70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Anita Zych

Młodzi ratują świat

Problemem jest forma dyskusji o polskiej edukacji. Rozmawiamy tylko z osobami, które myślą tak samo jak my. Skupiamy się też zbyt często na błędach nauczycieli i dramatycznych, tabloidowych historiach. Śmieję się, że moja książka jest rozgrzeszeniem, bo na co dzień wytykam błędy polskiemu szkolnictwu. W Young power daję zaś pozytywne przykłady.

Edyta Zielińska: Na początek muszę przyznać, że Twoja książka mnie zawstydziła. Mam 26 lat, więc  jestem co najmniej 7 lat starsza od bohaterów Young Power, a nie zrobiłam nawet połowy z rzeczy, które zrobili oni. To jednostkowe przypadki czy nadchodzi pokolenie aktywistów?

Podczas pracy nad książką miałam poczucie, że obecni nastolatkowie  są zupełnie inaczej wychowani niż my, 25- czy 30-latkowie. Gdzieś po drodze usłyszeli, że mają prawo zabierać głos w sprawach, które uznają za ważne dla siebie, więc z niego korzystają.

W trakcie pracy nad Young power starałam się dobierać osoby zajmujące się odmiennymi dyscyplinami i tematami, aby książka była jak najbardziej różnorodna. Zaskoczyło mnie  jednak to, że aż 90% rozmów dotyczyło zmian klimatu. Młodzi ludzie mówili o tym sami z siebie. Czułam się szczerze zawstydzona, bo miałam poczucie, że robią dużo więcej i są bardziej świadomi niż my. Dodam tylko, że – mimo wszystko – uważam się za osobę zapoznaną z tematem kryzysu klimatycznego. Z jednej strony pojawiło się więc w mojej głowie pytanie: „Czemu nie jestem taka, jak oni?”. A z drugiej myśl: „Ok, przyszłość będzie lepsza”.  Widać, że nowe pokolenie już bierze sprawy w swoje ręce.

EZ: Skąd w Twoich bohaterach ta świadomość dbania o środowisko? Wynieśli ją z domu czy może wpłynęła na nich moda na bycie eko i no waste

Myślę, że świadomość ekologiczna jest przekazywana raczej przez szkołę niż przez rodzinę. Okazuje się, że wielu z moich bohaterów wręcz „terroryzuje” swoich rodziców w kwestiach troski o środowisko. To młodzież przychodziła z tą wiedzą do domu, dbała, by segregować baterie, dokupić kosze, nie wyrzucać żarówek itd. Nie zauważyliśmy, że edukacja okołoklimatyczna jest częściej obecna w szkołach niż jeszcze 10 lat temu. Bardzo dużo się zmieniło chociażby przez to, że organizacje pozarządowe zaczęły wchodzić do szkół, wprowadzono wiele konkursów z ekologią w tle: plastycznych, muzycznych, a nawet sportowych. Czasem działo się to z bardzo prozaicznych powodów – np., gdy placówce udało się na ten cel zdobyć pieniądze.

Dzięki temu te dzieciaki, gdy były dużo młodsze i miały 5–7 lat, ze wszystkich stron bombardowano informacjami, że ekologia jest czymś ważnym. Dla nich segregowanie śmieci jest niemal tak instynktowne jak oddychanie. Zwróćmy uwagę, że nie mam tu na myśli tylko dzieciaków z wielkich miast. Bohaterowie książki są często mieszkańcami „Polski powiatowej”, Polski nie-warszawskiej. I to jest super!

Ewelina Śliwa:  Na Twitterze napisałaś, że praca nad Young power stanowiła Twoją „największą przygodę dziennikarską”. Skąd wziął się pomysł na książkę?

Pomysł nie do końca jest mój. Podpowiedział go  Rafał Czech, redaktor z wydawnictwa Znak, który śledził moje zmagania z edukacją.

