70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Horyzont Václava Havla

Chciałbym wierzyć, że doczekamy się kiedyś swojego Havla. I że jeśli się pojawi  będziemy potrafili docenić go za to, za co ceniliśmy zmarłego prezydenta Czech: że uparcie wskazywał horyzont odleglejszy niż nasze dziś i jutro.

Czytając relacje z pogrzebu czeskiego prezydenta, przypomniałem sobie jego własny zapisek z kwietnia 2005 r., zamieszczony w książce Tylko krótko, proszę. Zapisek został sporządzony w Waszyngtonie, Havel wspomina w nim, że dzień wcześniej oglądał w telewizji pogrzeb Jana Pawła II. „Znałem Papieża, a nawet ośmielam się powiedzieć, że byliśmy przyjaciółmi”, pisze, „i chyba właśnie dlatego nie byłem w stanie bardzo rozpaczać z powodu jego śmierci. Czułem bowiem wprost fizycznie, że z wielkim spokojem w duszy odchodzi tam, dokąd – jak wiedział – zawsze dążył: do drugiego (lepszego) świata. Ameryka jest jednak krajem szczególnym. Jest bardzo pobożna, a jednocześnie potrafi spokojnie znieść, że bezpośrednia transmisja z pogrzebu Papieża jest przerywana reklamami, i to bardzo często takimi, które on przez całe życie krytykował. Patrzyłem na to z wielką niechęcią, coraz bardziej z tego powodu cierpiałem [oba podkreślenia – W. B.], aż w końcu zdecydowałem się wyłączyć telewizor”.

Relacja publicysty „Gazety Wyborczej” Mariusza Szczygła z pogrzebu Havla zaczyna się od spostrzeżenia, że w tym dniu na wszystkich praskich citylightach zamiast reklam znalazło się sławne zdjęcie zmarłego prezydenta, na którym widać jego postać oddalającą się w stronę morza.

We wspomnianej książce Havel opisuje jeszcze jedną znamienną scenę. Oto zdarzyło mu się występować przed przedstawicielami największych ponadnarodowych korporacji, jak pisze – „prawdziwych władców współczesnego, globalnego świata”. Wystąpienie było bardzo ostre, autor Siły bezsilnych surowo skrytykował sposób postępowania tego typu instytucji, „ich bezwzględność, unifikację świata, wszechobecną dyktaturę reklamy i zysku”. Spodziewał się, że zostanie przyjęty chłodno, ale po ostatnim zdaniu zerwała się burza oklasków. Dlaczego klaskali? – zastanawia się w swej notatce Havel. Czy oklaskiwali go jako „ikonę”, bohatera szczególnej, nieco bajkowej historii, który z dysydenta stał się prezydentem? Czy bili brawo samym sobie w przekonaniu, że są tak pewni swej władzy i jednocześnie tak wspaniałomyślni, że stać ich na to, by wynająć nawet tak ostrego krytyka ich poczynań? A może coś jednak do nich dotarło? „Wcale nie wykluczam, że bili mi brawo, bo się ze mną zgadzali i cieszyli się, że ktoś to powiedział za nich. Być może bowiem wielu z nich w swym działaniu nie wyraża własnego poglądu na świat i na to, jak powinien się on rozwijać, lecz są jedynie wleczeni przez gigantyczny, »samorzutny« napęd współczesnej cywilizacji, któremu, co prawda, nie mają odwagi się przeciwstawić (…), ale którego dwuznaczności są doskonale świadomi”.

W zdaniach tych, jak śmiem sądzić, zapisane zostało to, co było źródłem szczególnego optymizmu, jakim Havel emanował. Niesłychanie krytyczny wobec wielu zjawisk współczesnego świata, nie szczędzący gorzkich słów ani swoim rodakom, ani tym, którzy decydują o kształcie cywilizacji, wierzył jednocześnie, że w człowieku można obudzić świadomość, iż to, jak postępuje, „nie wyraża tak naprawdę jego poglądu na świat”, nie jest zgodne ani z tym, co uważa za słuszne, ani z tym, czego w głębi ducha pragnie.
Krótko mówiąc, Havel wierzył w obudzone ludzkie sumienie.

„Absolutny horyzont”

Trzeba podkreślić, że był on surowym krytykiem tzw. świata zachodniego już jako opozycjonista. Jego pisane w latach 70. i 80. artykuły i szkice były poświęcone zarówno rozmaitym aspektom totalitaryzmu, jak kwestii szerszego moralnego i duchowego kryzysu współczesności. W głośnym eseju Polityka i sumienie nazywał systemy totalitarne „awangardą bezosobowej władzy, ciągnącej świat po swym irracjonalnym torze, na którego poboczach nie ma nic poza zdewastowaną przyrodą i wyrzutniami rakiet”. Najmocniejszym zarzutem wobec władzy komunistycznej w sławnym liście do Gustáva Husáka z 1975 r. było oskarżenie jej o to, że wybrała „kurs na entropię”, brutalne tłumienie wszystkiego, co jest przejawem „życia”, w szczególności – duchowych aspiracji człowieka. Ale podobny zarzut pojawiał się także w artykułach takich jak Thriller, gdzie Havel opisywał świat, który zabrnął w ślepy zaułek, próbując wypchnąć poza swój obręb tajemnicę, o której mówią mity i religie. Wraz z ich odrzuceniem, usunięto ze świata również „jaki taki ład”, który zaprowadzały „w mrocznej sferze naszego bytu”. To, czym nowożytny rozum usiłuje ów dawny ład zastąpić, pisał Havel, „wciąż na nowo okazuje się błędne, fałszywe i zgubne, ponieważ zawsze w jakiś sposób pokątne, namiastkowe, bez korzeni, bez ontologii oraz bez moralności, a nawet wprost śmieszne, jak kult Istoty Najwyższej podczas rewolucji francuskiej, kolektywistyczny folklor systemów totalitarnych lub ich solennie realistyczna sztuka”.

Egzorcyzmowane przez ów płytki „racjonalizm” demony wracają do świata ze zdwojoną energią, nic już bowiem – żaden absolutny horyzont – nie ogranicza im swobody ruchu. „Krótko mówiąc”, pisze Havel w Thrillerze, „demony robią, co chcą, podczas gdy bogowie kryją się trwożnie w ostatnim przytulisku, które im pozostało, a które zwie się »ludzkim sumieniem«”.

We wspomnianej relacji z pogrzebu Mariusz Szczygieł cytuje znamienny dialog. „Dwa małżeństwa po sześćdziesiątce rozmawiają, dlaczego były prezydent ma katolicki pogrzeb. – No przecież był bierzmowany i ochrzczony – mówi pierwsza kobieta. – Ale nigdzie nie mówił, że wierzy w Boga! – zaprzecza druga. – No przecież – włącza się pierwszy mężczyzna – cały czas nadawał o Bogu. – Nie o Bogu, nie o Bogu. Havel mówił: »Absolutny horyzont nazywany Bóg« – wyjaśnia drugi mężczyzna. – No, ale jednak słowa »Bóg« używał – triumfuje pierwsza kobieta”.

O wierze Havla mówić mogą tylko ci, którzy znali go najbliżej. Jak abp Dominik Duka, który o sprawach religii dyskutował z nim w więziennej celi, czy ks. Tomáš Halík, który na te same tematy rozmawiał z Havlem podczas tajnych spotkań intelektualistów. Jedno wszakże nie ulega wątpliwości: jego uparte domaganie się uznania dla owego „absolutnego horyzontu”, który osądza nasze uczynki, i „tajemnicy”, która sprawia, że w swoich działaniach i sądach jesteśmy ostrożniejsi i bardziej uważni. Życie społeczne, z którego znika wymiar „tajemnicy”, staje się życiem spłaszczonym i nieodpornym na pokusy zawładnięcia jednymi przez drugich, życiem, którym rządzą prawa i zasady formułowane wyłącznie przez ekonomię i nauki polityczne.

Wizja większa niż ego

Dlatego zresztą, choć bywał surowym krytykiem tego, co działo się współcześnie, nie mógłby być, jak sądzę, patronem np. dzisiejszych „oburzonych”. A przynajmniej nie tych spośród nich, którzy mówią wyłącznie językiem buntu. Proponował drogę znacznie trudniejszą, dookolną: wskrzeszania języka powinności i odpowiedzialności, wzywania do duchowej i moralnej odnowy, do przemyślenia podstaw współczesnej cywilizacji i wnikliwej analizy procesów, które zachodzą dziś w wymiarze globalnym. Z doświadczenia wiedział, że nader często „buntownicy” albo wchodzą w zastane struktury, albo niezdolni do określenia, na czym miałaby polegać alternatywa, poprzestają na samym gniewie. „Jestem bardzo konstruktywnym typem człowieka i nie potrafiłbym burzyć czegoś ot tak sobie, nie wiedząc, po co to ma być zburzone”, mówił w rozmowie z Karelem Hvížd’alą.

Chciałbym wierzyć, że jeśli my, Polacy, byliśmy skłonni krzyczeć: „Havel na Wawel!”, to właśnie dlatego, że imponował nam ten „idealistyczny konstruktywizm” czeskiego prezydenta. Mieliśmy w polityce dość osobistych ambicji, gestów emocjonalnych i nietwórczych. Tęskniliśmy – i zapewne nadal tęsknimy – za kimś, kto miałby wizję większą niż ego. I kto, jak Havel, przypominałby, że obowiązkiem polityka jest nie tyle być sprawnym w pognębianiu przeciwnika, ile przede wszystkim „budzić w ludziach ich dobre cechy”. Chciałbym też wierzyć, że doczekamy się kiedyś swojego Havla. I że – jeśli się pojawi – będziemy potrafili docenić go za to, za co ceniliśmy zmarłego prezydenta Czech: że uparcie wskazywał horyzont odleglejszy niż nasze dziś i jutro.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata