70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Niewidzialny łańcuch. O kilku wierszach Wisławy Szymborskiej

Typowy chwyt Szymborskiej: umieścić w roli obserwatora kogoś, kto widzi wyraźniej, inaczej, z oddalenia. Dopiero z oddalenia, z dystansu widać, co nas łączy z innymi stworzeniami: i my również czujemy na sobie ciężar czyjegoś okrucieństwa, i my jesteśmy więźniami na „utajonym łańcuchu”.

W wydanym pośmiertnie ostatnim tomie wierszy Wisławy Szymborskiej znajdzie się zapewne i ten, opublikowany przed dwoma laty w „Kwartalniku Artystycznym”. Zatytułowany Łańcuchy.

Dzień upalny, psia buda i pies na łańcuchu
Kilka kroków opodal miska pełna wody.
Ale łańcuch za krótki i pies nie dosięga.
Dodajmy do obrazka jeszcze jeden szczegół:
nasze o wiele dłuższe
i mniej widzialne łańcuchy,
dzięki którym możemy swobodnie przejść obok.

Motyw łańcucha pojawia się w tej poezji nie po raz pierwszy. Przypomnijmy Wywiad z dzieckiem z tomu Wszelki wypadek. W tamtym wierszu głównym bohaterem było dziecko, mały mistrz, który właśnie zjawił się na świecie. Mistrz ów dziwi się i złości, że wszystko, co istnieje, istnieje „tylko w jeden sposób”, w „pokornym stąd – dotąd”. „Mucha w pułapce muchy? Mysz w potrzasku myszy? / Pies nigdy niespuszczany z utajonego łańcucha?”. Każde istnienie jest uwięzione w swojej formie. Aby tę myśl uwyraźnić, poetka sięga po przykłady najbardziej pospolitych zwierząt, których los kojarzony bywa z ograniczeniem wolności. Lep na muchy, pułapka na myszy, łańcuch przykuwający psa do jego budy – stają się tu jednak symbolami czegoś, co jest ograniczeniem znacznie bardziej dramatycznym, bo nieuniknionym: istnienia, które znalazło się „w sytuacji okropnej, bo bez wyjścia z siebie”.

Mały mistrz nie wie, czy tak jest naprawdę. Być może świat nieruchomieje tylko wtedy, kiedy patrzy nań ludzkie oko. Nieuchwycony w pułapkę spojrzenia, żyje sobie inaczej, własnym życiem, nie chcąc „przyjąć do wspólnej zabawy” obcego – człowieka. Być może to sam człowiek nosi w sobie tę unieruchamiającą skłonność, a świat broni się przed uprzedmiotowieniem, demonstrując tylko to, co człowiek chce zobaczyć. Mały mistrz złości się, bo przeczuwa, że poza formami ukazującymi mu swoje niezmienne oblicze ukrywa się coś jeszcze, „bezużyteczny przepych, wzbroniona możliwość”. Wzbroniona jemu, no bo komu? A wraz z tym przeczuciem zjawia się też myśl o własnej ograniczoności. Mistrz krzyczy „i tupie tyloma nogami / iloma rozporządza – w tak wielkiej rozpaczy, / że mało by tu było i sześciu nóg chrabąszcza”.

„Utajonym łańcuchem” psa jest więc w Wywiadzie z dzieckiem jego psia forma. Zarówno pies, jak i człowiek są „niewolnikami” czegoś, co rozstrzygnięte zostało poza nimi. Mały mistrz to figura poety, który zdumiewa się i buntuje wobec takiego rozpoznania. W tomie Wszelki wypadek (ale też w innych książkach Szymborskiej) jest więcej takich wierszy, których tematem jest istnienie „zanadto w jednej osobie”, niemożność wyjścia poza własną subiektywność, forma, która oddziela nas od pozostałych istnień, choć jednocześnie – przez wspólnotę losu – jakoś nas z nimi łączy. „Czemu / nie obok ani sto mil stąd”, zastanawia się poetka w wierszu Zdumienie, „nie wczoraj ani sto lat temu / siedzę i patrzę w ciemny kąt / – tak jak z wzniesionym nagle łbem / patrzy warczące zwane psem?”. A w zakończeniu tomu, w wierszu Pod jedną gwiazdką, składa znamienne wyznanie: „Przepraszam wszystko, że nie mogę być wszędzie. / Przepraszam wszystkich, że nie umiem być każdym i każdą”.

