Krzysztof Wołodźko maj 2021

Ballada o śpiewającym poecie i smutnych frajerach

Okudżawa, obywatel Związku Radzieckiego, wręczał swoim słuchaczom i słuchaczkom paszporty do zupełnie innego świata, czystszego o wiele tonów od tego, w którym trzeba było żyć pośród licznych pieczątek, jeszcze liczniejszych donosicieli i bylejakości ukrywanej lepiej lub gorzej pod czerwonym płótnem.

Artykuł z numeru

Za wyborem i życiem

Czytaj także

Krzysztof Wołodźko

Opowiedzieć prawicę na nowo

Dla kogo będzie biografia Okudżawy Dmitrija Bykowa? Dla urodzonych w latach 40. lub 50. XX w.? Dla tych, którzy w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma przed pandemią odprawiali inteligenckie misteria wsłuchani w znane na pamięć wspaniałe muzyczne aranżacje kultowych wierszy rosyjskiego poety? A każdy z takich okudżawowskich koncertów w Polsce od 30 lat przywołuje ten jeden, bodaj najsłynniejszy, wrocławski, z 1991 r. A może to biografia dla tych młodszych, urodzonych już po transformacji ustrojowej, dla których znakomitą propozycją muzyczną może być wydana w 2019 r. płyta zespołu Piramidy Majster Bułat?

A może to recenzja dla tego kilkulatka, który w początkach lat 80. XX w. uczył się nakładać na rodzicielski adapter winylową płytę? Na jej ciemnej okładce mężczyzna w białej koszuli; płyta nie miała jeszcze żadnych rys, nie powtarzała w skończoną nieskończoność żadnego z wyśpiewanych półsłówek. Chłopiec wiedział, jakim utrapieniem potrafi być czarny kot w sieni, jak ten rządzący domostwem babki, domem z czerwonej cegły na ziemiach zwanych odzyskanymi. I wiedział już, że – gorzka to prawda – „słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak”. Bolał nad losem papierowego żołnierzyka i podziwiał jego męstwo; próbował zrozumieć smutek kobiety śpiewającej: „Wy jeszcze nie wiecie, co komu pisane i kto będzie żył”.

Z czasem i on się dowiedział, że są na tej płycie o wiele większe, radosne i smutne prawdy. Wszak Bułat Okudżawa dla kilku pokoleń zasłuchanych w poezję śpiewaną był / jest świeckim psychopompem, przenoszącym dusze zmęczone ciężarem ludzkich sprawek, błotem złych i nijakich czasów w nieco lepszy świat marzeń, tęsknot i stonowanej, choć gryzącej niekiedy ironii.

Z łagodnością, jakiej nie miał dla siebie i  innych Włodzimierz Wysocki, Okudżawa, obywatel Związku Radzieckiego, na ogół podejrzany, choć nie dysydent, wręczał swoim słuchaczom i słuchaczkom paszporty do zupełnie innego świata, czystszego o wiele tonów od tego, w którym trzeba było żyć pośród licznych pieczątek, jeszcze liczniejszych donosicieli i bylejakości ukrywanej lepiej lub gorzej pod czerwonym płótnem. Ale nie aż tak łatwo jest złamać człowieka, gdy chce się uratować – ratował więc Okudżawa i siebie, i  innych, zabierając pasażerów na pokład Ostatniego trolejbusa, jadącego i przez życiową, i przez moskiewską noc.

