Photo by Andrey BORODULIN / AFP
Małgorzata Nocuń styczeń 2021

Wojna o dom

30 lat temu w Górskim Karabachu Ormianie zdobywali spalone azerskie czołgi. Z dwóch robili jeden i ruszali do boju. Dziś nad głowami żołnierzy i ludności cywilnej latają drony, które niosą śmierć. Karabachska wojna przeniosła się w XXI w., a w nowej odsłonie konfliktu zyskał Azerbejdżan.

Artykuł z numeru

Którędy do snu?

Czytaj także

Małgorzata Nocuń

Upadek wielkiego marzenia

Pomimo postępu w przemyśle zbrojeniowym symbolem wojny o Górski Karabach niezmiennie powinien być dom. Dom który ktoś (Azer albo Ormianin) w pośpiechu opuszczał.

Kerima (Azera) poznałam w Azerbejdżanie. Piliśmy kawę, nic nawzajem o sobie nie wiedząc, to on zaczął opowiadać o swoim domu w Górskim Karabachu. Wspominał go tak, jak wspomina się dzieciństwo. Coś bezpowrotnie utraconego, za czym się tęskni. Meble, dywany, widok z  okna, ogród. Kiedy Ormianie przejęli już kontrolę nad Karabachem, a Kerim (cudem) otrzymał możliwość wjazdu do tego parapaństwa, podjechał pod swój dom. Stanął przed drzwiami, zapytał nowych mieszkańców, czy go wpuszczą. Tłumaczył, że chce tylko wejść na kilka minut. Nie wpuścili.  – Wiedziałem, że nie przekroczę progu, ale chciałem ostatni raz w życiu tam pojechać, chociaż z  zewnątrz zobaczyć  – mówił Kerim.

Liana (Ormianka) była dziewczynką, kiedy w Baku wybuchły zamieszki na tle narodowościowym. Wraz z mamą i siostrą została zmuszona do wyjazdu. Przed pogromem Lianę i jej rodzinę uratowali dobrzy sąsiedzi  – Azerzy. Zamieszkały w Armenii. Przez ostatnich 30 lat nie było dnia, w którym Liana nie wspominałaby Baku i swojego domu. Kobieta ogląda miasto w internecie. Prosi (za pośrednictwem portali społecznościowych) kolegów i koleżanki z klasy: „Idźcie pod mój dom, zobaczcie, jak wygląda”.

Wojna o wszystko

W tej wojnie nie ma wygranych ani przegranych. Są tysiące poległych po obydwu stronach. Tysiące wygnanych z własnych domów. Tysiące tułaczy. Tysiące złamanych życiorysów. Tysiące ludzi z niepełnosprawnościami. Ormianie i Azerowie ginęli za Karabach, bo i jedni, i drudzy uważają tę ziemię za swoją.

To zjawiskowe miejsce, jedno z najpiękniejszych na Kaukazie. Górski Karabach znaczy w tłumaczeniu czarny ogród. Zieleń dzikich lasów wpada w czerń.

Dla polityków Karabach jest miejscem strategicznym – choć to niewielkie terytorium, pozwala na sprawne zarządzanie południowym Kaukazem i – zdaniem niektórych ekspertów – także dalszymi regionami świata.

W 1994 r. podpisano armeńsko-azerbejdżańskie porozumienie o zawieszeniu broni. Miało zakończyć toczące się od 1988 r. walki. Na jego mocy do listopada br. Armenia sprawowała kontrolę (polityczną i wojskową) nad Górskim Karabachem oraz nad siedmioma przyległymi do Karabachu azerbejdżańskimi prowincjami, ale terytorialnie Górski Karabach pozostawał częścią Azerbejdżanu. Na mocy ówczesnego porozumienia wojna ucichła, ale się nie skończyła. Przez przeszło ćwierć wieku po obydwu stronach frontu padały strzały, byli zabici (żołnierze i cywile) oraz ranni. Czasem dochodziło do dużej intensyfikacji walk, wiosną 2016 r. wybuchła „wojna czterodniowa”.

Armenia jest krajem wielkości dwóch polskich województw. Prawie wszyscy mężczyźni ze starszego pokolenia uczestniczyli w wojnie karabachskiej. Na front szli profesjonalni żołnierze, ale też: studenci, lekarze, naukowcy, nauczyciele i robotnicy. A także kobiety. Z dnia na dzień zostawiali rodziny, rzucali pracę i zaczynali walczyć. Paradoks: wielu z nich utożsamiało się z radzieckim państwem, mówili o sobie „ludzie radzieccy”, ale nagle poczuli, że „ormiańskość” także jest im bliska, że w jej imię mogą nawet zginąć. Przez wiele lat jeździłam do Armenii. Poznałam tylko jednego mężczyznę, który przyznał się, że przed wojną uciekł. „Bałem się, rozumiesz? Tak po ludzku się bałem, byłem młody, chciałem żyć, mieć rodzinę” – mówił mi. W czasie wojny był bardzo wygłodzony, posturą zaczął przypominać kobietę. Ubrał się w damską garderobę i opuścił kraj jako kobieta.

Wielu specjalistów (historyków, politologów) zadaje sobie pytanie: w jaki sposób Ormianie w latach 90. wygrali tę wojnę? Źle uzbrojeni (a na pewno gorzej od Azerów), niedożywieni. Jeszcze nie podnieśli się z wielkiego trzęsienia ziemi, które miało miejsce w 1988 r. w Leninakanie (dziś Giumri) i pochłonęło ok. 25 tys. ofiar. Prąd dostarczano do domów raz dziennie, na chwilę. Głodowali od 1992 r. Azerbejdżan i sąsiednia Turcja nałożyły na Armenię blokadę, jedyna droga, którą można było opuścić kraj, prowadziła przez Iran; Gruzja, choć przychylna Ormianom, sama pogrążyła się w walkach. Jej sztuki uczyli się na froncie. Tylko część z nich walczyła w Afganistanie (1979–1989). Nie potrafili obsługiwać broni ani jeździć czołgiem. Ale byli zdeterminowani. Być może dlatego, że bronili „swojej ziemi”, tzn. ziemi, na której mieszkali, mieli domy, w Górskim Karabachu stanowili bowiem większość.

W Armenii, podczas każdej długiej kolacji, czyli zastolia, pojawia się temat wojny o Karabach. Ormianie mówią, że to była wojna o wszystko, o „ich świętą ziemię”.

Karabach stał się mitem założycielskim niepodległego państwa. To było pierwsze zwycięstwo Ormian.

Pierwsze, choć wcześniej wykrwawiali się na wielu frontach. Tamte historyczne zwycięstwa przypisywano mocarstwom, pod których władzą w danym momencie znajdowała się Armenia. Bo Ormianie to naród z bogatą historią i kulturą, ale los tak zadecydował, że przez ostatnie dziesięciolecia byli przede wszystkim czyimiś poddanymi (imperium osmańskiego, Rosji, Związku Radzieckiego).

Dziś Ormianie i Azerowie odczuwają lęk. Mówią: „Jest strasznie”, „To może wrócić”. Tamta wojna była krwawa i okrutna. Ta też taka będzie. Ludzie bali się i wciąż się boją, że nowa odsłona konfliktu znów obnaży zło nacjonalizmu, który – często przybierając skrajne postaci – był po obydwu stronach frontu. Doprowadzał do bestialstw. W opowieściach Ormian i Azerów dużo jest wspomnień o bezczeszczeniu zwłok, np. odcinaniu języków czy uszu trupom. O chęci linczu na wziętych do niewoli rannych. O walce ząb za ząb, oko za oko, nawet jeśli ofiarami były dzieci. Historycznym faktem są pogromy. Dziś nikt nie chce o nich rozmawiać (choć rzetelnie opisali je badacze). Jeśli Ormian pyta się o wydarzenia w Chodżali (ormiański szturm na wioskę, podczas którego wymordowano cywili), odpowiadają: „A ty co? Jesteś agentem? Kto cię przysłał? Czemu pytasz?”.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer