Sir John Everett Millais / Ofelia / Domena publiczna
Krzysztof Wołodźko kwiecień 2022

Kontrkultura i chrześcijaństwo. Opowieść nieoczywista

Wśród bohaterów Bezkresu poranka znajdziemy Jima Morrisona, św. Jana z Ávili i Koheleta. Rzadko kto dziś tak pisze, ma dość śmiałości i wyobraźni, by patrzeć oczyma wielu różnych poetów, teologów, mistyków, by próbować zrozumieć, dlaczego człowiek może przeżywać sam siebie jako pobożnego i bezbożnego.

Artykuł z numeru

Neuronauka i neurobzdury

Czytaj także

Tadeusz Zatorski

Wirtuozi bez partytur

Gdybym powiedział, że wychowałem się na Jesus Christ Superstar, kontrowersyjnej rock operze Andrew Lloyda Webbera i Tima Rice’a, byłaby to przesada. Niemniej od nastoletnich lat był to dla mnie ważny punkt odniesienia w postrzeganiu zarówno amerykańskiej kontrkultury, jak i możliwości rozumienia i interpretacji chrześcijańskiej doktryny. Dziś wydaje się to niezwykłe, ale telewizja publiczna w Polsce po raz pierwszy pokazała ten musical bodaj w 1. poł. lat 90., gdy na Woronicza 17 rządzili tzw. pampersi, czyli zdecydowanie konserwatywni młodzi politycy i inteligenci. Byli wśród nich Wiesław Walendziak, Grzegorz Górny, Andrzej Horubała. Dla wielu z nich amerykański ruch lat 60. XX w. także był punktem odniesienia – nawet jeśli mocno polemicznym, to wciąż dało się odczytać ich niegdysiejsze fascynacje i zauroczenia.

Z tym większą ciekawością sięgnąłem po książkę Bezkres poranka. O teologii poetyckiej i teologiach kontrkultury autorstwa Michała Gołębiowskiego, historyka literatury, eseisty i pisarza związanego z redakcją „Christianitas”. Najważniejsze wśród katolickich tradycjonalistów, wiernych Rzymowi, pismo idei w Polsce nie kojarzy się przecież z amerykańską kontrkulturą, pełną niespokojnych duchów, psychodelicznych idei i synkretycznych religijnie przekonań. Wydawać by się mogło, że żelazną zasadą wśród ludzi tego środowiska będzie raczej Tertuliańskie: Quid ergo Athenis et Hierosolymis? Quid academiae et ecclesiae? Quid haereticis et Christianis? („Co mają wspólnego Ateny i Jerozolima? Akademia i Kościół? Heretycy i chrześcijanie?”).

Kim są bohaterowie Bezkresu poranka? Znajdziemy wśród nich Jima Morrisona, Tadeusza Micińskiego, Williama Szekspira, Walta Whitmana, św. Jana z Ávili. Autor sięga też po poezję baroku, listy Jana III Sobieskiego do Marysieńki, po teksty św. Jana od Krzyża i Koheleta. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że miłośnicy ścisłych odróżnień i  matematycznej precyzji  – zdarzają się tacy / takie również wśród humanistów – zastanawiają się, czy to eseistyczne silva rerum da się obronić. Czy autor nie stara się opowiedzieć zbyt wielu światów naraz, zbyt wiele jego stron nie próbuje zmieścić w swoich poetycko-teologicznych medytacjach? Zapewniam, że znać w tym kunszt młodego naukowca o  rzetelnym akademickim wykształceniu. Co ważne, mamy do czynienia z książką, która nieprędko się zestarzeje: decyduje o tym nie tylko ponadczasowy, uniwersalny wymiar poruszanych w niej zagadnień, ale także fakt, że kontrkultura radykalnie wpłynęła na postrzeganie spraw politycznych, obyczajowych i kulturowych nie tylko w USA. Nie bez powodu Czesław Miłosz w Widzeniach nad Zatoką San Francisco opisywał kalifornijskich studentów i hipisów jako proroków nadchodzącej przyszłości.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Tyle że rzadko kto dziś tak myśli, tak pisze, ma dość śmiałości i  wyobraźni, by patrzeć na człowieka oczyma wielu różnych poetów, teologów, mistyków, próbować zrozumieć, dlaczego człowiek może przeżywać sam siebie jako pobożnego i bezbożnego. I dlaczego może budować mistyczne obrazy rzeczywistości głęboko zanurzone w  chrześcijańskiej, katolickiej doktrynie albo tworzyć mistycyzmy ufundowane na poezji, poczuciu pustki / Pustki, niejasnych obrazach absolutu. Gołębiowski jest precyzyjny: w eseju Sztuczni mistycy. Rewolucja psychodeliczna wobec religii jasno rozróżnia choćby między mistyką łaski a „kwasową awangardą” lat 60. XX w. czy zdecydowanie wcześniejszym amerykańskim transcendentalizmem. W teologicznych dociekaniach – co jednych zachęci, drugich natomiast zniechęci – często towarzyszy mu Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI.

