobie śmiało, a w rezultacie zaproponowanych przemieszczeń wszystkie wiersze, niezależnie od tego, kiedy powstały, prezentują się nam jako nowe, raz jeszcze debiutujące. No a z debiutem też przecież wiążą się emocje podobne do opisanych: niepokój, zakłopotanie, zmieszanie, nieśmiała nadzieja. I może w tym miejscu warto dodać jeszcze, że o niepowtarzalnej aurze wierszy Mueller decyduje właśnie ta jednoczesna obecność śmiałego i nieśmiałego, dezynwoltury i delikatności, buńczuczności i wycofania. Obok wezwań, by pisać „na kontrze / na winie / na rewanżu”, by słowa przewiercać i „łamać łamać łamać / żeby nie / kłamać” (cytuję fragmenty wiersza propozycja pierwsza z tomu intima thule), znajdziemy u Mueller gesty bardziej intymne i intymność chroniące, rozmaite „eskapiki” i „neurascenki” (jak sama poetka określa je w tytule jednej z części tomu Zmieszane).