W ramach pracy w „Gazecie Wyborczej” przez prawie 10 lat pisałam o szkołach. Ważne było dla mnie, by nie opisywać tylko rozporządzeń ministrów czy egzaminów. Starałam się też dostrzegać sukcesy młodych ludzi. Parę lat temu złapałam zajawkę na międzynarodowe konkursy przedmiotowe: olimpiadę matematyczną, chemiczną, z lingwistyki matematycznej i dyscyplin, o których istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia. Zafiksowałam się tak bardzo na tym punkcie, że obrażona na rzeczywistość, że niemal nikogo poza mną olimpijczycy nie interesują, namówiłam wiceminister edukacji i wiceprezydenta Warszawy, żeby ze mną witali ich na lotnisku tak jak się wita sportowców. I zrobiliśmy to! Dzięki temu zaczęłam mieć świetny kontakt z Krajowym Funduszem na Rzecz Dzieci, stowarzyszeniem wspierającym zdolnych uczniów, i z samymi młodymi naukowcami.

Rafał stwierdził, że byłoby super stworzyć książkę pod roboczym tytułem Geniusze. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, mieliśmy tylko pewien problem. To był sam środek reformy edukacji i nie wiedziałam, w co włożyć ręce. Nie miałam na pewno czasu na pisanie książki.  Wiosną zeszłego roku napisałam na Facebooku, że właśnie zmieniam pracę. Wtedy Rafał powiedział: „O, to teraz masz czas!” Zdecydowałam, że faktycznie chyba lepszego momentu nie będzie. Wtedy też zmienił się nieco pomysł na  książkę.

Stwierdziłam, że jeżeli napiszę tylko o tych moich naprawdę fantastycznych „geniuszach”, będą to inspirujące i fajne historie, ale wielu młodych czytelników będzie miało poczucie, że chodzi o rzeczy dla nich nieosiągalne. Chciałam podejść do tematu szerzej, szukać naukowych pasji wśród osób, które nie mają wcale samych piątek czy szóstek. Tak naprawdę nie chodzi tu o geniusz, a właśnie o pasję.

Zależało mi na tym, żeby to byli i naukowcy, i sportowcy, i artyści, i społecznicy. Książka jest też dowodem na to, że nie trzeba czekać aż się dorośnie, by robić fajne rzeczy.

EZ: Jak szukałaś  bohaterów książki?

W dość banalny sposób, za pomocą mojego zawodowego fanpage’a. Poinformowałam, że szukam fajnych dzieciaków, o których warto byłoby posłuchać, nie pisząc o tym, że pracuję nad książką. Spotkałam się z potężnym odzewem od moich czytelników, rodziców, nauczycieli, ale też samych nastolatków. Tak naprawdę bohaterów miałabym na dwie lub trzy książki. Właściwie nowy tom Young power mógłby ukazywać się co roku.

Na przykład o Szymonie, mistrzu w jeździe na rolkach, dowiedziałam się od jego nauczycielki. Nawet nie wiedziałam, że jest taka dyscyplina jak agresywna jazda na rolkach. To było ekscytujące, że mogę pokazać sport, który jest dostępny dla wszystkich. Bo owszem, rolki trzeba kupić, ale to nadal nie jest szermierka czy jazda konna, które są drogie, elitarne, nie można ich uprawiać wszędzie. Tymczasem skatepark mamy już niemal w każdej małej miejscowości, a wiele rzeczy można nauczyć się z YouTube’a. Dlatego pasja Szymona tak bardzo mi się spodobała.

Cieszę się, że jednym z bohaterów tej książki jest też Igor Falecki, bardzo utalentowany perkusista. Igora opisałam pierwszy raz w 2014 r. Robiłam reportaż do „Dużego Formatu” o najbardziej wpływowych nastolatkach w Polsce. Gdy rozmawialiśmy pierwszy raz, Igor miał niecałe 12 lat, a teraz spotkaliśmy się, gdy miał niespełna 18. Świetnie było zobaczyć, jak się zmienił. Mam nadzieję, że tak jak w przypadku Igora o pozostałych bohaterach książki również usłyszę w przyszłości.

EŚ: Czytając Young power, co chwila wyszukiwałam informacje o bohaterach książki, przeglądałam ich profile facebookowe i sprawdzałam kanały na YouTube. O tylu rzeczach nie miałam pojęcia, tyle pomysłów zapaliło we mnie chęć do działania. Zauroczyła mnie właśnie historia Szymona, który zakochał się w rolkowych akrobacjach, mimo że miał za sobą też poważny upadek na rolkach. A która z historii Tobie najbardziej zapadła w pamięć?

Na to pytanie zawsze odpowiadam inaczej, ale teraz, gdy jesteśmy zamknięci i nie widać końca siedzenia w domach, myślę o tych, którzy nie mogą obecnie realizować swojej pasji. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie wtedy osoba, na którą trafiłam przez przypadek  – Oliwia Smektała, mistrzyni w pływaniu synchronicznym. Po pierwsze, buzia jej się nie zamykała jeszcze bardziej niż mnie, co nie jest łatwe [śmiech]. Oliwia opowiadała z takim zaangażowaniem, że jej historia właściwie sama się pisała. Po drugie, w dyskusjach o dzieciakach, które mają pasję, często pojawiają się głosy: „Na pewno rodzice go zmuszają”, „On nie ma dzieciństwa”. Oliwia jest tego totalnym zaprzeczeniem. To ona musiała ciągnąć rodziców, żeby ją wozili z Leszna do Poznania na treningi, to ona budzi cały dom o 5 rano, żeby zdążyć na basen na 6. Oczywiście ma bardzo fajnych, wspierających rodziców i supertrenerów, ale to jej determinacja odegrała kluczową rolę.

EZ: Czego się nauczyłaś od swoich bohaterów?

Że nigdy nie jest za późno. Też mogę jeździć na rolkach, nie będę już mistrzynią Polski juniorów, ale to nie znaczy, że nie da mi to satysfakcji. Chyba łatwiej niż kiedyś przychodzi mi też dzięki nim mówienie o tym, co lubię i bycie dumnym z tego, co robię.

Young power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat - Justyna Suchecka | okładka

EŚ: Zdecydowana większość bohaterów to dzieci z rocznika 2001, teraz wchodzące w dojrzałość, przygotowujące się do matury w czasie pandemii. Niektórzy już w bardzo młodym wieku mieli marzenia i plany, które później udało im się urzeczywistnić. Pamiętasz, co Ty planowałaś, gdy miałaś 19 lat?

Często jestem o to pytana w trochę innej formie, mianowicie: „Czy jak byłaś w ich wieku, wiedziałaś, że chcesz być dziennikarką?”. Otóż nie. Moją pasją był taniec towarzyski. Trenowałam go od 10 roku życia aż do matury. Potem poszłam na studia ekonomiczne do Poznania (zawsze robi wrażenie informacja, że umiem liczyć całki i macierze) i zrobiłam dyplom instruktora sportu, a więc mogę uczyć tańca.

Mówię o tym dlatego, że taniec był moją wielką pasją, poświęcałam mu bardzo dużo czasu, dojeżdżałam do innego miasta na treningi, jak każdy sportowiec męczyłam się z zakwasami i kontuzjami i, tak jak Oliwia, nie zawsze miałam czas na spotkania z koleżankami. Ale nigdy nie byłam wybitną tancerką. Moim największym sukcesem było mistrzostwo województwa. Wiedziałam, że nie będę mistrzynią świata. Zawsze więc marzyłam o tym, że będę uczyć innych, byłam pewna, że to sprawi mi olbrzymią frajdę. Teraz nauczanie tańca jest dla mnie świetną odskocznią od codzienności. Gdy ktoś pyta, co robiłabym, gdyby nie dziennikarstwo, odpowiadam: prawdopodobnie uczyłabym cha-chy. W wieku 19 lat miałam więc w głowie taką myśl: co by się nie działo, zawsze mam taniec.

EZ: Przed jakimi wyzwaniami Twoim zdaniem stoją dzisiejsi 19-latkowie? Mam wrażenie, że kiedyś, nawet te kilka lat temu, świat był o wiele łatwiejszy.

Moi bohaterowie ostatnio zwrócili mi uwagę, że ta książka będzie o czasach, których już nie ma. Owszem, wcześniej ich świat nie był bezpieczny (zmiany klimatu, kryzys uchodźczy), ale jednocześnie  w Polsce przeżywaliśmy okres wzrostu gospodarczego i bardzo niskiego bezrobocia. Zdecydowana większość tych młodych ludzi właściwie od urodzenia żyła w kraju należącym do Unii Europejskiej. Wychowywali się w świecie bez granic, w którym młodzi ludzie świetnie mówią po angielsku, a  na pytanie o studia odpowiadają: „W Anglii jest taka dobra uczelnia, a może wyjadę do Danii albo zostanę w Gdańsku”.