Można na Bezkres poranka spojrzeć jeszcze inaczej. Poezja i teologia, kultura i mistyka służą autorowi jako lustro, w którym wszyscy możemy się przejrzeć. Człowiek religijny skonfrontowany jest z człowiekiem poreligijnym. Amerykańska kontrkultura, z jej niejednoznacznymi korzeniami i motywacjami, wiąże się z czasem kryzysu i przełomu. Gołębiowski nie występuje w  roli moralisty, nie mówi nam otwartym tekstem, czy to źle, czy dobrze. Poezja poreligijna i człowiek poreligijny – młodopolskie tropy również są istotne – wciąż staje wobec tajemnicy, wciąż mierzy się z pytaniami ostatecznymi, a egzystencjalny ból bywa dojmujący i nie do ugaszenia.

Autor jest stroną (tak, to dobrze!), jednak rzadko się odsłania w tak czytelny sposób jak w powyższym passusie dotyczącym kontrkulturowego zerwania z katolicką antropologią: „W stan oskarżenia poddana została również katolicka harmonia oraz racjonalność jako podstawy życia wewnętrznego. Rzucono się w szaleńczy, pulsujący wir duchowości apofatycznej i obrazoburczej. Miejsce niegdysiejszej ascezy miały zająć uzależnione od dygotliwych, krzyczących, ekstatycznych i rozbieganych na wszystkie strony emocje, które miały następnie prowadzić ku nadzwyczajnym stanom świadomości”. Równocześnie kontrkultura jest pokazana jako próba odpowiedzi na wewnętrzny kryzys Zachodu i niepewność cywilizacji chrześcijańskiej co do jej dalszych losów: „Ruch kontestatorski [lat 60. XX w. – K.W.], jakkolwiek mocno związany z przemianą antropologiczną, stale poszukiwał autentycznej duchowości oraz oderwania od tego, co wyłącznie materialne i konsumpcyjne. Między innymi stąd wzięło się oskarżenie pod adresem »pokolenia rodziców«”.

Nieuprzedzony czytelnik i czytelniczka będą zachwyceni i zdumieni książką Gołębiowskiego. Szczególnie jeśli brakuje im dziś tak śmiałych prób przedstawienia i zrozumienia dwóch zantagonizowanych opowieści o człowieku i świecie. Przejrzyste analizy literackie, namysł nad teologią i mistyką chrześcijańską, poezją religijną i postreligijną oraz kontrkulturą dają jego popularnonaukowej książce spory oddech. Docenią to ci, którzy wciąż lubią książki bez jasnych deklaracji ideologicznych i ostentacyjnie podkreślanych na każdej stronie odpowiedzi na przenikające dziś wszystko pytanie: za czy przeciw? Poetycka wrażliwość autora, spora erudycja zapowiadają znaczny eseistyczny talent – choć autor zdecydowanie preferuje krótsze, kilku- i kilkunastostronicowe formy. Być może to najlepsza forma rozmowy z odbiorcą / odbiorczynią w naszych czasach, gdy przeciętny czytelnik i czytelniczka, jeśli nie są zawodowo zobligowani do lektury, nie zawsze mogą pozwolić sobie na luksus zarywania nocy nad książką. Intryguje też pytanie, w jaką stronę pójdzie w kolejnych latach i dekadach myśl wciąż młodego konserwatywnego autora.

Michał Gołębiowski

Bezkres poranka. O teologii poetyckiej i teologiach kontrkultury

Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2020, s. 430

Kup numer