70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

„Lepiej by nas podpalili”

Długo na tę książkę czekałam. Spodziewałam się, że znajdę w niej inne od dominującego w Polsce spojrzenie na Rosję, nieograniczające się do polityki i wychodzące poza perspektywę rosyjskich metropolii. Nie rozczarowałam się. Przyszło nam tu żyć autorstwa Jeleny Kostiuczenko pokazuje Rosję taką, jaka ona jest. To kraj, w którym rządzi bezprawie i nikt nie może czuć się bezpieczny.

Kostiuczenko jest reporterką niezależnej „Nowej Gazety”. Przyszło nam tu żyć to coś więcej niż opowieść o życiu w reżimowym kraju, ten zbiór reportaży upomina się o najsłabszych, oddaje głos wykluczonym. Kostiuczenko pisze o tych, o których nikt pisać już nie chce, rozmawia z ludźmi z marginesu społecznego, biedotą. Czuć, że los opisywanych osób nie jest jej obojętny.

W Rosji dziennikarza, który pisze niewygodne dla władzy reportaże, może spotkać śmierć. Anna Politkowska (pracująca w tej samej redakcji co Kostiuczenko) została zabita pod swoim domem. Politkowska wiedziała, że jest śledzona – narażała się władzom centralnym i tym w Czeczenii. Kostiuczenko zapewne też się boi, bo jak sama przyznaje, w jej kraju każdy może się narazić państwu. Mimo to zbliża się do opisywanego świata najbardziej, jak to możliwe – posługuje się reportażem wcieleniowym. Kiedy chce przedstawić świat rosyjskiej drogówki, rozpoczyna staż w moskiewskiej policji; kiedy pisze o narkomanach, przesiaduje z nimi w melinie całymi dniami, patrzy, jak dają sobie w żyłę; kiedy chce wiedzieć, jak żyją krewni ofiar ataku terrorystycznego na szkołę w Biesłanie, rozmawia z nimi godzinami. Autorka jest nie tylko dziennikarką, to członkini rosyjskiego społeczeństwa. Świadoma obywatelka – w Rosji to wciąż rzadka kategoria. Można powiedzieć, że podjęte przez Kostiuczenko tematy „leżały na ulicy” (życie prostytutek, korupcja w policji, nastolatki na gigancie), przecież wszyscy o tych zjawiskach wiedzą, zdążyli do nich przywyknąć, wystarczyło tylko usiąść i napisać. Dlaczego więc nikt tego nie robił? Bo mało kogo to interesuje. Kostiuczenko właśnie obchodzi świat ludzi porzuconych przez państwo. Pisze o „maleńkim człowieku”, czyli o tym, który w zderzeniu z państwową machiną (policją, prokuraturą, wymiarem sprawiedliwości) jest nikim.

Rosyjskie państwo gardzi słabym, ucisza zadających niewygodne pytania. Tak jest np. z żonami rosyjskich żołnierzy, którzy polegli w wojnie na wschodzie Ukrainy – ten reportaż Kostiuczenko dotknął mnie niezwykle. Oficjalnie państwowa propaganda mówi, że na Donbasie wojny nie ma, więc nie może być tam również rosyjskich sił zbrojnych i przede wszystkim trupów rosyjskich żołnierzy. Ciała wwozi się do Rosji pod osłoną nocy, w ciężarówkach-chłodniach. To ściśle tajna operacja. Zrozpaczonym kobietom, które chcą dopełnić chrześcijańskiego obowiązku pochowania zmarłego, mówi się, że ciała nie ma, albo wydaje się (w wielkiej tajemnicy) trumnę. Nie wolno jej jednak otworzyć. „Czy tam jest on? Mój mąż” – pytają zrozpaczone kobiety. Nie dowiedzą się tego, muszą zaufać państwu.

