fot. Tara Ziemba / Wireimage / Getty
Anna Marchewka listopad 2021

Przez ciemność

„Dla kogo piszesz?”, „Dlaczego piszesz?”, „Skąd to przychodzi?” – te trzy pytania wracały do Margaret Atwood, utytułowanej kanadyjskiej autorki, tak często, że uczyniła je podstawą wykładów na temat „szeroko pojętego Pisania i Bycia Pisarzem”.

Artykuł z numeru

Oswajanie samotności

Czytaj także

Anna Marchewka

Gdzie ci mężczyźni

Wygłosiła je na uniwersytecie w Cambridge już ponad dwie dekady temu, a w książkowej, nieco zmienionej wersji wydała w 2002 r. W polskim przekładzie Agnieszki Pokojskiej O pisaniu ukazało się późnym latem tego roku jako trzecia pozycja w eseistycznej serii Wydawnictwa Karakter: wcześniej, w 2020 r., ukazały się Późne eseje J.M. Coetzee’ego oraz Misterium i maniery. Pisma przygodne Flannery O’Connor.

Atwood starała się odpowiedzieć na pytania (dla kogo? dlaczego? skąd?) studentkom i studentom, czytelnikom i czytelniczkom, ale pewnie i sobie. Szczęśliwie jednak autorka Kobiety do zjedzenia nie daje jednoznacznych odpowiedzi, za to podkreśla, że jest pisarką i czytelniczką, a to znaczy, że trzyma raczej stronę pytań.

„Pisanie – zaznacza Atwood we wstępie – wiąże się z ciemnością oraz pragnieniem – a może przymusem – by się w nią zanurzyć i, przy odrobinie szczęścia, oświetlić i wynieść z niej coś do światła”.

Nie skorzystają na tych wykładach ci, którzy szukają przepisu na sukces rynkowy, komercyjny. Nie podaje też Atwood przepisu na dobrą książkę, nie kryje bowiem przed czytelnikami i czytelniczkami, że na tym gruncie nie ma gwarancji: „wartość literacką i pieniężną można powiązać na cztery sposoby: dobre książki, które przynoszą zysk; złe książki, które przynoszą zysk; dobre książki, które nie przynoszą zysku; złe książki, które nie przynoszą zysku. To jedyne możliwe kombinacje. Wszystkie występują w rzeczywistości”.

Dwa ciała pisarza

Czy zatem pisanie to zajęcie dla tych z zamiłowaniem nawet nie do hazardu, lecz do spraw straconych? Niekoniecznie. Owszem, o dosłownie rozumianych, gwarantowanych pożytkach nie ma tu mowy. Ale w sukcesie komercyjnym nie ma nic złego, bez pieniędzy przecież nie da się pisać, z pisania dla pieniędzy wynikła spora część kanonu literackiego. Atwood, choć pamięta o tym, że „ze wszystkich wrogów literatury najbardziej podstępny jest sukces” (cytuje Cyrila Connolly’ego), to poddaje krytyce snobistyczne postawy szyderstwa z sukcesów komercyjnych (sama była obiektem takich ataków). Brak zainteresowania pieniędzmi to prawdziwy luksus, a sztuka – w tym pisanie – nie może być zarezerwowana dla tych najbardziej uprzywilejowanych.

Dużo miejsca i uwagi poświęca Atwood pracy pragnienia. „Pisanie jest dość osobliwe” – wyznaje, i owa osobliwość umożliwia jej funkcjonowanie w trybie podwójnym: osoby, która zajmuje się wszystkim poza pisaniem, oraz pisarki, która wyrusza w niebezpieczne podróże (znakomity jest cały rozdział poświęcony sobowtórom, mrocznym bliźniakom i tej niesamowitej kondycji, którą nazywa „dwulicowością”, umożliwiającej pisanie). Bo osoba, która pisze, nie jest zdaniem Atwood tą samą osobą, która wypełnia inne czynności życiowe. Współczesne dążenie do poznawania życia autorów i autorek ważnych czy ulubionych książek to skłonność niekoniecznie zalecana.

„Chcieć poznać autora, bo lubi się jego książki, to jak chcieć poznać kaczkę, bo lubi się pasztet” – taką, wyciętą z gazety, sentencję umieściła Margaret Atwood przy swoim biurku, rozbrajając w ten sposób powagę sytuacji.

