(fot. Trollinho / Unsplash)
z Moniką Baryłą-Matejczuk rozmawia Edyta Zielińska, Ewelina Kaczmarczyk czerwiec 2021

Z szacunku dla siebie

Jeśli potraktujemy emocje jako informacje na temat tego, co się dzieje wewnątrz i na zewnątrz nas, wtedy one same podpowiadają nam, jak o siebie zadbać, co wybierać i na co zwracać uwagę.

Artykuł z numeru

Ucieczka od przebodźcowania

Czytaj także

Michał R. Wiśniewski

Trochę wolnego od wszystkiego

Marta Sapała

Moje zmęczenie nie jest tylko moje

Kim są osoby wysoko wrażliwe?

Paradoksalnie to dość trudne pytanie. Niełatwo jest bowiem jednoznacznie wskazać wspólny wzorzec dla wszystkich takich osób. Zasadniczo mówimy u nich o szczególnej wrażliwości środowiskowej, czyli zdolności do rejestrowania i przetwarzania bodźców zewnętrznych i wewnętrznych. Jako ludzie różnie reagujemy na wspierające, ale i trudne, awersyjne środowisko. W badaniach tę cechę temperamentu określamy jako wrażliwość przetwarzania sensorycznego. Na tym gruncie wyrosła metafora mleczy i orchidei. Orchidee, czyli osoby wysoko wrażliwe, w przeciwieństwie do mleczy – osób nisko wrażliwych – potrzebują szczególnego traktowania i nie zakwitną (czyli w pełni nie rozwiną swoich możliwości) w każdym środowisku. W zamian za troskę odpłacają się swoim pięknem.

Współczesna kultura zdaje się nie doceniać wysokiej wrażliwości.

Obecnie żywy jest mit człowieka przebojowego, asertywnego, nieustępliwego, dlatego wrażliwość bardzo często kojarzy nam się z delikatnością, uczuciowością, nadmierną emocjonalnością. Musimy jednak pamiętać, że chodzi tu o właściwości mające głębokie biologiczne zakorzenienie. Koncepcja wysokiej wrażliwości przypisuje kluczowe znaczenie temperamentowi, czyli zespołowi dziedziczonych, genetycznie zdeterminowanych cech, ściśle związanych z naszym układem nerwowym, które ujawniają się już we wczesnym rozwoju człowieka.

Elaine Aron – autorka koncepcji wrażliwości przetwarzania sensorycznego – wyróżnia kilka aspektów wysokiej wrażliwości. Według mnie kluczowy jest pierwszy z nich – głębokość przetwarzania, czyli próba uchwycenia sensu, nadania znaczenia danemu doświadczeniu. Osoby wysoko wrażliwe poświęcają więcej czasu i / lub energii na adaptację, analizę i syntezę informacji pochodzących z zewnątrz, wyłapują niuanse i nieścisłości, niezgodności z ich systemem wartości. W związku z tym powstaje pewna nadproduktywność związana z myśleniem o bodźcach. Innymi słowy – osoby te sporo myślą i analizują. Przy dużym niezrozumieniu otoczenia mogą doświadczać trudności. Jeśli jednak mamy świadomość, że wysoka wrażliwość nie jest wynikiem błędów w wychowaniu ani tzw. słabego charakteru, tym łatwiej dostrzeżemy wynikający z niej potencjał.

Kiedy termin ten pojawił się w medycynie? Czy jest powszechnie przyjęty w psychologii i innych naukach?

Wysoka wrażliwość nie jest oczywiście żadnym nowym zjawiskiem – przez lata obserwowaliśmy różnice w percepcji środowiska przez ludzi, ale opisywaliśmy je innymi pojęciami, takimi jak neurotyzm, emocjonalność, skłonność do zranień, introwersja. Potem natomiast zaczęliśmy łączyć wysoką wrażliwość ze skłonnością do różnego rodzaju zaburzeń o charakterze nerwicowym czy z depresją bądź aleksytymią (niezdolnością do rozumienia i nazywania emocji).

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

W końcu jednak naukowcy zauważyli, że osoby wysoko wrażliwe w niesprzyjających warunkach będą chłonąć to, co złe czy trudne, ale w sprzyjających będą nasiąkać tym, co dobre i budujące. W tej chwili mamy już za sobą ok. 25 lat badań na temat wysokiej wrażliwości. W Polsce zajmujemy się nią badawczo dopiero od kilku lat. Znacznie dłuższą i bogatszą tradycję w pracach nad tymi tematami mają oczywiście Stany Zjednoczone. Liderem europejskim jest natomiast Queen Mary University of London, gdzie Michael Pluess stara się dokładnie opracować termin „wrażliwość przetwarzania sensorycznego”, wyjaśnić, na czym polega przewaga, którą daje wrażliwość.

A skąd u Pani zainteresowanie WWO?

Zaciekawienie wysoko wrażliwymi osobami budziło się we mnie równolegle w życiu osobistym i zawodowym.

Byłam wtedy mamą przedszkolaka i widziałam, że wrażliwe dzieci mają trudniej, są w mniejszości i bardzo łatwo przyczepić im etykietę płaczliwych, grymaśnych, nieśmiałych. I tak jest, że w niekorzystnych warunkach najbliższego środowiska (dom, przedszkole, szkoła) dzieci wysoko wrażliwe mogą zmienić swoje zachowanie w sposób, który odbiega od rozwojowej normy.

Zawodowo zaś jestem profilaktykiem, zajmowałam się analizą czynników, które sprzyjają dysfunkcjom i uzależnienieniom, ale też tych, które przed nimi chronią. Trafiłam na badania wskazujące na związek wysokiej wrażliwości z trudnościami natury psychologicznej. Dotarłam do prac Aron, która popularyzowała wiedzę o wysokiej wrażliwości, a także wielu badaczy piszących o tzw. wrażliwości dającej przewagę. Miałam też poczucie, że wokół zagadnienia krąży sporo mitów, błędów w pojmowaniu go. Że część osób go nie rozumie, korzysta z krzywdzących stereotypów. Wrażliwością interesowali się głównie wrażliwi, którzy „czuli” temat.

Osoby wysoko wrażliwe odczuwają przeciążenie z powodu bodźców zmysłowych (światła, hałasu, mnogości wrażeń płynących ze świata online) czy przede wszystkim bodźców psychicznych, związanych z kontaktami z innymi ludźmi?

I jednych, i drugich. Obydwie grupy bodźców mogą być dla osób wysoko wrażliwych obciążające. Nie zawsze też da się wydzielić, co w danym momencie nas przeciąża, czy to, że jest hałas, czy to, że ktoś nas ciągle o coś pyta, chce podtrzymać powierzchowny kontakt. Jeśli człowiek jest świadomy tego, co dzieje się w nim i wokół niego, wnikliwiej przetwarza sytuacje i zachowania innych ludzi. Szybciej też męczy się psychicznie i fizycznie. Dlatego łatwość „przestymulowania” określana jest przez Aron jako naturalna konsekwencja głębszego, bardziej wnikliwego przetwarzania.

Konsekwencja ta jest często nieprzyjemna, zwłaszcza jeśli nie dajemy sobie prawa do odpoczynku czy regeneracji. Sytuacje potencjalnie atrakcyjne dla innych, np. wycieczki, koncerty, udział w imprezach, dostarczają wielu bodźców. Ich ilość i intensywność może utrudniać właściwe funkcjonowanie. Nie oznacza to, że jednocześnie te doświadczenia nie mogą być przyjemne. Często są, ale trzeba pamiętać, żeby dobrze o siebie zadbać, żeby nie „przedawkować” ilości wrażeń i kontaktów.

Jakie są jeszcze inne konsekwencje wspomnianej głębokości przetwarzania u osób wysoko wrażliwych?

U każdego mogą być różne – prócz wrażliwości mamy też przecież inne cechy, które będą sprzyjały określonym zachowaniom.

