fot. archiwum własne autora
Filip Springer grudzień 2021

Z cegły

Beton jest o wiele bardziej nieprzewidywalny niż cegła. Można z niego odlać wszystko, wszędzie i w każdej skali. Nie wiadomo więc, czego się po nim spodziewać.

Artykuł z numeru

Przyjemność w czasie niepokoju

Czytaj także

z Grażyną Kubicą-Heller rozmawia Dorota Brauntsch

Śląski matriarchat. Cieszyńska suknia i pluszowa wagina

Tylko że ja nie mogę znaleźć pana rezerwacji – mówi i uśmiecha się zakłopotana.

Gdyby to było wczoraj, może bym się tym nawet przejął, ale ja właśnie wyjeżdżam – wyspałem się tu, zjadłem śniadanie, ruszam dalej w drogę. Tylko jeszcze muszę zapłacić, wziąć fakturę za pobyt.

– Proszę przeliterować nazwisko.

Stukot plastikowych klawiszy. Nie ma.

– A może ma pan gdzieś numer tej rezerwacji?

Teraz ja stukam w telefon, jeszcze chwila i już śmieję się sam z siebie. To nie ten pensjonat. Przejechałem wczoraj sto kilometrów pod wiatr, dotarłem wieczorem, ledwo żywy. Ciemno już było. Pomyliłem ulice. Powiedziałem w recepcji, że mam tu rezerwację, dali mi klucz, formalności jutro. Śmiejemy się z tego.

–  Moja strata – mówię.

–  Raczej korzyść  – dodaje ona całkiem poważnie. – Nasz budynek jest naprawdę z cegły. Tamten jest nią tylko obłożony.

Tego to się nie spodziewałem. Z drugiej strony od dwóch lat jeżdżę po tej ceglanej krainie. W końcu musiałem trafić na kogoś, kto cegłę wyznaje. Może nawet zdarzyło się to dość późno.

Na Ziemiach Zachodnich i Północnych cegła jest takim samym budulcem krajobrazu jak wzgórza, jeziora, rzeki i lasy.

Czasami mam wręcz wrażenie, że umiem przewidzieć, co zaraz zobaczę za zakrętem. Gdy jadę w dół brukowaną drogą gdzieś za Bydgoszczą albo pod Świdwinem, albo między Olsztynem a Olsztynkiem, to czuję, niemal wiem, że za chwilę zobaczę mostek, a potem droga skręci ostro w prawo, opowiadając rzeźbę terenu. I w tym zaklęśnięciu będzie stał czerwony, ceglany dom.

Zaczęli od wykopania wielkiej dziury w ziemi. Pisząc: wielka, mam na myśli: przeogromna. Tydzień po tygodniu, przy okazji regularnych wypadów po pieczywo zerkałem przez okienko dla ciekawskich umieszczone w jednym z segmentów ogrodzenia, by zobaczyć, jaki postęp uczyniły gigantyczne maszyny – pisze Mark Miodownik w jednym z esejów zawartych w książce W rzeczy samej. – Tym, co wydobywały, była glina – materiał nanoszony przez Tamizę od tysięcy lat. Ta sama gęsta glina, z której wypalano cegły do budowy domów i magazynów tworzących miejską tkankę Londynu”.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Dziura w ziemi, którą podglądał Miodownik, to wykop fundamentowy pod budowę nowej (w tamtym czasie) ikony Londynu – wysokościowca The Shard. Gdy cała glina z wykopu została skrupulatnie usunięta, wlano do niego beton. Miodownik przygląda się budowie najwyższego wieżowca w Europie z dachu swojej kamienicy, na ceglanym (sic!) kominie zaznacza postępy konstruktorów, snując jednocześnie refleksje nad właściwościami betonu.

Urok ceglanych budynków bierze się po części stąd, że są złożone z mnóstwa elementów. (…) Beton ma zupełnie inny charakter, ponieważ przed zastygnięciem jest żelem. Oznacza to, że budynki można z niego odlewać, uzyskując jednorodną, pozbawioną jakichkolwiek wiązań, łączeń całość, od fundamentów po dach”. To, zdaniem Miodownika, sprawia, że do betonowych budynków trudniej nam się odnieść, jesteśmy wobec ich jednolitej struktury bezradni, bo brakuje w nich punktów odniesienia, które pozwalałyby nam poczuć własną istotność. Beton jest też o wiele bardziej nieprzewidywalny niż cegła. Można z niego odlać wszystko, wszędzie i w każdej skali. Nie wiadomo więc, czego się po nim spodziewać.

Tymczasem cegła mieści się w dłoni. Od niej wszystko się zaczyna. Tym, którzy użyli jej po raz pierwszy, chodziło po prostu o materiał budowlany, który można by chwycić jedną ręką, unieść i położyć na właściwym miejscu.

Dlatego kształt, rozmiar i wielkość cegieł, choć na przestrzeni wieków nieco się zmieniały, zawsze były podporządkowane tej potrzebie – chwycić, unieść, położyć. W dodatku cegłę da się odzyskać. Ciągle żywa, zwłaszcza na ziemiach zwanych Odzyskanymi, powtarzana jest historia o wywozie cegieł ze zrujnowanych miast do odbudowującej się Warszawy. Legenda ta nie ominęła nawet mojej Miedzianki (niegdyś Kupferbergu), choć jedyne, co można na pewno ustalić, to to, że z pochodzącej stamtąd cegły rozbiórkowej niektórzy mieszkańcy pobliskich wsi pobudowali sobie komórki dla świń i garaże. Z rozbiórkowej cegły powstaje też architektura ikoniczna, jak choćby muzeum historyczne w chińskim mieście Ningbo projektu Wang Shu.

„Cegła jest jak dobrze wypieczony chleb – mówił Stanisław Niemczyk w Domach bezdomnych, książce poświęconej ceglanemu budownictwu wokół Pszczyny, którą napisała Dorota Brauntsch.  – Ma różne oblicza, każda jej strona jest inna. Tak jak bochenek, który ma bardziej spieczony spód obsypany mąką, a na górze spękaną skórkę. (…) Jest jeszcze smak. Czujemy go w murach. Ceglane pomieszczenia emanują rękodzielniczym naznaczeniem”.

Pod warunkiem, że są z  cegły naprawdę, a  nie tylko cegłą obłożone.

Kup numer