Lubimy biografie, podglądanie prywatności – tak cennej współcześnie – traktujemy jak sposób na lepsze poznanie dzieła literackiego. A według Atwood na niewiele się ta wiedza zdaje, może służyć ewentualnie do wzmacniania poczucia niesamowitości kondycji pisarki, która zdaniem cytowanej tutaj Marguerite Duras staje „oko w oko z nicością”. Kim jest pisarz, kim jest pisarka? Tym drugim, tą drugą, mroczną bliźniaczką skłonną do podejmowania niesłychanego ryzyka, opartego na zasadzie nieopłacalności, wielce kosztownego, które – czasem, tylko czasem – coś daje w zamian. Ta samotność jest szczególnego rodzaju: musi się opierać na oczytaniu i kunszcie, wychodzi w stronę spotkania, ale prawie nigdy nie bezpośredniego. Rysuje się tu też jednak nadzieja na jakąś bliskość między tą, która „tylko żyje”, a jej mroczną bliźniaczką, która pisze.

Czytanie służy pisaniu

Atwood przykłada wagę do warunków, w jakich do pisania dochodzi. W charakterystycznym dla siebie lekkim tonie zwraca uwagę nie tylko na rolę pieniędzy w procesie pisania, zwłaszcza powieści. Zastanawia się też nad innymi czynnikami, które mogą zbudować pisarkę. Dowiadujemy się sporo o dzieciństwie i młodości autorki MaddAddam: edukacji, rodzinie, docieraniu do „swoich ludzi”. Wydaje się jasne, że aby zostać pisarką, trzeba najpierw dużo i intensywnie czytać, rozwijać wyobraźnię. Dobrze też zasmakować, możliwie wcześnie, odosobnienia, ponieważ pisanie to nie tylko groza, to nie tylko ryzyko, to również samotność, z którą trzeba umieć żyć. Nawet najbardziej zagorzała czytelniczka, samotnica czy nawet postać napiętnowana doświadczeniem choroby nie ma jednak gwarancji, że zebrane przeżycia przełożą się na pisanie.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Zwłaszcza czytanie ma fundujące znaczenie dla pracy pisarskiej. Atwood przedstawia w tym zbiorze wyniki własnych studiów, świadectwa doświadczeń czytelniczych, nawet wyciągi z dzieł swoich poprzedniczek i poprzedniczek. O pisaniu może się stać wezwaniem do wypraw w nieznane albo i odświeżenia pamięci o dziełach z kanonu literatury światowej. Atwood pisze o „sroczości”, czyli wyłapywaniu z nich co ładniejszych kawałków i wplataniu we własne gniazdo. Nie jest to wcale próba obniżenia wartości własnej działalności, raczej kolejna trzeźwa uwaga, równoważąca mroczny wymiar rozważań O pisaniu. Atwood podkreśla bowiem, że osoba pisząca zagląda w zaświaty czy nawet nawiązuje relacje ze zmarłymi, wprowadza ich na powrót w życie. Również przez cytowanie, w końcu większość kanonu to dzieła dawno zmarłych. Czytanie światów przeszłych to ożywianie ich, pisanie na podstawie doświadczeń lekturowych to włączanie przeszłości / pamięci / utraty w teraźniejszość. Gilgamesz, który „wyruszył w daleką drogę. Zmęczył się ogromnie, przyszedł z powrotem. Na kamieniu wyrył opowieść o trudach”, był pierwszym pisarzem. „Wszyscy pisarze uczą się od zmarłych” – pisze Atwood, ale zaznacza, że to, co piszą, ma szansę zostać żywe. Stawką zatem tych ryzykownych wypraw pisarskich jest ocalenie.

Od czytania właśnie musi zacząć się opowieść o pisaniu. Atwood występuje przeciw stereotypowi, który zrównuje pisanie z „opowiadaniem”. „Pisanie to zapisywanie partytury dla głosu” – podkreśla Atwood, z której perspektywy nie jest możliwe uchwycenie czy oddanie niczyjego głosu, bo „pisanie cechuje się pewną twardością, trwałością, której nie miała mowa”. Pisanie nie jest „opowiadaniem” w rozumieniu Atwood, dla której nieznośne są wypowiedzi krytyczne dotyczące poszukiwania czy znajdowania przez pisarza / pisarkę głosu – te błędy krytyki literackiej wpuszczają osoby piszące w maliny. Opowiadanie jest „działaniem w ruchu” – jak podkreśla Atwood przywołująca Jezusa jako wzorcowego opowiadacza. Ludzie pisma i prawa (w tym faryzeusze) „należą do jego wrogów”, Jezus „sam bowiem jest Słowem”, „Duchem, który kędy chce, tchnie; jest płynny i nieuchwytny, niczym głos.

Skoro jednak osoby piszące nie są opowiadaczkami, to skąd popularność tego wizerunku, również wśród samych piszących? Może i po to, by być bliżej? By nie kojarzyć pisarstwa z trudami rzemiosła, sztuki pisarskiej wykuwanej w samotności i mroku, czyli nie zrażać do siebie czytających? Pisze więc Atwood (nie można zapominać, że teksty te tworzone były najpierw do wygłoszenia przed publicznością, były czytane na głos, ale niekoniecznie mówione) „przeciw mamieniu” piszących i czytających. Może to i prztyczek wymierzony w przemysł nazywany szkołami pisania? Każdy ma do opowiedzenia swoją historię, zgadza się Atwood, jednak nie każdy może ją napisać.

Nowe centra świata

O czym jest ta książka? Nie tylko o pisaniu (co jasne), czytaniu, o tym, że paradygmat romantyczny trzyma się mocno, o napięciach między sztuką a handlem, czyli o pieniądzach, o rolach wyznaczanych pisarzom (iluzjonista, społecznik), o uwikłaniu we władzę społeczno- -polityczną, o snobizmach. Jest to też wyraz sprzeciwu wobec fetyszyzowania pisarstwa – pora skończyć z kapłaństwem w literaturze. Jest także zbiór Atwood wyrazistą wypowiedzą w sprawie możliwości przełamywania hierarchii (dobrze pamiętać, że wykłady wygłoszone zostały po raz pierwszy w Cambridge), które musi się zacząć od dekolonizowania siebie samych. Northrop Frye, nauczyciel Atwood z czasów studiów, powtarzał często, że „ośrodek rzeczywistości znajduje się tam, gdzie kto jest, a jej promień sięga tak daleko, jak pozwala na to wyobraźnia”.

Ta wywrotowa postawa to zaczyn zmian na skalę ogólnoświatową. Nie trzeba pochodzić z Nowego Jorku, Paryża czy Londynu, by pisać, ekscytowała się Atwood w czasach studenckich. Ale to odkrycie jest ledwo początkiem, przełamywanie monopolu centrum kolonialnego świata to długi proces, nie załatwia się sprawy jednym gładkim cięciem. Konsekwencje tego dobrze brzmiącego stwierdzenia są poważniejsze i wydaje się, że nie mają końca. Uznanie na serio, że centrum świata jest tam, gdzie stoi opowiadająca osoba, prowadzi dalej: do mnożenia napięć między centrami a tzw. prowincjami w każdym z krajów i do niekończącej się pracy na wyobraźni, do negocjowania znaczeń i perspektyw. Praca dekolonizacji musi wieść przez kolejne stadia: jak wyzwolić się spod władzy męskiego, białego spojrzenia? By już nawet nie dyskutować z obowiązującymi stereotypami, by rzeczywiście pisać ze swojego miejsca (gdziekolwiek ono jest), nie oglądać się ani nie porównywać, nie cenzurować, nie umniejszać, nie przeganiać, nie konkurować. Tymczasem jeszcze w wielu miejscach kategoria literackiej prowincji (liczba pojedyncza znosząca różnorodność) jest na porządku dziennym.

Jest to również książka o tym, jak zostać pisarką, „Kobieta, Która Pisze – to wielce podejrzana kreatura” – przypomina Atwood w tej – po części – historii emancypacji. Przywołuje Szkarłatną literę Nathaniela Hawthorne’a (podobnie jak Coetzee w Późnych esejach), by postawić pytanie o właściwe znaczenie litery A, którą lokalna społeczność napiętnowała główną bohaterkę powieści. Co jeśli oznaczało nie tyle „cudzołożnicę” (Adulteress), ile Autorkę czy Artystkę? Owa łata skazywała na życie w ramach schematu ascezy. Przed współczesnymi artystkami pozostaje zadanie: nie dać się wpuścić w kanał wyrzeczeń.

Jakie pożytki może nieść czytanie wykładów o pisaniu? Przejście tej drogi, odtworzenie przejścia przez ciemność, by wrócić – z czym? Sam powrót wydaje się wygraną, zwycięstwem w obliczu niezmierzonej utraty.

Margaret Atwood

O pisaniu

tłum. Agnieszka Pokojska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021, s. 304

Kup numer