fbpx
Marta Duch-Dyngosz październik 2020

Uwolnić się od inteligenckiej chłopofobii

Osiem lat temu przygotowaliśmy numer „Znaku” Wszyscy jesteśmy chłopami. Czuliśmy wtedy, że odkrywamy ważny temat. Od tego czasu teza o chłopskim pochodzeniu Polaków stała się publicystycznym banałem. Jednocześnie pojawiły się też istotne książki i artykuły, które rzuciły na nią nowe światło.

Artykuł z numeru

Wiesław Myśliwski. Słuch absolutny

Czytaj także

Marta Duch-Dyngosz

Zapomniana genealogia Polaków

Podsumowanie debaty na temat znaczenia chłopskiego pochodzenia Polaków jest dla mnie okazją, by skonfrontować się z tezami artykułu pt. Zapomniana genealogia, który napisałam osiem lat temu do Tematu Miesiąca Wszyscy jesteśmy chłopami (nr 684). Dziś widzę, że wypowiedziałam się wtedy ze środka dominującego dyskursu szlachecko-inteligenckiego. Nawoływałam współczesną klasę średnią do uświadomienia sobie, a zarazem przepracowania chłopskich korzeni. W dużym stopniu posłużyłam się wyobrażeniami o wiejskości jako kulturowym defekcie. W takim ujęciu to mentalność chłopska stoi na drodze do pełnej modernizacji, jest odpowiedzialna za niski poziom zaufania społecznego, słabą obywatelskość, rozpasany konsumpcjonizm.

Dziś piszę ten tekst z innego miejsca. Choć wychowałam się w dużym mieście, to nie w Krakowie, gdzie mimo że spędziłam niemal połowę życia, wciąż daleko mi do poczucia swojskości. Nawet jeśli moja genealogia pozostaje w dużej części nieodkryta, to korzenie chłopskie nigdy nie były w niej tajemnicą. Bliskie mi jest wrażenie nieadekwatności i poczucie wstydu doświadczane w procesie aspirowania do elity intelektualnej. Stopniowe odnajdywanie własnego głosu nie byłoby możliwe bez dyskusji, którą otworzyliśmy kilka lat temu w „Znaku” o organizującej polską kulturę i tożsamość opozycji „pan–cham”. Tomasz Zarycki i Rafał Smoczyński w książce pt. Totem inteligencki. Arystokracja, szlachta, ziemiaństwo w polskiej przestrzeni społecznej (2017) przekonują, że za tą podstawową hierarchią, współcześnie nieprzekładającą się prosto na konkretne grupy społeczne, takie jak szlachta, chłopstwo czy mieszczaństwo, stoi nieliczna elita inteligencka. To ona, redefiniując etos szlachecki, zdemokratyzowała go i uczyniła uniwersalnym. W ten sposób upowszechnił się model obywatelstwa oparty na figurze postszlacheckiego inteligenta. To kultura szlachecka scaliła polską wspólnotę, nie mieszczańska, jak stało się na Zachodzie. Zarycki i Smoczyński interpretują upowszechnienie tego modelu jako wyraz lokalnej historii społecznej, czegoś oryginalnego, nie jako przejaw fałszywej świadomości, jak patrzy na tę kwestię lewicowa elita przywołująca pamięć o pańszczyźnie i kulturze chłopskiej.

Zarycki i Smoczyński mają rację, pokazując, jak dyskutujący o wiejskiej genealogii Polaków intelektualiści sami sięgają po wyobrażenia chłopskości, ukształtowane przez kulturę szlachecko-inteligencką, która dziś – jak rozumiem tezę autorów – jest po prostu kulturą polską. Uważam zarazem, że fakt rozpowszechnienia w naszym społeczeństwie modelu obywatelskiego opartego na tradycji szlacheckiej, nie powinien nas odwieść od kształtowania przestrzeni publicznej, gdzie mogłyby się wyrazić inne opowieści o naszej wspólnocie. Najlepiej cel proponowanych w tym artykule poszukiwań wyznaczają pytania postawione przez Przemysława Czaplińskiego w Resztkach nowoczesności. Dwóch studiach o literaturze i życiu (2011).

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się