Subskrybuj
Różne typy zegarów szwarcwaldzkich. fot. zbiory autora
Prof. dr hab., pracownik naukowy Wydziału Polonistyki UJ. Anglista i polonista przekwalifikowany na niderlandystę i historyka sztuki. Znawca dawnej kultury holenderskiej, tłumacz literatury niderlandzkiej, zbieracz fajansów, książek i rupieci. Opublikował 25 książek (w tym 10...

Tykanie w Czarnym Lesie

Czas mija, ucieka, goni nas, tracimy go, zabijamy lub najczęściej cierpimy na jego brak. Do chwili gdy dowiadujemy się, że zostało go nam już niewiele, jest on niemal przezroczysty.

Wszelka cnota doprowadzona do przesady może stać się wadą uciążliwą dla bliźnich – tak mniej więcej ma się sprawa z moją punktualnością. Spóźniłem się raptem kilka razy w życiu i zawsze przypłacałem to poczuciem winy. Na dworcu zjawiam się 40 min przed pociągiem, a na spotkania przychodzę przed czasem (wyobraźnia tworzy przecież niezliczone przypadki losowe). Niestety, siłą rzeczy, oczekuję tego samego od innych. Niefrasobliwych gości witam co prawda promienną miną i staram się ukryć irytację, ale z wizyty zaczynam się cieszyć dopiero po dobrej chwili. Moja przyjaciółka do dziś wspomina kartkę włożoną dawno temu w drzwi, na której napisałem „Agusiu, fugit tempus, fugiunt anni, czekam na Ciebie w kolejce po lody na Starowiślnej”. Sterroryzowałem w ten sposób wszystkich znajomych, którzy wiedzą, że jeśli napiszą, że spóźnią się chwilę, dostaną w odpowiedzi pytanie: „A czy ta chwila będzie trwać trzy, siedem czy dziesięć minut?”. Jeszcze kilka lat temu rozpoczynałem wykład, patrząc na sekundnik i jednocześnie zamykając drzwi do sali na klucz. Później przestałem – dowiedziałem się, że w ten sposób łamię przepisy przeciwpożarowe. Przede wszystkim jednak na starość zaczęły mi się stępiać kły i pazury i robię się coraz bardziej wyrozumiały; przyjąłem też do wiadomości, że niektórzy ludzie spóźniać się będą zawsze i nic nie jest w stanie tego zmienić. Co ciekawe, choć mam do punktualności podejście rygorystyczne, w moim domu nie słychać żadnego „tik-tak”.

Wszystkie zegary (a jest ich 19) celowo unieruchomiłem, gdyż tykają i biją zbyt głośno, bym mógł się skupić, nie mówiąc już o spaniu.

Warto przy tym zwrócić uwagę na pewien trik stosowany przez reklamodawców – jeśli ustawimy wskazówki na godzinę 10:09 (którą nocne marki niechybnie wezmą za 22:09), na cyferblacie ułożą się one w kształt zachęcającego uśmiechu.

Kłopoty z czasem

Czas mija, ucieka, goni nas, tracimy go, zabijamy lub najczęściej cierpimy na jego brak. Do chwili gdy dowiadujemy się, że zostało go nam już niewiele, jest on niemal przezroczysty. Mało kto zdaje chyba sobie też sprawę, że sposób, w jaki postrzegamy jego upływ, zależy od miejsca wychowania. Stawiające na obowiązek kultury monochroniczne, do których należą kraje protestanckie (a także Japonia i Chiny), żyją według terminarza i zegarka. Z kolei w kulturach polichromicznych, takich jak Włochy, Hiszpania, cała Ameryka Łacińska, Afryka, kraje arabskie i większość Azji, liczy się chwila, czas traktuje się spontanicznie, dopuszcza spóźnianie się lub przedłużanie spotkań. Innymi słowy, do relacji międzyludzkich przywiązuje się znacznie większą wagę niż do punktualności. Ponadto na szeroko rozumianym…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kiedy w Polsce będą Chiny