Na pewno głębokość przetwarzania przyczynia się do sumienności i szczegółowości w planowaniu działań, a także intensyfikacji zaangażowania. Wiąże się też ze świadomością długoterminowych konsekwencji, wyciąganiem wniosków, kreatywnością i efektywniejszą nauką z własnych doświadczeń. U osób wysoko wrażliwych bardzo silna bywa również potrzeba poszukiwania sensu, znaczenia, doświadczeń na poziomie duchowym. Jednak przez to, że proces adaptacji nie jest bezrefleksyjny i wiąże się z długim myśleniem, obserwacją i szczegółowym analizowaniem, wpływa na wydłużanie się czasu przetwarzania nowych bodźców czy przyzwyczajania się do nieznanych dotąd osób i sytuacji.

To wszystko są cechy, które łatwiej dostrzeże u siebie dorosły. Jak diagnozować wysoką wrażliwość u dzieci i nie pomylić jej z jakąś dysfunkcją albo z introwersją?

Nie powiedziałabym, że łatwiej dostrzec wysoką wrażliwość u dorosłych – w ich przypadku nakładają się na siebie różnego rodzaju doświadczenia, przyzwyczajenia, traumy i trudności, które można pomylić z wysoką wrażliwością. Choć rzeczywiście dojrzały dorosły ma do dyspozycji możliwości, które dają zdolność autorefleksji i wgląd w siebie.

Specjalnie z myślą o dzieciach skonstruowaliśmy skalę, dzięki której rodzic może ocenić zachowanie dziecka w czterech sferach funkcjonowania. Pierwsza z nich – sfera fizyczna – związana jest z poziomem zmysłów. Dzieci wysoko wrażliwe intensywniej reagują na hałas, fakturę materiałów, kolor i konsystencję jedzenia oraz na ból – zresztą bardzo często „somatyzują” trudności. Gdy doświadczają intensywnych emocji, boli je np. brzuszek, głowa, mają mdłości, podwyższoną temperaturę, czyli ciało mocno „podpowiada” im, że dzieje się coś trudnego.

Druga sfera wiąże się z relacjami interpersonalnymi. Do rozpoczęcia aktywności zespołowych potrzebują zachęty, a w grupie, w której wiele się dzieje, sprawiają wrażenie nieobecnych. Dzieci wysoko wrażliwe mogą źle znosić presję czasu, a wystąpienia publiczne zazwyczaj kosztują je więcej niż inne dzieci. Zdarza się, że w relacjach z innymi sprawiają wrażenie nieśmiałych, zalęknionych, a do nowo poznanych osób podchodzą z dystansem. W sytuacjach trudnych reagują strachem, lękiem, poczuciem winy, wycofaniem, a także poszukiwaniem wsparcia (zazwyczaj u dorosłego opiekuna). Dłużej się zastanawiają, zanim wejdą w nowe środowisko, potrzebują się oswoić z ludźmi, ale też przedmiotami czy ubraniami. Żeby pokazać bardzo dobre cechy swojej osobowości, takie jak wnikliwość i błyskotliwość, muszą się czuć komfortowo. Jednocześnie są niezwykle empatyczne, potrafią wczuć się w sytuację innych osób, rozumieć, co się z nimi dzieje. To dzieci, które zazwyczaj w kolejce do zjeżdżalni na placu zabaw przepuszczą wszystkich, zanim zjadą same.

Trzecia sfera – najtrudniejsza dla rodziców – związana jest z funkcjonowaniem emocjonalnym. Te dzieci głęboko doświadczają emocji. Potrafią reagować płaczem i histerią, nawet kiedy są po prostu głodne czy zmęczone.

I wreszcie czwarta sfera to sfera funkcjonowania poznawczego. Dzieci wysoko wrażliwe zadają zazwyczaj błyskotliwe, zmuszające do myślenia i często egzystencjalne pytania. To perfekcjoniści – pytają, żeby się upewnić, że na pewno robią wszystko dobrze, tak żeby nikt potem nie wytykał im błędów, bo krytyka nierzadko je „niszczy”.

Czy np. osoby ze spektrum autyzmu z reguły są wysoko wrażliwe? Jak one odczuwają przebodźcowanie?

Jakiś czas temu na łamach „Psychology Today” ukazał się artykuł o prowokacyjnym tytule: Czy osoby wysoko wrażliwe mają autyzm. Zarówno autyzm, jak i wysoka wrażliwość zostały podobnie „zaetykietowane” przez ogół społeczeństwa, m.in. dlatego że mogą wiązać się z silnymi reakcjami na niesprzyjające otoczenie. Te osoby rozumieją, jak to jest, gdy świat przytłacza czy jest „zbyt głośny”. W przypadku dzieci obserwować możemy np. przejawy paniki, wpadanie w złość, agresję lub „zamykanie się” w odpowiedzi na przytłaczające bodźce, nadmierne pobudzenie, zwłaszcza jeśli rodzice czy nauczyciele nie nauczyli ich skutecznych strategii, jak uniknąć poczucia przeciążenia.

Pomimo tych podobieństw ostatnie badania pokazują, że autyzm i wysoka wrażliwość różnią się od siebie – wysoka wrażliwość nie ma również związku z zaburzeniami takimi jak schizofrenia i PTSD (zespół stresu pourazowego). Wysoka wrażliwość nie jest zaburzeniem. Różnice polegają m.in. na tym, że autyzm wiąże się z deficytami na poziomie kompetencji społecznych, wysoka wrażliwość nie. Dla osób wysoko wrażliwych sytuacje społeczne mogą być wyjątkowo satysfakcjonujące, a ich mózgi radzą sobie z bodźcami na radykalnie różne sposoby.

Jak w takim razie powinno się stymulować dzieci wysoko wrażliwe? W jaki sposób pomagać im w selekcjonowaniu i systematyzowaniu informacji?

Warto wypracować swego rodzaju strategię. Najlepiej sprawdzają się systematyczność i codzienna praca. Większość dzieci potrzebuje przypominania o znaczeniu wydarzeń takich jak sprawdzian czy egzamin. Dzieci wysoko wrażliwe wiedzą natomiast, że to jest ważne, a nieustanne podnoszenie rangi tych wydarzeń tylko dodatkowo je obciąża.

Odpowiedzialnością dorosłego jest praca w kilku obszarach. Po pierwsze – normalizowanie przekazu i wyczulanie na to, że ludzie są różnie wrażliwi. Rolą ekstrawertyka jest czasem się zatrzymać, nie mówić wszystkiego, co się myśli. Osoba wysoko wrażliwa często musi z kolei np. powstrzymywać płacz. Po drugie – niezawstydzanie dziecka i uczenie samoregulacji, która nie polega na zmianie cech swojego temperamentu, ale ich wpływu na zachowanie. Można nauczyć dziecko tego, że mimo odczuwania wielu emocji potrafi je ono nazwać i powstrzymać ich wpływ na swoje zachowanie. Po trzecie – łagodne dyscyplinowanie, polegające na rozmowie i wskazywaniu naturalnych konsekwencji.

Po czwarte – uczenie uważności i obserwacji swojego organizmu, które pomagają nam nie tylko radzić sobie ze stresem, ale też się na niego przygotowywać. Po piąte – praca nad stabilną samooceną. Te dzieci czują się wyjątkowe, jednak zarazem inne. Dlatego tak ważne jest uczenie ich tego, że wysoka wrażliwość jest czymś normalnym, darem – nie przekleństwem. Wiele znanych osób ze świata kultury i sztuki charakteryzuje się wrażliwością, dzięki niej osiągnęli sukcesy.

Ważne jest zatem stosowanie łagodnego dyscyplinowania (udzielania informacji zwrotnych) zamiast surowych nakazów i zakazów, koncentrowanie się na mocnych stronach wynikających z wrażliwości (np. przenikliwości myślenia, intuicji, refleksyjności, empatii), budowanie stabilnej samooceny dziecka, rozwijanie umiejętności uspokajania (dawania komfortu), zarówno swojej, jak i dziecka.

Czy można powiedzieć, że osoby wysoko wrażliwe lepiej radzą sobie z technologią, ponieważ mają dobrze rozwiniętą umiejętność głębokiej analizy?