Kostiuczenko opisuje rzeczywistość, którą mało kto chce zmieniać – obywatele Rosji przywykli do nieupominania się o swoje prawa. Ilu starych, schorowanych ludzi mieszka w Rosji? Tysiące. Przeszło 70 lat temu to właśnie oni wykrwawiali się w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Prezydent Władimir Putin o tym pamięta, dlatego zawsze 9 maja, w  Dzień Zwycięstwa, wysyła im pocztówkę. A jak żyją ci ludzie? Często tak jak opisani przez Kostiuczenko Jekatierina i Pawieł. W domu-ruderze, w zaduchu, brudzie, bez toalety i bieżącej wody. Z dziurawego dachu woda leje im się na głowę. „– Umierać trzeba, a śmierć nie przychodzi. Niełatwo jest umrzeć, najpierw trzeba się pomęczyć – mówi Jekatierina Aloszyna. – Dwie niezdatne do życia osoby mieszkają w niezdatnym do mieszkania domu. Lepiej by nas podpalili i wszystko”.

Kostiuczenko nie ogranicza się do perspektywy rosyjskich stolic – Moskwy i Petersburga. Pisze z odciętych od świata syberyjskich miejscowości i Kaukazu Północnego. Na Syberii są wioski, do których najbardziej potrzebne produkty transportuje się helikopterem. O takiej Rosji nie przeczytamy w polskiej prasie. W opisywanych przez Kostiuczenko regionach Syberii widać całą złożoność przemocy rosyjskiego państwa. Eksploatacja złóż ropy naftowej wypiera stąd rdzenną ludność, niszczy jej kulturę i tradycję

Czytając Przyszło nam tu żyć, trzeba zrobić sobie chwilę przerwy. Wziąć głęboki wdech.

Może się tak stać już na samym początku. Tom otwiera opowieść o homoseksualnym mieszkańcu Czeczenii. Z racji swojej orientacji mężczyzna został zatrzymany przez policję, więziono go, przesłuchiwano, torturowano (m.in. rażąc prądem). U kresu wytrzymałości psychicznej wyznawał Kostiuczenko, że jego jedyną winą jest to, iż „taki się urodził”. Co może zrobić osoba homoseksualna w tradycyjnym północnokaukaskim świecie? Musi uciekać, żeby przeżyć. W przeciwnym razie wyrok śmierci wykona na niej albo policja, albo własna rodzina (kara za zhańbienie rodu). W tym tekście najbardziej uderza jednak przywiązanie, patriotyzm, rodzaj szacunku, którym ofiara darzy własne państwo.

W reportażach Kostiuczenko nie ma zdań zbędnych, nużących opisów, refleksji na marginesie, znajdujemy to, co zwykło się nazywać „reporterskim mięsem”. Autorka jest wnikliwą obserwatorką, każdy z reportaży powstawał miesiącami, każdy jest warsztatowo dopracowany (na uwagę też zasługuje przekład Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz). Autorka uświadamia polskiemu czytelnikowi, że złożoności rosyjskiej rzeczywistości nie można zamknąć w jednym słowie: Putin. Niestety, polskie media, opisując ten kraj, ograniczają się praktycznie wyłącznie do perspektywy politycznej.

Warto raz jeszcze podkreślić, że Rosja to nie tylko Putin i patologia. W kraju tym żyją tysiące wspaniałych ludzi (pokroju Kostiuczenko). Codziennie podejmują – na różnych płaszczyznach – trud zmiany rzeczywistości, w której – jak pisze w jednym z reportaży Kostiuczenko – „przyszło im żyć”. Biorą na siebie obowiązki de facto należące do państwa. Są wolontariuszami, animatorami kultury, działają w trzecim sektorze. Gdyby ktoś chciał, mógłby przeniknąć w ich świat i napisać o nich książkę. Byłaby tak samo barwna i prawdziwa jak opowieść Kostiuczenko.

Jelena Kostiuczenko

Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji

tłum. Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020, s. 328


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter