70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. z archiwum autora

Co myślą drzewa?

Lubi ten czas. Kiedy wiatr targający czubkami drzew zwiastuje ostateczny koniec lata. Gdy trzeba wyjąć z szafy nieprzemakalną kurtę, a każde wyjście z synem na placyk zabaw opóźnione jest gorączkowym poszukiwaniem czapki dla malca. Czapka znajduje się zawsze w zupełnie innym miejscu, niż się obaj spodziewają. 

Jest wczesny poranek, Kajetan Rost stoi przy oknie z kubkiem kawy i nigdzie nie idzie. Po prostu nie mógł już spać. Perspektywa uliczki niknie jeszcze w mroku. Ciemną szarość przedświtu rozrywają jedynie regularne eksplozje świateł awaryjnych furgonetki rozwożącej pieczywo. Rost widzi kierowcę, który uwija się przy skrzynkach z bułkami. W kąciku ust mężczyzny żarzy się ognik papierosa. W pewnym momencie tamten zatrzymuje się w swojej krzątaninie i spogląda w górę.

Rost przenosi wzrok z mężczyzny na drzewa. Wielkie topole stojące przy ulicy uginają się pod naporem wiatru. Złapał się ostatnio, że coraz częściej się przy nich (na nich) zatrzymuje. Bywają takie momenty w natłoku codziennych spraw, że Rosta zaskakuje wręcz ich istnienie. Żyje wszak w kraju, który nienawidzi drzew. Jego medialna bańka codziennie puchnie od przygnębiających informacji o kolejnych wycinkach. Drzewa w kraju Kajetana Rosta to zasób, który się pozyskuje. Gdy któregoś dnia Rost uświadomił sobie, że większości drzew w jego kraju nie jest dane osiągnąć pełnej dorosłości, nie mógł pozbyć się wrażenia, że to dokładnie tak jak z uśmiercaniem mlecznych cieląt. Ich mięso jest wszak najdelikatniejsze. Wzdrygało nim to nawet wtedy, gdy jeszcze mięso jadał.

Ta pączkująca w nim czułość względem drzew trochę go przestraszyła. Kojarzyła mu się bowiem z tymi dziwnymi ludźmi, którzy odziani w lniane szaty, przytulają się do brzóz. Nie zna ani jednej takiej osoby, szczerze mówiąc, nigdy nikogo takiego nawet nie widział. Uważa jednak takie zachowania za skrajnie pretensjonalne. Kajetan z ostrożnością podszedł więc do przemiany, która w nim zaszła. Wzruszały go jednak te drzewa. Nic nie mógł na to poradzić. Wzruszało go to, że po prostu są obok.

Z czasem przyswoił sobie kilka naukowych faktów. Rośliny żyją na Ziemi ok. 700 mln lat.

Stanowią 90% biomasy na naszej planecie.

Większość ich gatunków potrafi przetrwać zniszczenie na wielką skalę. Pozbawienie części ciała nie skutkuje w przypadku roślin śmiercią. Potrafią się przeorganizować, podzielić, rosnąć dalej i rozmnażać.

Żadna z tych sztuk nigdy nie udała się człowiekowi.

Jeżeli przedłużanie gatunku i sukces reprodukcyjny jest podstawowym celem istnienia żywych istot na tym padole, pomyślał Rost, to trudno nie odnieść wrażenia, że człowiekowi idzie w tym wyścigu zdecydowanie gorzej niż roślinom. Że to one rządzą, a nie on.

Choć człowiek oczywiście myśli inaczej.

A co one myślą? – pomyślał, dopijając kawę, i od razu uświadomił sobie absurdalność tej refleksji. Lniani przytulacze drzew dziarsko wkroczyli w horyzont wyobraźni z tryumfalnymi uśmiechami na twarzach. Odpędził ich. W pytaniu o to, co myślą drzewa, objawiła się Rostowi cała groza osuwającego się spod nóg gruntu. Fundamentu, na którym stał świat. Bo pojedynczo może nie myślą nic. Ale co myśli las? Albo park? Naukowcy już wiedzą, że drzewa potrafią się ostrzegać przed niebezpieczeństwem, odczuwać strach i dzielić zasobami – wodą i mikroelementami. Do takich wymian dochodzi także między gatunkami.

„Rozum czy inteligencja to nie jest rzecz. Nie można jej znaleźć lub analizować” – przeczytał Rost u swojej ulubionej Ursuli K. Le Guin. Jej książki, w latach 90. wydawane w koszmarnie obciachowych okładkach, zalegały w jego biblioteczce. Ostatnio jakoś częściej do nich wracał. W opowiadaniu Szerzej niż imperia i wolniej znalazł własne zakreślenie sprzed lat, które wprawiło go w zaskoczenie: „Przypuśćmy rzecz niemożliwą – mówił jeden z bohaterów opowiadania – że nie wie pan nic o budowie mózgu zwierząt i dostał pan do zbadania jedno włókno nerwowe albo jedną wypreparowaną komórkę mózgu. Czy miałby pan szansę odkryć, co to jest? Czy poznałby pan, że ta komórka jest nosicielem inteligencji?”

Pytanie było retoryczne. Rost uśmiechnął się do siebie. To było nawet wyzwalające, uświadomienie sobie własnej gatunkowej małości. Człowiek posiadł moc zamykania niektórych ścieżek ewolucji poprzez wyniszczanie całych ekosystemów. Opanował technologie, które mu na to pozwalają. Ale niby dlaczego to akurat ta zdolność miałaby dowodzić jakiejś wyższości nad innymi gatunkami?

Patrząc na rozszumiane pierwszym jesiennym wiatrem topole, Rost zrozumiał, że jesteśmy raczej ślepą uliczką ewolucji, a nie jej najdoskonalszym osiągnięciem. I że koniec świata, którego tak okropnie się bał, będzie jedynie końcem człowieka. Świat sobie lepiej poradzi bez niego.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter