fot. archiwum własne autora
Filip Springer styczeń 2021

Kontakt z podłożem

Dotknij mnie znaczy zwykle użyj dłoni – przynajmniej na początku. To jednak złudzenie. Dotykamy przecież świata całym ciałem, choć jest to dotyk zapośredniczony warstwami ubrań i obuwia, które na siebie wkładamy.

Artykuł z numeru

Którędy do snu?

To się dzieje zwykle w połowie listopada. Wraz z nastaniem poważniejszych jesiennych chłodów coraz trudniej zmusić mi się do porannych przejażdżek. Tak samo było i w tym roku. Którejś niedzieli pojechałem na południe wzdłuż Wisły. Chciałem dojechać do Otwocka, a może nawet do Pilawy. Wyruszyłem przed świtem. Było zimno i bardzo malowniczo. Co chwilę zatrzymywałem się, by robić zdjęcia. W Górze Kalwarii jest kawiarnia dla rowerzystów, prawdopodobnie jedyne czynne miejsce w całym mieście w niedzielę rano. Wszedłem do środka i gdy otworzyłem usta, by zamówić kawę, zamiast słów wydobył się z nich jakiś niezrozumiały jęk. Twarz miałem stężałą od zimna i wymagało naprawdę dłuższej chwili, zanim jej mięśnie zaczęły znowu prawidłowo działać. W takich momentach wiem, że przyszedł koniec rowerowego sezonu. Przynajmniej, jeśli chodzi o dłuższe trasy.

Pod koniec listopada zwykle przestaję więc jeździć, a biegać nie mogę – mój kręgosłup by tego nie wytrzymał. Zaczynam więc chodzić. I pierwsze dni tej zmiany to jest zawsze poznawczy szok. Bo chodzę oczywiście tymi samymi ścieżkami, którymi jeżdżę. Znam je, ale chodząc, poznaję na nowo. Z perspektywy piechura są zupełnie inne. I myślę, że chodzi tu przede wszystkim o kontakt z podłożem.

„Dla przedstawicieli plemienia Tlicho z północno-zachodniej Kanady chodzenie i wiedza to praktycznie nierozdzielne czynności – pisze Robert Macfarlane w swoich Szlakach – ich określeń na »wiedzę« i »odcisk stopy« można używać wymiennie”. Macfarlane tłumaczy też, że stawianie kroków jest sposobem postrzegania krajobrazu; a dotyk – formą widzenia.

No właśnie – dotyk. Zwykle łączymy go z dłońmi. W czasie pandemii staramy się ich używać jak najmniej – nie dotykamy siebie nawzajem i różnych przedmiotów. A jeśli już to zrobimy, to natychmiast dezynfekujemy ręce. „Nie dotykaj” – mówię do mojego syna, gdy chcę go powstrzymać przed wkładaniem rąk tam, gdzie nie powinien. Dotknij mnie znaczy zwykle użyj dłoni – przynajmniej na początku. To jednak złudzenie. Dotykamy przecież świata całym ciałem, choć jest to dotyk zapośredniczony warstwami ubrań i obuwia, jakie na siebie wkładamy. „Tereny, po których chodziłem boso, rzeczywiście zapamiętywałem inaczej, choć niekoniecznie lepiej, od tych, które przemierzałem obuty. Pamiętam je głównie jako faktury, doznania, opór, płaszczyzny i zbocza: namacalne szczegóły krajobrazu, które często uchodzą naszej uwagi – to jeszcze Macfarlane. – Idąc boso, człowiek wyczuwa kierunek zaczesania krajobrazu”. Zainspirowani tą myślą, poprosiliśmy kiedyś uczestników festiwalu MiedziankaFest, by przeszli się po okolicznych górach boso. Wrócili z oczami okrągłymi jak spodki. Fiński architekt Juhani Pallasmaa wspomina zaś w swoich Oczach skóry doświadczenie stąpania po marmurowym progu w domu pewnego amerykańskiego architekta. Było tak silne, że z trudem oparł się pokusie, by paść na podłogę i ten próg polizać.

Pamiętam moje powroty z harcerskich obozów, gdzie przez trzy tygodnie jedynym podłożem, z którym miałem kontakt, były trawa albo piasek. Budziłem się rano i pierwszym, co czułem po opuszczeniu bosych stóp z pryczy, była żywa, nieprzykryta niczym ziemia. Jeśli noc była chłodna i wilgotna, ten chłód i wilgoć natychmiast przenikały z gruntu poprzez stopy do mojej podświadomości. I jeszcze zanim na dobre się obudziłem, wiedziałem, jak mam się ubrać. Pamiętam też, że po powrocie z obozu do domu rzeczą, do której najtrudniej było mi się przyzwyczaić, były pokryte wykładziną dywanową podłogi w moim domu. Chodzenie po nich powodowało we mnie poczucie jakiejś nieprzystawalności do świata. Dziś podobnie zachowuje się mój czteroletni syn. Letnie miesiące spędzamy zwykle na Mazurach, gdzie najczęściej biega boso. Notorycznie gubi tam buty, znajdujemy je w najprzeróżniejszych zakamarkach i kątach ogrodu. Już nawet przestaliśmy z tym walczyć. Potem wracamy do Warszawy, a on stanowczo odmawia noszenia obuwia.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Gdy dziarsko maszeruję każdego ranka, dotykam ziemi obutymi stopami i końcówkami kijków. Ale już to wystarczy, by odczuć delikatne różnice w fakturach podłoża, po jakim stąpam. Piaszczysta dróżka dopiero rozpoznana stopą opowie historię porannego przymrozka – wykręci kostkę na zmrożonej fałdzie i odbije kijek albo pozwoli butowi i grotowi się w niej zanurzyć. „Moją piętę od czubka dużego palca dzieli 29,7 centymetra albo 11,7 cala – pisze Robert Macfarlane – Jest to jednostka postępu, a jednocześnie jednostka myśli”.

Kup numer