Z jednej strony tak, bo wysoka wrażliwość sprawia, że z całego spektrum informacji łatwiej wybrać te naprawdę ważne. Swego czasu zaryzykowaliśmy nawet twierdzenie, że są to osoby stojące za postępem cywilizacyjnym – właśnie przez zdolność obserwacji i wyciągania wniosków, a także umiejętność czerpania ze sztuki i dostrzegania sensu w nauce. Z drugiej strony jednak zaniedbanie etapu selekcji informacji szybciej niż u pozostałych osób może doprowadzić do poważnego przebodźcowania.

Jedną z cech osób wysoko wrażliwych jest reaktywność emocjonalna, czyli tendencja do częstego i intensywnego pobudzenia, a zatem mocniejszego przeżywania zarówno trudnych, jak i pozytywnych emocji. Jeśli potraktujemy emocje jako informacje na temat tego, co się dzieje wewnątrz i na zewnątrz nas, wtedy one same podpowiedzą nam, jak o siebie zadbać, co wybierać i na co zwracać uwagę. Rolą człowieka jest zatem regulacja ilości treści, które do nas trafiają. Jeśli coś wzbudza w nas dużo emocji, bo np. jest niezgodne z naszymi wartościami, to warto po prostu przestać się tym interesować. Jasne – to wiąże się z ryzykiem utraty, ale daje też wolność w dobieraniu źródeł. Z szacunku do siebie nie powinno się wszystkiego czytać, być ze wszystkim na bieżąco.

Jak pomóc osobom wysoko wrażliwym, by czuły się lepiej w przestrzeni? Czy możemy inaczej tworzyć nasze środowisko, projektować wnętrza w przyjaźniejszy sposób?

Przede wszystkim warto podkreślić, że przekształcenie środowiska dla osób wysoko wrażliwych nie zaszkodzi innym, a wręcz przeciwnie – pomoże nam wszystkim. Dziecko wysoko wrażliwe częściej i intensywniej przeżywa bodźce, a zdarza się, że przeszkadza mu to, co umyka uwadze jego rówieśników. W związku z tym jeśli dostarczamy mu z zewnątrz symulacji w postaci dźwięku, dotyku, hałasu, to wówczas przeciążenie może się manifestować agresją, płaczem czy symptomami nadpobudliwości psychoruchowej, które nie wiążą się z żadną dysfunkcją, lecz z tym, że dziecko zostało przestymulowane. Najważniejsze więc, by ilość i jakość bodźców były dopasowane do mocy przerobowych człowieka.

Ludzie z reguły potrzebują upraszczania, a nie komplikowania. Cisza, przyjemne światło, praca nad uważnością nikomu nie szkodzą, ale są szczególnie ważne dla produktywności i komfortu fizycznego i psychicznego. Pomogą również wysoko wrażliwym. Organizowanie środowiska, miejsc pracy, nauki i rozrywki w taki sposób, by każdy miał szansę poczuć się w nich dobrze, jest społecznie istotnym celem. Nie mówimy tu o rewolucji, lecz o drobnych zmianach, które posłużą nam wszystkim, np. ściszanie bądź wyłączanie muzyki w sklepach, odpowiedni dobór światła, zmiana organizacji tzw. open space.

Czego możemy się nauczyć od osób wysoko wrażliwych?

Uważności na drugiego człowieka, refleksyjnego podejścia do zadań, lojalności wobec innych, kreatywności, łączenia informacji, wrażliwości estetycznej, która pozwala organizować otoczenie w taki sposób, żebyśmy czuli się w nim po prostu dobrze. Uważności na siebie. A przede wszystkim krytycznego myślenia i ostrożności w doborze informacji.

Monika Baryła-Matejczuk

Dr psychologii. Adiunkt w Pracowni Psychoprofilaktyki i Pomocy Psychologicznej w Wyższej Szkole Ekonomii i Innowacji w Lublinie. Od lat zajmuje się obszarem wysokiej wrażliwości w badaniach i praktyce. Koordynatorka i autorka koncepcji projektów High sensitivity – Innovative Module in Human Sciences, PRO-MOTION. Sensitive Career Management, a także E-MOTION. Potencjał wysokiej wrażliwości

Kup numer