70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przyszłość

Któregoś dnia, sam nie wie kiedy, i nie miało to żadnego większego znaczenia, musiał po prostu przyjąć do wiadomości, że przyszłość jego i jego najbliższych będzie gorsza niż ta, którą mieli jego rodzice.

W środy po pracy zwykle zaglądał do rodziców. W piekarni pod biurem kupował rogaliki z różaną marmoladą i wsiadał do tramwaju. Jazda przez zatłoczone centrum odbywała się szarpnięciami. Dopiero za rzeką robiło się nieco luźniej, tramwaj przyspieszał, na kolejnych przystankach ludzie już zwykle tylko wysiadali. Podróż zajmowała dwa kwadranse. Rost traktował ten czas jak podarunek. Upatrywał sobie jakieś wygodne miejsce i rozsiadał się tam z książką. Na kilka przystanków przed domem chował ją jednak do plecaka, by dokładnie przyglądać się okolicy. To były jego dziecięce rewiry. Rozpoznawał kamienice, w których mieszkali jego szkolni koledzy; sklep modelarski, do którego często zachodzili całą sforą, by oglądać samoloty do składania, i okienko, w którym kupowali bułki z pieczarkami. Nadal działało, choć sprzedawano już w nim tylko pospolite zapiekanki i hot dogi. Smaku tamtych bułek Kaj nie pomyliłby z żadnym innym. Nigdy też nie udało mu się znaleźć choćby podobnego gdziekolwiek indziej.

Zdarzało się, że w miarę mijania kolejnych kamienic Rost doznawał złudzenia, że oto cofa się w czasie i znów staje się małym Kajtkiem, który podjeżdża na gapę kilka przystanków w drodze ze szkoły do domu. Paraliżowało go to, zaciskał dłonie na uchwycie plecaka, bał się jednak poruszyć, by nie wyczuć w nim, zamiast ciężkiego laptopa, sterty bezładnie wrzuconych w pośpiechu zeszytów, podręczników i stroju do WF-u.

Tamtej środy tramwaj przejeżdżał akurat obok domu, w którym mieszkał Banan – jego najlepszy kumpel. Rost przyglądał się budynkowi, próbując oszacować, kiedy ostatnio przechodził jakiś remont, gdy rozwarła się na oścież jego brama. W tej krótkiej chwili, nim z ciemności wyłonili się jacyś zupełnie obcy Kajowi ludzie, miał graniczące z pewnością poczucie, że oto zaraz zobaczy w niej Banana z niedbale przewieszonym przez ramię plecakiem i tradycyjnie już rozwiązaną sznurówką w jednym z butów. I że, tak jak to bywało po wielekroć, poczuje głęboki żal, że nie będzie mógł dać znać koledze o swoim istnieniu, że miną się, choć przecież mogliby przybić piątkę i pójść razem – gdziekolwiek Banan się wybierał, z pewnością nie było to pilne – choćby na te bułki; na jedną by pewnie uzbierali po kieszeniach drobniaków.

Zadzwonił jednak telefon, wywlekając Rosta z powrotem wprost do teraźniejszości.

– Kup mleko na dole – usłyszał w słuchawce głos matki. – Daleko jesteś?

Był właściwie pod domem.

W mieszkaniu rodziców było ciepło i pachniało jedzeniem.

– Zjedz. Dla nas za późno – powiedziała matka, stawiając przed nim talerz parującej zupy.

Zjadł przy kuchennym stole. Potem przeszli do salonu. Dudnił tam telewizor z serwisem informacyjnym.

– Głupoty znowu oglądacie – zdenerwował się, sięgnął po pilota i wyłączył dźwięk. Twarze polityków na ekranie, pozbawione fonii, stały się jeszcze bardziej groteskowe.

– A skąd mamy się dowiadywać? – mruknął ojciec.

– Jeszcze się nie zdarzyło, żeby w telewizji powiedzieli coś ważnego – rzucił Rost, choć wiedział, jak potoczy się ta rozmowa. Mieli wprawę w jej prowadzeniu. To był właściwie ich rytuał.

– Też byś posłuchał – włączyła się jednak niespodziewanie matka. – Od tego, co oni mówią, choć mówią zwykle głupoty, zależy wasza przyszłość.

Rost spojrzał na ekran zaskoczony. Relacjonowano właśnie konferencję prasową pewnego ministra. Nie to było jednak ważne. Kaj gapił się w nieme oblicze polityka, a w głowie huczały mu wypowiedziane przed chwilą słowa matki.

Bo nagle sobie uświadomił, że rozmyślania o przyszłości po prostu sobie odpuścił. Któregoś dnia, sam nie wie kiedy, i nie miało to żadnego większego znaczenia, musiał po prostu przyjąć do wiadomości, że przyszłość jego i jego najbliższych będzie gorsza niż ta, którą mieli jego rodzice. Teraz, stojąc na środku ich salonu z talerzem pełnym różanych rogalików, było to dla niego jasne. Przyszłość była bardzo parszywym tematem rozmyślań. Lepiej było ją więc usunąć z myślowego horyzontu. Przestał więc snuć plany i wyobrażać sobie, co będzie dalej niż za rok, może dwa.

Oczywiście Kajetan Rost codziennie zastanawiał się nad tym, jak bardzo dotknie ich skala ekologicznej katastrofy i co zrobi z ich życiem, ale dopiero teraz zrozumiał, że rozmyślania te bardziej dotyczyły teraźniejszości niż przyszłości. Prowadząc je, Rost po prostu starał się zarządzać własnym strachem o siebie i swoich najbliższych. Z wyobrażaniem sobie przyszłości nie miało jednak to zbyt wiele wspólnego.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter