fot. archiwum własne autora
Filip Springer luty 2022

Spodzimek

Pod koniec lutego myślę czasem o skrzynce z chabaziami wystawionej przy lwowskim kiosku prof. Smirnowa.

Artykuł z numeru

Uchodźców w dom przyjąć

Czytaj także

Filip Springer

Z głębi ciemnego lasu

Podręcznikowo wygląda to tak: śniegu jest coraz mniej, bo tylko nocami mróz jeszcze trzyma. Nabrzmiewają pąki wierzb, zakwitają wawrzynek wilczełyko i przebiśniegi. Zimorodki budują w skarpach rzek i strumieni swoje norki. Budzą się borsuki, ich tropy można coraz częściej znaleźć w brudnym śniegu i błocie. Wracają żurawie, ich klangor niesie się po łąkach i polach. Znikają gile, śnieguły, jemiołuszki. Spłowiały przez zimę pejzaż nasiąka wodą, a wraz z nią i kolorem. Jest koniec lutego – jeszcze nie puściło zupełnie, ale już wiadomo, że na pewno puści. Taki jest spodzimek – najkrótszy okres najdłuższej pory roku – czyli zimy. Tyle podręcznik z dziedziny fenologii.

Teraz Lwów – wiosna 1943 r. Sergiusz Riabinin przyjechał do miasta na chwilę, spieszy się na spotkanie z siostrą. Jeszcze niedawno przemierzał lwowskie ulice jako dumny student Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego tutejszego uniwersytetu. Wojna i okupacja wypędziły go jednak z powrotem do domu – do Lublina. Próbuje tam przetrwać, udzielając prywatnych lekcji gry na fortepianie.

W pewnym momencie Riabinin zatrzymuje się przy kiosku. Jego uwagę zwraca skrzyneczka wystawiona przy kioskowym okienku. Rosną w niej jakieś chwasty, „zwykłe chabazie”, jak sam napisze po latach. Z kiosku wychyla się brodata, pucułowata twarz, „zupełnie jak jakiegoś prawosławnego świętego”.

– A co to za rośliny? – pyta Riabinin po polsku, zapominając o papierosach.

– To obserwatorium fenologiczne – pada odpowiedź po rosyjsku. – Pan wie, co to jest fenologia?

Tak właśnie Sergiusz Riabinin poznaje prof. Nikolaia Smirnowa – uczonego z Leningradu, który na skutek wojennej zawieruchy znalazł się we Lwowie i próbuje wiązać koniec z końcem, prowadząc skromny kiosk z mydłem i powidłem.

Dzięki tamtemu spotkaniu Riabinin stanie się ojcem współczesnej polskiej fenologii, czyli dziedziny nauki zajmującej się badaniem zależności między czynnikami klimatycznymi a okresowo występującymi zjawiskami w przyrodzie ożywionej.

Phaínomai to po grecku „przejawiam”, „pokazuję się”. Siedzący w swoim kiosku prof. Smirnow wpatrywał się w swoją skrzynkę obsadzoną gatunkami wskaźnikowymi, bo, jak sam tłumaczył Riabininowi w jednym z listów, codzienna krzątanina uniemożliwiała mu wycieczki do lasu i na pola. Wyczekiwał jednak „przejawienia”. Był przekonany, że jest ono elementem rytmu świata. Źródła tego rytmu upatrywał w Bogu, podobnie zresztą jak Riabinin, który dawał swoim przekonaniom wyraz nie tylko w pracach naukowych, ale też w niezbyt udanej poezji.

Fenolodzy obserwują pory kiełkowania, kwitnienia, owocowania i zrzucania liści przez rośliny, przyloty i odloty określonych gatunków ptaków, zapadanie w sen zimowy niektórych ssaków. Wpatrują i wsłuchują się w przyrodę, by w odpowiednim momencie móc powiedzieć: to już!

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Na podstawie tych obserwacji udało się im wyznaczyć aż 11 pór roku: przedwiośnie (zwane przez Riabinina wiosną pstrą), pierwiośnie, pełnię wiosny, wczesne lato, pełnię lata, późne lato, wczesną jesień, złotą jesień, szarugę jesienną, pełnię zimy i spodzimek – ten, który przyjdzie w lutym.

Obserwacje fenologiczne są niezbędne do planowania upraw, wspierają badania nad zmianami klimatu i zasięgiem miejskiej wyspy ciepła. Od 2007 r. IMGW zbiera takie dane z 51 stacji rozsianych po kraju. W każdej z nich ktoś w odpowiednim momencie mówił: to już! „Mówił” – bo niedawno przeczytałem, że dzięki współpracy IMGW z Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym sporą część tej fenologicznej roboty wykonuje już jednak elektronika. Wystarczy cyfrowy aparat z dobrym obiektywem i podłączeniem do internetu. Trzeba go wycelować w okaz gatunku wskaźnikowego i czekać na strumień danych. Przetworzy je sztuczna inteligencja i wypluje wynik. Będzie on na pewno niezwykle dokładny i starannie opracowany. Da się go też porównać z innymi wynikami. To ogromny postęp, który spowoduje skokowy przyrost naszej wiedzy.

Tak, wiem, jakie to jest niezwykle pożyteczne udogodnienie taka automatyzacja. Nic jednak nie poradzę na to, że jednocześnie cierpnie mi skóra na myśl o cyfrowych oczach wypatrujących spodzimka, pierwiosny i szarugi jesiennej. Desperacko wracam więc w pamięci do skrzyneczki ustawionej w kiosku prof. Smirnowa i do słabych wierszy prof. Riabinina. Nie mogę się bowiem opędzić od tej natrętnej myśli, że kiedyś nastanie dzień, w którym nie będzie komu powiedzieć: to już!

Kup numer