Gdy byłem dzieckiem nie pytano, czy słodzisz, tylko ile. Jajko niespodzianka? Kolekcja ręcznie malowanych figurek już czeka w domu na dołożenie kolejnej pierdółki. Słodycze mojego dzieciństwa stanowiły iskierki luksusu, erzace dobrobytu.
Myślę o tym słodyczowym eldorado dziś jako rodzic, próbując ustrzec moje dziecko przed nieszczególnie zdrowymi przyjemnościami, samemu prowadząc podwójne gastronomiczne życie. Z trudem przychodzi odmawianie komuś, skoro sobie ledwo odmawiam. Niemniej widzę, jak bardzo cukier został sproblematyzowany. Popularne serie literatury dziecięcej regularnie mierzą się z koniecznością produkcji odcinka o zdrowej diecie (Pucio wybierający z zachwytem czystą wodę z kranu zamiast soku pomarańczowego? To jakaś groteska), rodzice zaś z pytaniami: „Czy już jadło czekoladę?”.
A przecież przez większość historii ludzkości radziliśmy sobie bez cukru. W renesansie jego spożycie wynosiło ok. 1 łyżki rocznie, jeszcze w XIX w. było to mniej więcej 5 kg na głowę. Obecnie wynosi prawie 10 razy tyle, a słodki kryształ stał się jednym z nieodzownych elementów diety. Dziś trudno od cukru uciec, nawet go nie spożywając. Na środku śnieżnobiałej sali rzeźb Walker Art Gallery w Liverpoolu znajduje się drewniana statua czarnoskórej dziewczynki w stroju wojowniczki. Jest opatrzona znaczącą tabliczką, informującą, że wszystkie klasycystyczne arcydzieła, które zwiedzający mogą tu podziwiać, zostały zakupione z fortun pozyskanych krwią ofiar wyzysku na cukrowych plantacjach. Cukier budował imperia i zabijał setki tysięcy ludzi. Współcześnie też uśmierca, ale inaczej, wyraźnie zwiększając ryzyko otyłości i chorób z nią powiązanych.
Wszechobecność słodyczy jest świadectwem kultury nadmiaru i to o niej w gruncie rzeczy opowiada niniejszy numer „Znaku”. Kiedyś niedostępne, dziś powszechne i stanowiące trudną do odparcia, ryzykowną pokusę. Jak miętowa czekoladka w restauracyjnym segmencie Sensu życia według Monty Pythona – cienka jak opłatek, lecz wieńcząca apokaliptyczną scenę obżarstwa. W nadmiarze nie kontemplujemy, lecz pochłaniamy – seriale, wrażenia, słodkości. Zapraszam – również siebie – do zastanowienia nad tym być może najpopularniejszym nałogiem, życząc słodko-gorzkiej lektury.