Egzamin dojrzałości

Jest jeszcze starszy i znacznie bardziej znany wiersz Szymborskiej, w którym pojawia się motyw łańcucha: Dwie małpy Bruegla z tomu Wołanie do Yeti (1957).

Tak wygląda mój wielki maturalny sen:
siedzą w oknie dwie małpy przykute łańcuchem,
za oknem fruwa niebo
i kąpie się morze.

Zdaję z historii ludzi.
Jąkam się i brnę.

Małpa, wpatrzona we mnie, ironicznie słucha,
druga niby to drzemie –
a kiedy po pytaniu nastaje milczenie,
podpowiada mi
cichym brząkaniem łańcucha.

Wiersz ten jest z pozoru bardzo łatwy do zinterpretowania. Odwołuje się do konkretnego dzieła, które samo obrosło komentarzami. Niewielki obraz Bruegla powstał w 1562 r. i według części komentatorów odnosi się do konkretnego wydarzenia z historii Antwerpii. Większość piszących wyczytywała w nim jednak sens ogólniejszy; motyw małp skutych łańcuchem nie był oryginalnym pomysłem Bruegla, malarz nadał mu jednak niepowtarzalny charakter, umieszczając uwięzione zwierzęta w oknie z widokiem na miasto i rzekę. „Dwie małpy odzwierciedlają tu ludzką egzystencję, która sama w sobie jest już karą i niedolą”, pisał Carl Gustav Stridbeck; podobny pogląd znaleźć można w wielu monografiach poświęconych twórczości Bruegla.

Znajdujący się w Staatliche Museum w Berlinie obraz rzeczywiście robi ogromne wrażenie. Decydujące znaczenie ma tu nie sam motyw, ale kompozycja: jedna małpa przygląda się patrzącemu, druga jest odwrócona tyłem. Układ ciał tworzy – w zależności od interpretacji – koło lub spiralę. Pośrodku tego koła znajduje się żelazne ogniwo, do którego przyczepione są łańcuchy. Jasne, niemal impresjonistyczne tło sprawia, że uwaga patrzącego skupia się przede wszystkim na małpich głowach zakończonych czerwonymi czuprynkami. W dali pomiędzy nimi widać przepływające łodzie z podniesionymi żaglami. Na parapecie okna leżą skorupy rozłupanego orzeszka. Można odnieść wrażenie, że małpa odwrócona przodem do widza zagadkowo (ironicznie, szyderczo) się uśmiecha. Tak zresztą jej spojrzenie odczytuje poetka.

Wiersz Szymborskiej oparty jest na bardzo ciekawym koncepcie. Nie jest to zwykła poetycka ekfraza, jest to interpretacja dzieła poprzez mocne indywidualne doświadczenie: „Tak wygląda mój wielki maturalny sen…”. Taki sen, w którym człowiek nieoczekiwanie staje przed komisją, losuje pytania i czuje w głowie pustkę, wiąże się z silnymi emocjami: pojawia się nie tylko przed egzaminem dojrzałości, ale również wiele lat po nim, kiedy, wydawałoby się, stres już dawno minął. Obraz Bruegla łączy się ze wspomnieniem egzaminu – i sam staje się takim egzaminem. Poetka zdaje wobec małp egzamin „z historii ludzi”. Już samo to jest dostatecznym powodem zawstydzenia; historia nie interesuje się zwierzętami, ich cierpienia nie mają znaczenia, nie opisuje się ich i nie bada. Zwróćmy uwagę, że w pierwszej strofie poetka dyskretnie ożywia widok, który jest tłem obrazu: „za oknem fruwa niebo / i kąpie się morze”. Wszystko, co żyje, ma tutaj swoją autonomię, prawo do istnienia na równi z człowiekiem. Ale w spisanej „historii ludzi” jest inaczej.

Tyle że również dla samych ludzi historia wcale nie jest łaskawa. Jak o niej mówić, żeby nie pominąć niczego, co ważne? A co jest ważne? To, że człowiek jest niepowtarzalny i kruchy zarazem? Że doznaje bólu i ból zadaje? Nie wiemy jednak, jakie pytania padły w trakcie egzaminu. Wiemy tylko, że odpowiadająca jąka się, zacina, w końcu milknie. To, o czym miała mówić, przerosło ją. W ciszy, jaka nastąpiła po kolejnym pytaniu, słychać brzęk łańcucha – podpowiedź. Podpowiedzi mają to do siebie, że można je rozmaicie zrozumieć. Czy chodzi o to, o czym pisali historycy sztuki, interpretujący obraz Bruegla jako alegorię ludzkiego losu? Czy może o coś jeszcze?

Szymborska zdawała maturę na tajnych kompletach wiosną 1941 r. Wśród przedmiotów objętych egzaminem ustnym była również historia. Zdawać maturę z historii w środku wojny? Dla jednych może był to powód do dumy, dla innych mógł to być powód zawstydzenia. To, co opisano spokojnym tokiem na kartach podręczników, nijak się ma do tego, czym takie lub inne wydarzenie było naprawdę. Czy wiersz jest reminiscencją tamtego okupacyjnego doświadczenia? A może chodzi o „egzamin”, jakim dla poetki były lata powojenne? A może o „egzamin”, którym jest każde spotkanie z prawdziwym dziełem sztuki? Tak czy owak, mamy tu do czynienia z dwiema perspektywami. Jedna jest bardziej osobista: to perspektywa jednostki, która staje wobec historii, niedającej się ogarnąć, pojąć i opisać. Nasz własny łańcuch przykuwa nas bowiem do konkretnej chwili, do konkretnego momentu w dziejach. Druga jest bardziej uniwersalna: to ujęcie całej ludzkiej egzystencji jako niewoli. Życie ludzkie jest „życiem na łańcuchu”; można próbować o tym zapomnieć, ale historia raz po raz boleśnie nam o tym przypomina.

To, co niewidzialne

Przywołany na początku nowy wiersz Szymborskiej klimatem zbliżony jest raczej do Dwóch małp Bruegla niż do tego, co poetka pisywała w ostatnim czasie. Oszczędnemu rysunkowi towarzyszy ostrożne wnioskowanie; nie dostajemy tu aforyzmu, raczej swoiste „uzupełnienie” tego, co zaobserwowane. Bo w końcu jest to, co widać, i to, czego zobaczyć, ot tak, nie sposób. To, co widać, to obrazek ludzkiego okrucieństwa: w upalny dzień pies czuwa przy budzie, nie mogąc ugasić pragnienia, bo ktoś za daleko odsunął miskę z wodą. Czy zrobił to celowo, możemy się tylko domyślać; miska jest pełna, a to znaczy, że ktoś uzupełnił jej zawartość, po czym zostawił w odległości większej, niż wynosi długość łańcucha. (Podobną scenę można zobaczyć w filmie Anki i Wilhelma Sasnalów Z daleka widok jest piękny, tyle że tam jedna z bohaterek najpierw wylewa zawartość miski, a następnie podwiązuje psu łańcuch.)

To, czego nie widać, to ludzki los, po części zbieżny z psim, częściowo jednak odmienny. Ludzkie łańcuchy, czytamy, są „o wiele dłuższe” i „mniej widzialne”, niemniej pozostają łańcuchami. Człowiek ma na tyle swobody, by samodzielnie podejmować niektóre decyzje – w tym wypadku: czy okazać współczucie zwierzęciu, czy też beztrosko je minąć. Gdzieś w tyle głowy zjawia się jednak myśl, że i człowiek ma swoje „miski z wodą”, że i w jego przypadku długi łańcuch niekiedy okazuje się za krótki. To zresztą typowy chwyt Szymborskiej: umieścić w roli obserwatora kogoś, kto widzi wyraźniej, inaczej, z oddalenia. Dopiero z oddalenia, z dystansu widać, co nas łączy z innymi stworzeniami: i my również czujemy na sobie ciężar czyjegoś okrucieństwa, i my jesteśmy więźniami na „utajonym łańcuchu”.
Owszem, ten wiersz kończy jakby westchnienie ulgi: „możemy swobodnie przejść obok”. Ale to tylko ulga, nie usprawiedliwienie czy uzasadnienie. Cały obrazek jest zresztą tak narysowany, żeby zanadto nie przerazić, raczej zastanowić. Może zarysowana paralela jest fałszywa? W końcu czy to pierwszy raz wzruszył kogoś widok psa przywiązanego do budy? Można powiedzieć, że z wnętrza tego wiersza patrzy na nas małpa namalowana przez Breugla. Uważne ślepia i wyszczerzone zęby nie pozwalają jednoznacznie odczytać, co maluje się na jej twarzy – kpina?, rozbawienie?, politowanie? Twarz ta zmusza jednak do uwagi: patrz, jakbyś widział po raz pierwszy. Myśl, jakbyś po raz pierwszy myślał. Lekkość opisanej sceny jest tylko pozorna, ma cię ośmielić, żebyś nie bał się wejść w głąb.
Najlepszy wiersz przykuwa nas do siebie jak łańcuch.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter