fot. archiwum własne autora
Filip Springer maj 2022

Podszept algorytmu

Podporządkowany klikalności i zasięgom obieg informacji karmi się emocją – im ona szybsza i prostsza, tym lepiej.

Artykuł z numeru

Tu mówi Ukraina

Czytaj także

Łukasz Najder

Wojny w Ukrainie nie było

z Jurijem Andruchowyczem rozmawia Mateusz Burzyk

Czarne kłęby dymu

Mało kto zna moje przyzwyczajenia i zainteresowania tak dobrze jak algorytm. Każdego wieczora, podkarmiony i syty ciasteczkami z całego dnia, życzliwie odwdzięcza mi się podpowiedziami treści, które wydają mu się dla mnie najciekawsze. Oto więc filmowany na szutrowym szlaku nowy model roweru z większym prześwitem na grubsze, bardziej terenowe opony. Shop now. Potem małe, przytulne domki do wynajęcia na weekend. Rosyjski myśliwiec wystrzeliwujący rakiety w wiejski dom gdzieś w Ukrainie. Trzy puchate pieski, nieradzące sobie z wejściem na kanapę. Seria odzieży turystycznej z nowoczesną, oddychającą membraną. Przytulone do siebie dzieci śpiące w tunelu kijowskiego metra. Kompilacja o kotach spadających z kuchennych blatów.

Pianistka grająca na fortepianie w zniszczonym przez bombardowanie pokoju.

Pianistka grająca na fortepianie w zniszczonym przez bombardowanie pokoju.

Pianistka grająca na fortepianie w zniszczonym przez bombardowanie pokoju.

Lampka rowerowa, której moc i częstotliwość błysku można dobierać z poziomu aplikacji w telefonie. I jeszcze dziwne zjawisko atmosferyczne w górach uchwycone przez alpinistów.

Nie żebym miał jakiekolwiek złudzenia, jak to działa. Z każdym kolejnym dniem tej upiornej wojny narasta jednak we mnie sprzeciw wobec tego, co wycieka do tradycyjnych mediów z tych społecznościowych. I nie chodzi tu nawet o konkretne historie. Rzecz bardziej w sposobie ich podawania. Zgodziliśmy się na niego, przyzwyczajeni do socialmediowej maszynki robiącej budyń z naszych mózgów. Choć może nie – to nieprawda. Zgodzono się za nas. Podporządkowany klikalności i zasięgom obieg informacji karmi się emocją – im ona szybsza i prostsza, tym lepiej. Wojna w emocje obfituje – warunki do symbiozy są tu więc idealne. Wystarczy je wypreparować, zostawić jedynie szkicowo zarysowane tło.

Buntuję się przeciwko tym wszystkim wzruszającym obrazom i wstrząsającym historiom. Pianistkom w zrujnowanych pokojach, ludziach klęczących na poboczu w czasie ostatniej drogi żołnierzy, gościowi z papierosem przenoszącemu gołymi rękami minę.

Bez kontekstu, jakkolwiek koszmarny by on był, wszystkie te obrazy stają się jedynie contentem. Przepuszczanie ich przez socialmediowy algorytm, siłą rzeczy, czasem romantyzuje, a zwykle po prostu trywializuje wojnę.

W książce Apeirogon Colum McCann opisuje losy dwóch ojców – Palestyńczyka Bassama Aramina i Izraelczyka Ramiego Elhanana. Połączyło ich to, co zazwyczaj dzieli mieszkańców Izraela i Palestyny – śmierć najbliższych. Córka Bassama została postrzelona w tył głowy gumową kulą, używaną przez izraelskie siły bezpieczeństwa do tłumienia zamieszek. Nie było żadnego powodu, by do Abir strzelać – wychodziła właśnie ze sklepu, do którego poszła w czasie przerwy, kupiła sobie w nim cukierki, zaraz miała wracać do szkoły. Córka Ramiego – Smadar – zginęła w zamachu bombowym przeprowadzonym przez Hamas we wrześniu 1997 r. w Jerozolimie, śmierć zastała ją na zakupach z koleżankami.

Apeirogon to kształt o nieskończonej liczbie boków. Tak właśnie konstruuje swoją książkę McCann – pokazuje śmierć obu dziewczynek i życie obu ojców, którzy stali się aktywistami pokojowymi, z policzalnej, ale na kartach książki sprawiającej wrażenie nieskończonej liczby punktów widzenia i perspektyw. W pewnym fragmencie McCann pisze, że Smadar została w dzieciństwie twarzą ruchu pacyfistycznego. Nie miało to akurat wówczas nic wspólnego z poglądami jej rodziców. Tak się złożyło, że Rami był grafikiem, projektował plakaty. Wynajmowali go wszyscy – firmy, instytucje państwowe, organizacje, partie i ruchy polityczne. Od prawa do lewa – od jastrzębi po gołębie. Zlecenie na pacyfistyczny plakat było jednym z wielu. Z braku pomysłu Rami zrobił zdjęcie swojej córce i umieścił pod nim hasło: „Jak będzie wyglądało życie w Izraelu, kiedy Smadar skończy piętnaście lat”. Projekt został przyjęty, wynagrodzenie za zlecenie wypłacone. Smadar zginęła dwa tygodnie przed czternastymi urodzinami.

W poetyce social mediów, w której zostaliśmy zanurzeni, ta historia nadaje się na krótki, poruszający artykulik, może reel na Instagramie albo klikalny post na Facebooku. Jest idealna – ekstrakt emocji, dziecko, śmierć, zrozpaczony ojciec. Zdjęcie i kilka zdań opisu. Bez tej wielkiej, rozdzierającej opowieści o przerwanym życiu, udręce żałoby i determinacji rodziców, młynach historii, które nieprzerwanie mielą. Bez ptaków zaplątanych w ornitologiczne sieci rozpięte nad Palestyną.

W książce McCanna historia plakatu z twarzą Smadar zajmuje trzy małe akapity. W sumie jest ich ponad tysiąc. Wiem, bo są tam ponumerowane.

Apeirogon to kształt o nieskończonej liczbie boków.

„Policzalna nieskończoność – pisze McCann – to najprostsza forma nieskończoności. Zacząwszy od zera, możemy dowolnie długo podawać coraz większe liczby naturalne i choć będzie to trwać wiecznie, możliwe jest dojście do każdej istniejącej liczby w skończonym odcinku czasu”.

Kup numer