Artysta na tle epoki

Okudżawa. życie, piosenki, legenda uznanego rosyjskiego pisarza, autora niepokojącego dystopijnego ŻD, nie jest bezduszną wiwisekcją poety, choć skrupulatnie analizowany jest tam wiersz za wierszem – a część dotąd nieznanych. W dzisiejszych czasach pan Bułat byłby niezłym tematem dla brukowej prasy – ze swoimi miłościami, romansami, miłostkami. Zamiast weryzmu obecnych tabloidowych skandali zostały po nim Trzy miłości, z których trzecia „jak tchórz / W drzwiach przekręca klucz / I walizkę ma spakowaną już”, i dyskretne aluzje w Pożegnaniu z Polską, utworze dla Agnieszki Osieckiej. Bykow wprost szydzi z tych, którzy – jak pisze – zajrzeli do jego książki tylko po to, by sprawdzić to jedno: „zdradził czy nie zdradził”. Jednocześnie biograf jest z nami szczery: dramaty i tragedie życiowe Okudżawy i jego bliskich, nie tylko związane z wielką historią, ale i z ludzką słabością oraz małością, ukazane są jak na dłoni. Zdumiewa, że poeta ocalił swoją sztukę i siebie pośród złych losów i złej władzy.

Opowieść Bykowa wpisuje się w schemat: artysta na tle epoki. Ale mamy także coś więcej: to panorama dziejowa czy ściślej – esej poświęcony rosyjskiej / radzieckiej inteligencji.

Napisany z wielką delikatnością i wrażliwością wobec niej, co najlepiej widać na pierwszych i ostatnich stronach – a rzecz to mocno już obca w polskiej publicystyce i literaturze. Jednak niech nas nie zwiedzie arcyrosyjska niekiedy rzewność, bo – podobnie jak u Okudżawy – są w tym skryty gniew i szyderstwo wobec wysoko i nisko postawionych wrogów rosyjskiej inteligencji; głupców, których „jak zwykle nie widać”. Bykow prowadzi nas przez życie Rosji od końca XIX do początków XXI niemal dekada po dekadzie, by skończyć mocną puentą. Choć rosyjskie życie tak się zmieniło, choć spodlało w nihilizmie jelcynowskiej transformacji i przekształciło się w epoce putinowskich tęsknot za mocarstwowością, rosyjska inteligencja wciąż słucha Okudżawy, wciąż o nim pamięta.

Inteligencki ton Bykowa, trącący niekiedy egzaltacją, może irytować, może wydawać się nadto już staroświecki, ale warto go przywołać, tym bardziej że wypowiada te słowa człowiek, któremu trudno zarzucić naiwność. Wspominając pogrzeb Okudżawy, jego biograf pisze: „Szedł ten pokorny, milczący, ale niepokonany tłum ludzi zbędnych w każdych czasach, przygnębionych, ubranych byle jak. Szli, przechodzili obok trumny przy dźwięku jego piosenek, wychodzili na ulice, roztapiali się w mokrej, obcej im Moskwie i wydawało się, że to koniec”.

A jednak – przeżyli nawet czas opisany filmowo w Ładunku 200 Aleksieja Bałabanowa, znaleźli swoją niszę także w putinowskiej Rosji: „Frajerzy (nie będziemy używać wyświechtanego słowa »inteligencja«, gdyż skończyła się wraz ze Związkiem Radzieckim) wciąż idą, wciąż płyną niekończącym się strumieniem. Są śmieszni i sponiewierani. Idzie to nieszczęsne plemię, którego głosem był Okudżawa, i dowodzi, że jest niezniszczalne. Ci ludzie – wychuchane dzieci, bezręcy ojcowie i znerwicowane matki, schorowani dziadkowie i płaczliwe babcie – są nosicielami jedynych wartości, które mają sens”. Bykow dodaje: rosyjska inteligencja przeżyła „nowych Ruskich”, „zaradnych komsomolców” z czasów Jelcyna, neokonserwatystów, hurrapatriotów. Aż chce mu się wierzyć na słowo.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Perypetie rosyjskiej inteligencji

Czy we współczesnej Polsce rozmowa o inteligencji ma jeszcze sens? Czy nie nuży? Gdy w marcu kończyłem lekturę Okudżawy, byłem tuż po rozmowie z Tomaszem Zaryckim, współautorem głośnego, obrazoburczego dla wielu Totemu inteligenckiego. Wywiad zatytułowany Polska inteligencja. Etos czy relacje władzy? ukazał się w „Nowej Konfederacji”. I przedstawiał mocno dwuznaczny obraz tej warstwy społecznej, tak niejasnej często dla samej siebie, szczególnie po 1990 r. To pewne – o inteligencji rzadziej się dzisiaj dyskutuje, a jeśli już, to krytycznie oceniając jej współczesne znaczenie i tożsamość. Trzeba jednak rozdrażnić czytelnika i czytelniczkę tym zagadnieniem, skoro dla Bykowa okazuje się ono konieczne do opisania jednego z najważniejszych śpiewających rosyjskich poetów XX stulecia, którego porównuje z Aleksandrem Błokiem, artystą epoki srebrnego wieku.

Andrzej Walicki szczegółowo analizował fenomen rosyjskiej inteligencji, zarówno w jej okcydentalistycznym, jak i słowianofilskim nurcie, wskazując na skomplikowanie i dwuznaczność rosyjsko-polskich inteligenckich relacji. Warto pamiętać, że nim Rosja stała się ojczyzną światowego proletariatu, kilka dekad wcześniej była miejscem narodzin inteligencji jako społecznego fenomenu, który odcisnął swoją pieczęć także na kulturze zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych. Dwuznaczna była jej rola, miała swoich Radiszczewów, Karamzinów, Niczajewów, wysoką marksistowską inteligencję i breżniewowskich dogmatycznych biurokratów, miała Aleksandra Sołżenicyna i Andrieja Siniawskiego. I miała swoich śpiewających poetów. Okudżawa był jednym z ambasadorów rosyjskiej inteligencji – nie tylko w Sowietach, ale także w Polsce, w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych.

Możemy nie rozumieć tej potrzeby ocalenia dobrej pamięci i inteligenckiej tożsamości przez rosyjskiego autora. Ale w Rosji inteligencja wydaje się tą grupą społeczną, która – niezależnie od ideologicznych pomysłów Kremla – stara się zachować ciągłość rosyjskiej historii i kultury. Z Okudżawy dowiemy się choćby, że kult majowego Dnia Zwycięstwa i wielkiej wojny ojczyźnianej w Związku Radzieckim wcale nie był tak oczywisty. Dzień Zwycięstwa – powiada Bykow – zaczęto świętować z pompą dopiero w poł. lat 70. XX w., gdy sowieckiemu państwu kończyło się ideologiczne paliwo marksizmu-leninizmu. Do tego czasu nawet sentymentalne żołnierskie piosenki Okudżawy bywały podejrzane, jawiły się jako zbyt wspominkowe i niepotrzebnie dotykające wciąż bolesnych wojennych ran i żołnierskich powrotów do domów, „gdzie wszystko nasze ukradziono nam”.

W Polsce mamy świadomość katastrof związanych z historyczną ciągłością i zmianą. Ale w porównaniu z Rosją jesteśmy w niezgorszej sytuacji. Gdy przed wielu laty sięgnąłem po Jak zostać pisarzem fantastą? Kira Bułyczowa, uderzało to jedno: przecząca lekkiemu tytułowi autobiograficzna opowieść pisarza unaoczniała potężny cios, który ciągłości rosyjskiej pamięci, historii milionów rodzin wszelkich stanów, zadała bolszewicka rewolucja i wojna domowa w początkach XX w.

W historii rodzinnej Bułata Okudżawy, z ojca Gruzina, z matki Ormianki, domownika rosyjskiej mowy i kultury, obywatela radzieckiego, znajdziemy to samo: tragiczną liczbę trupów, ofiar stalinowskiego terroru. Przejmujący, choć tak typowy jest nie tylko los ojca i matki. Niemała część gruzińskiej rodziny poety, należąca do komunistycznej elity pierwszych dekad XX w., przetraciła się w zawierusze kolejnych czystek. Jeden z niej, stryj Władimir, anarchista, miał na koncie zamach na carskiego gubernatora, a po rewolucji lutowej wrócił do Rosji „pociągiem Lenina”. Ale już w oczach Stalina zasługi dla rewolucji raczej pogrążały, niż nobilitowały starych towarzyszy.

Co rosyjska inteligencja miałaby przechowywać w depozycie, na przekór grozie i marności kolejnych dekad? Bykow wyraziście opisuje ją jako warstwę pośredniczącą w relacjach między arystokracją a plebsem. Kluczowy wydaje się krótki rozdział poświęcony nadwiślańskim przyjaźniom Okudżawy, zatytułowany Spotkanie z Polską. Bykow zderza wizytę w Polsce w 1964 r. z następującą po niej podróżą do Czechosłowacji – ta pierwsza jest spotkaniem z wyższą kulturą, z duchową wolnością; ta druga ma w sobie coś z konsumpcyjnej, trywialnej wolności. I przywołuje mniej znaną strofę z Pożegnania z Polską: „Cóż wolność? Wybrać pociąg i mieć w pogardzie konie? / Cóż wolność? Tłuc szklenice? W noc śpiewać, we dnie spać? / Natura już w kolebce wszczepiła nam ironię… / Lecz jest prawdziwsza wolność. Będziemy przy niej trwać”.

Sugestia Bykowa zdaje się iść tropem znanych myśli Aleksandra Sołżenicyna i znacznie wcześniejszych uwag późnego Aleksandra Hercena – to stara krytyka rosyjskiej, antyokcydentalistycznej inteligencji względem zachodniej „marynarkowej cywilizacji”, krytyka wolności drobnomieszczańskiej i filisterskiej, wiara (możemy ją nazwać naiwną), że istnieją wyższa wolność i wyższa kultura, które powinny budować społeczny świat i dobre państwo. Jak dotąd historia nie zrobiła nic albo bardzo niewiele, by uczynić zadość marzeniom choćby starych rosyjskich inteligentów.

W rzeczywistym świecie inteligent z moskiewskiego Arbatu staje bezradny nie tylko wobec radzieckiej władzy, ale i tłumów (Bykow nie waha się mówić o „bydle”), które kłębiły się u podstaw carskiej, radzieckiej i późniejszej Rosji. W efekcie nie tylko traci wyidealizowany Arbat, którego mit władze Moskwy postanowiły zmodernizować i skomercjalizować, by na nim zarobić, ale czuje się bardzo nieswojo w kontakcie z „prostym człowiekiem”, który może rzewnie się wzruszyć pieśnią, ale może też inteligentowi „dać w mordę” (jest i taka przygoda w Okudżawie).

Tę inteligencką nieporadność widać w zadedykowanej Adamowi Michnikowi, Jackowi Kuroniowi i Karolowi Modzelewskiemu piosence Majster Grisza: „Jest [ona] przykładem charakterystycznej dla Okudżawy ambiwalencji. Gdyby majster miał wyjąć z kieszeni tylko ręce, byłoby w porządku, ale lokatorzy proszą go o wyciągnięcie pięści! Majster Grisza to obraz groźnego rozrabiaki, od którego wszyscy są zależni; nie ma dla niego alternatywy, inteligencja nie jest w stanie uporządkować własnego domu”.

Biografię Okudżawy pióra Bykowa każdy będzie mógł czytać wedle własnych potrzeb i możliwości. Nie brak tu literackich tropów, socjologicznych motywów, historycznych toposów bliskich miłośnikom rosyjskiej kultury. Dla wielu będzie to też pewnie podróż sentymentalna do czasów Wojciecha Młynarskiego, Agnieszki Osieckiej, Edmunda Fettinga, Sławy Przybylskiej. Ktoś może przypomni sobie subtelne, ale znaczące różnice między Okudżawą po polsku a aranżacyjnie zwykle skromniejszym, choć przecudownym w rosyjskiej mowie i melodii oryginałem. Z pewnością ten cokół nie opustoszał. I niech tak zostanie w dobry i zły czas.

Dmitrij Bykow

Okudżawa. Życie, piosenki, legenda

tłum. Michał B. Jagiełło, Wydawnictwo Prószyński Media, Warszawa 2020, s. 608

Kup numer