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że świat stoi dla nich otworem, a teraz mówią, że nie wiedzą, jaki właściwie on będzie. Być może przyjdzie im wchodzić w dorosłość w czasie największej od lat recesji, przy postępującym bezrobociu, popsutym rynku pracy. W większości są tego świadomi i dużo o tym myślą. W książce starałam się również delikatnie zaznaczyć temat zdrowia psychicznego. O nim się bardzo mało mówiło, kiedy my chodziłyśmy do szkoły i na studia. Teraz na szczęście zaczyna się poświęcać mu więcej czasu. Iga Świątek opowiadała mi o roli psychologa w sporcie. Lecz to nie tylko o sport chodzi, a o zaopiekowanie się sobą, które jest potrzebne wszystkim.

EŚ: Sytuacja pandemii to kolejny bodziec do szybszego wejścia w dorosłość. Zdaje się, że w pewien sposób wróciliśmy do epoki małych dorosłych. Młodzież robi kariery w social mediach, żyje swoimi pasjami, zarabia. A czymś twórczym jest też przecież nuda, nicnierobienie, szukanie rozmaitych możliwości. Szybkie sprofilowanie może zaś stanowić zagrożenie. Jakie pozytywne i negatywne strony tej przyśpieszonej dorosłości  dostrzegasz?

Gdy nastoletnia Maja Sołtysik, która prowadzi bloga o książkach, chciała zorganizować spotkanie autorskie z Sylwią Chutnik, to po prostu do niej napisała. To jest dla mnie przejaw dorosłości. Przekonanie, że  nie trzeba czekać na oficjalną pełnoletniość, aby samodzielnie zrobić coś ciekawego. Oczywiście istnieje lęk, że oni coś z takiego dzieciństwa sielskiego, jakie lubimy sobie wyobrażać, stracą. Tylko równocześnie pojawia się pytanie: czy to dzieciństwo, które my tak idealizujemy, beztroskie i bez rywalizacji, faktycznie takim było. Jeżeli nie braliśmy udziału w konkursach naukowych, to czy na pewno nie zależało nam, by mieć wyższą średnią niż koleżanka z bloku obok? A nawet jeżeli nam nie zależało, to czy nasi rodzice, gdy mówiliśmy, że dostaliśmy czwórkę, nie pytali: a co dostała Aśka?

Z jednej strony rywalizacja może być niebezpieczna, ale z drugiej, jeżeli w młodym wieku nauczymy się, że to, czy zajmiemy trzecie miejsce czy trzynaste nie jest jedynym aspektem, na podstawie którego należy nas oceniać, w dorosłym życiu będzie nam łatwiej.

ZNAK 779 04/2020: Duchowe światy Olgi Tokarczuk (książka ...

EZ: Bohaterowie Twojej książki są młodymi ludźmi z różnych środowisk. To nierzadko dzieci uchodźców, mieszkańcy wsi i małych miejscowości bądź młodzież, która w szkole ma pod górkę. Lecz w tle tych historii zawsze jest wspierający dorosły. Jest jednak spora grupa dzieci, które na takie wsparcie liczyć nie może ze względu na nieuprzywilejowaną pozycję społeczną czy ekonomiczną lub bagaż dysfunkcyjnej rodziny. Co z nimi? Co ma im do zaoferowania polska szkoła?

To jest właśnie ta grupa, z którą miałam największy problem podczas wyszukiwania bohaterów. Nie chciałam pozostawić wrażenia, że bez wspierających rodziców trudno cokolwiek osiągnąć. Jeśli przyjrzeć się z bliska historiom tych bohaterów, to w wielu przypadkach tym dorosłym, który wspierał, nie był wcale rodzic. Był nim nauczyciel, trener albo idol. Głęboko wierzę, że szkoła jest miejscem, w którym zawsze znajdzie się ktoś, kto zauważy to, co robisz.

Wielu bohaterów tej książki to stypendyści Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci. Nie wszyscy wiedzą, że stypendia z Funduszu nie polegają na przekazywaniu pieniędzy, ale na sieciowaniu z naukowcami, trenerami, artystami i z innymi utalentowanymi dziećmi. Funduszowcy, jak o sobie mówią, to młodzież z bardzo różnych środowisk. Nie wszyscy bohaterowie pochodzą z pełnych rodzin, dużych miast i są majętni. Mam naiwną nadzieję, że dzięki mojej książce, ktoś dowie się, że może trafić do Funduszu. Może nauczyciele, dorośli po jej przeczytaniu rozejrzą się dookoła i zastanowią się, komu i jak pomóc.

Jestem pewna, że moi bohaterowie będą właśnie takimi gotowymi do wspierania innych dorosłymi. Niedawno pisałam o tym, że dzieciaki z Funduszu zorganizowały ogromną akcję udzielania korepetycji online podczas pandemii koronowirusa. Jej inicjatorem był Maciek Zawistowski – młody historyk, pasjonat, którego opowieść zamyka książkę. Moi bohaterowie rzeczywiście są w jakimś sensie uprzywilejowani, bo są np. lepszymi uczniami, ale też czują, że mogą dzięki temu komuś pomóc. W tym widzę szansę rozwoju dla innych.

EŚ: Tę wolę działania widać już w Twojej książce. Jedna z Twoich bohaterek – Zofia Kierner – jest zapaloną edukatorką,  współorganizatorką nauczania języka angielskiego w praktyce, przez konwersacje, a nie opieranie się w większości na gramatyce. W Young power młodzi ludzie są świadomi niedostosowania polskiej szkoły do nowej metodyki nauczania, technologii, niewykorzystywania przez nią metod interaktywnych. To imponujące.  

Na pewno. Dzieciaki z Young Power są nie tylko świadome braków w polskim szkolnictwie, ale równocześnie każdy z nich daje nadzieję, że można tę sytuację naprawić. Jeśli nie na poziomie rozporządzenia ministra edukacji, to na poziomie oddolnych działań młodych ludzi, którzy są zdeterminowani, by zmieniać i ulepszać rzeczywistość.

EŚ: Zosia wykonuje właściwie działania obecne w środowiskach akademickich – wysyła polskim koleżankom i kolegom podręczniki do nauki języka angielskiego z fińskiej szkoły. Mam wrażenie, że niestety bardzo rzadko akademickie pomysły – oparte na doświadczeniach międzynarodowych – przebijają się do polskich szkół. Dlaczego nikt nie słucha profesjonalistów krytykujących kontrowersyjne reformy w polskiej edukacji?   

Gdy piszę teksty o edukacji, zauważam, że jest to dziedzina, na której temat wszyscy mają jakieś zdanie, bo przecież każdy kiedyś chodził do szkoły. A punktem odniesienia  powinny być przecież poważne badania.

Obawiam się, że kształt polskiej edukacji dzisiaj to konsekwencja myślenia magicznego i idealizacji przeszłości. Doświadczyliśmy tego przy okazji dwóch reform – nieudanej próby wprowadzenia obowiązku szkolnego dla 6-latków oraz likwidacji gimnazjów. W ich przypadku z reguły nie miały znaczenia żadne racjonalne argumenty, liczby czy badania, powoływano się natomiast na argument: „Kiedyś tak było i nikt nie narzekał”.

Problemem jest też forma dyskusji o polskiej edukacji. Też mam o to do siebie żal. Rozmawiamy często tylko z osobami, które myślą tak samo jak my, które diagnozują te same problemy. Wspomniani przez Ciebie akademicy i dydaktycy mają mnóstwo do powiedzenia. Ale nie docierają do poczekalni w przychodni w mojej rodzinnej Witwicy. Skupiamy się też zbyt często na błędach nauczycieli i dramatycznych, tabloidowych historiach. Śmieję się, że moja książka jest moim rozgrzeszeniem, bo na co dzień  wytykam błędy polskiemu szkolnictwu. W Young power daję zaś pozytywne przykłady.

EZ: Jakie Twoim zdaniem będą konsekwencje obecnej sytuacji w polskiej szkole? Lekcje zostały wstrzymane do 24 maja, a nauczyciele musieli wystawić maturzystom oceny końcowe bez kontaktu z nimi przez kilka tygodni. Matury przesunięto na czerwiec. Bardzo dużo mówi się o tym, że nie wszystkie dzieci mogą bez przeszkód uczestniczyć w lekcjach online.  

Nie chcę być pesymistką. Niestety w tym przypadku jestem. Wiem, że dzieje się teraz mnóstwo dobrego. Mamy w Polsce 4 mln uczniów i 600 tys. pedagogów, a zdecydowana większość z nich radzi sobie z tym kryzysem całkiem nieźle. Lecz wiem też, że są dzieci, które od 12 marca nie miały żadnego kontaktu ze swoimi nauczycielami. Mamy też poważny problem z maluchami, które nie chodzą teraz do przedszkola. Jeśli nikt się nimi nie zajmuje, to tracą one właśnie najcenniejszy czas w swojej edukacji. Rodzice często pracują i nie są w stanie przez parę godzin dziennie uczyć się i bawić z dziećmi, stymulować ich rozwoju.   Wypadają więc teraz z systemu i nie do końca wiem, jak to wyrównamy. Są też dzieci autystyczne albo te mieszkające w Wioskach Dziecięcych czy korzystające z programu SOS Rodzinie – one też tracą najważniejszą, terapeutyczną część swojej edukacji.

Jestem natomiast dumna z oddolnych inicjatyw młodzieży, grup wsparcia i świetnych kanałów nauczycielskich na YouTube – mam nadzieję, że wszystko to, co najlepsze zostanie po epidemii  w szkołach. Takie inicjatywy na pewno pomagają, choć nie rozwiązują podstawowych problemów. Bo mam też obawy, graniczące z pewnością, że skoro wchodzimy w recesję, to zaczniemy oszczędzać na edukacji, a w niej naprawdę nie ma już gdzie ścinać kosztów.

EŚ: Jakie zatem wyzwania stoją przed polską edukacją w przyszłości?

Po pierwsze, mam duży problem z tym, że skróciliśmy edukację ogólną. Jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji, jakie przyniesie rezygnacja z 9-letniego systemu nauki (szkoła podstawowa + gimnazjum) na rzecz 8-letniej podstawówki. Już teraz można zauważyć znaczący odpływ uczniów w stronę edukacji niepublicznej. On oczywiście zostanie przystopowany, bo przed nami duży kryzys finansowy. Lecz nie możemy pozwolić na to, że do dobrej edukacji będą mieć dostęp tylko ci, których na to stać. Wyrównywanie szans to nieustające wyzwanie.

A po drugie, szkoła świetnie sobie poradziła z uświadamianiem uczniów na temat zmian klimatycznych, ochrony środowiska, troski o wspólne dobro. Teraz w podobny sposób będzie musiała sobie poradzić z kwestiami zdrowia psychicznego. To szkoła musi być miejscem, w którym dzieci znajdą pomoc.

Uczniowie będą żyć w coraz większym stresie – sytuacja globalna świata się pogarsza. To będzie potężne wyzwanie, bo szkoły są przeciążone przez program, w dodatku pękają w szwach, więc brakuje miejsca na dyskusję o kondycji psychicznej. Ale jeśli nauczyciele i pedagodzy nie będą uświadamiać, jeśli nie będzie rozwijała się rówieśnicza komunikacja, to jako społeczeństwo znajdziemy się w bardzo niebezpiecznym miejscu. Obecna sytuacja sprawia, że coraz więcej mówi się o towarzyszących nam niepokoju i lęku – wierzę, że ta dyskusja przeniesie się również do szkół. To na pewno jest pozytywna strona pandemii.


JUSTYNA SUCHECKA –  dziennikarka specjalizująca się w tematyce edukacyjnej. Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu oprócz ekonomii studiowała politykę społeczną – bardziej od liczb interesują ją jednak ludzie. Pisze głównie o szkolnictwie oraz sukcesach i problemach młodych ludzi. Wraz z Natalią Szostak współprowadzi kanał kulturalny na Youtube – „Krótka Przerwa”. Autorka książki Young power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter