70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dlaczego mam kłopot z Franciszkiem

Martwię się o atmosferę dezorientacji i wieloznaczności, która otacza papieża Franciszka. W większości przypadków rodzi ona podziały i konflikt, a nie prowadzi do rozstrzygających i jasnych świadectw jego papieskiej władzy.

Mateusz Burzyk, Michał Jędrzejek: Papież Franciszek jest głową Kościoła od pięciu lat. Pan nie kryje swego krytycyzmu wobec niego. Chcemy się dowiedzieć, dlaczego część katolików uznaje jego pontyfikat za – przynajmniej w niektórych obszarach – problematyczny. W szczególny sposób interpretuje Pan styl, w jakim Franciszek przewodzi Kościołowi. Bardziej niż jego południowoamerykańskie korzenie (to w końcu pierwszy papież wywodzący się z globalnego Południa) podkreśla Pan jego przynależność do zakonu jezuitów. Dlaczego miałoby to być tak ważne? 

Russell Ronald Reno: Jako porządnie uformowany jezuita papież Franciszek przyjął swobodne podejście do duszpasterstwa polegające na improwizowaniu i wybieraniu w zgodzie z osobistym przekonaniem, co w danym momencie należy powiedzieć i zrobić. W jednym z pierwszych wywiadów Franciszek określił Kościół jako „szpital polowy”. Oddaje to dobrze jezuicką skłonność do ruchliwości, sympatię do tego, co może być szybko zdemontowane i złożone na powrót. Św. Ignacy Loyola założył zakon prawdziwych księży-komandosów, którzy byli znani z elastyczności i zdolności do adoptowania się do różnych okoliczności. Ma to oczywiste zalety dla ludzi zaangażowanych w – używając terminu Franciszka – duszpasterstwo „na peryferiach”.

Papież nie jest jednak księdzem-komandosem, lecz głową Kościoła. Kościół zaś to instytucja, która ma 2 tys. lat, a nie tymczasowy szpital polowy.

Franciszek zdaje się lubować w robieniu rabanu, podczas gdy w rzeczywistości nasze czasy potrzebują duchowej stabilności i odnowienia poczucia wiarygodności Bożych obietnic złożonych w Chrystusie. Kościół pretenduje do trwałości. Bramy piekielne go nie przemogą. Mający za sobą 2 tys. lat tradycji urząd papieski jest symbolem tej trwałości. Nie powinien być wciąż wymyślany na nowo.

 

Spójrzmy na najważniejsze wątki bieżącego pontyfikatu. Franciszek zyskał popularność m.in. dzięki symbolicznym gestom oraz prostym, bezpośrednim i często spontanicznym wypowiedziom. Jakie zalety i wady dostrzega Pan w tym kontekście dla publicznego wizerunku papieża?

Jak już powiedziałem, Franciszek to improwizator. Inaczej niż św. Jan Paweł II, który posiadał porządną wiedzę filozoficzną, lub Benedykt XVI, którego formacja teologiczna była niezwykle głęboka, Franciszkowi zdaje się brakować jakiejś szczególnej intelektualnej podstawy. Jest on raczej poetą wiary niż systematycznym myślicielem. W tym tkwi jego siła. Posiada dar do formułowania uderzających i lotnych fraz. Na przykład: „Kościół nie może być partią czy organizacją pozarządową”. Ale niestety te spontaniczne wystrzały potrafią wracać rykoszetem, jak w przypadku słynnej wypowiedzi: „Kimże ja jestem, aby ich [gejów i lesbijki – przyp. red.] osądzać?”.

W swoim życiu często spotykałem się z różnymi błędnymi postawami. Część z tych ludzi, którzy posiadają systematyczne umysły i są intelektualnie wyćwiczeni, naśmiewa się z intuicyjnych myślicieli ze względu na ich subiektywizm i brak dyscypliny. Bywa jednak i na odwrót: poznałem geniuszy intuicji, którzy odrzucają systematycznych myślicieli jako ślęczących nad drobiazgami i krępujących wyobraźnię nudziarzy. Obawiam się, że Franciszek podpada pod tę drugą kategorię. Przedkłada on duszpasterstwo nad teologię oraz krytykuje rygoryzm i intelektualizm, określając je często jako przejawy faryzeizmu. Franciszek jest pragmatykiem (jak większość jezuitów). Chciałby uczynić jak najwięcej spraw plastycznymi i podatnymi, by duchowi wirtuozi mogli prowadzić rzesze ludzi w stronę większej wspólnoty z Bogiem w Chrystusie. Cel jest szlachetny, ale zbyt łatwo może okazać się oderwany od tradycji apostolskiej. Intuicja wymaga systematycznej dyscypliny, tak samo jak intelektualny rygor potrzebuje wyobraźni i intuicji.

 

Za jedną z największych zasług Franciszka uchodzi nowe podejście do kwestii ekologicznych i reinterpretacja biblijnego wezwania do „czynienia sobie ziemi poddanej”. Jak postrzega Pan znaczenie poświęconej tym zagadnieniom encykliki Laudato si’?

Przyznam, że ten dokument mnie rozczarował. Właśnie po jego lekturze uznałem, że pontyfikat Franciszka cechuje brak spójności i teologicznego rygoru. W encyklice znalazły się oczywiście dobre fragmenty, np. początek zainspirowany krytyką technokratycznego rozumu sformułowaną przez Romano Guardiniego. Ale, niestety, zakończenie to już pochwała zbiurokratyzowanego podejścia do zmian klimatycznych. Krótko rzecz ujmując, mam wrażenie, że papież Franciszek mówi jak radykał, ale sprzymierza się z eurokratami i zbiegowiskiem ze Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

Obawiam się, że ta niespójność stanowi odzwierciedlenie jego osobowości i skłonności do traktowania teologii i doktryny Kościoła jako surowych materiałów, które można retorycznie przekształcać zgodnie z duchowymi intencjami i wymogami politycznego manewrowania. Z tym przynajmniej mamy do czynienia w przypadku Laudato si’. Encyklika ta zestawia silne teologiczne gesty z zasadniczo pragmatycznymi politycznymi stanowiskami. Nie istnieje żadna intelektualna nadbudowa, która mogłaby połączyć jedno i drugie. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter