70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wydawać by się mogło

Rozumieją, że książka to dziś produkt, towar na trudnym i wymagającym rynku, który nie ma wielu odbiorców, przecież doskonale wiedzą, że poziom czytelnictwa w Polsce sięga w porywach 40%. Zdają sobie także sprawę z zagrożeń związanych z dystrybucją, handlem, sprzedażą i rosnącą konkurencją. Mimo wszystko, kierowani pasją i zaangażowaniem, podejmują trud i wysiłek, zakładają małe wydawnictwa, dzięki którym udowadniają, że ambitna literatura oraz piękna książka drukowana wciąż są w cenie.

Z raportu Biblioteki Narodowej o stanie czytelnictwa w roku 2014[1] wynika, że 60% Polaków i Polek nie przeczytało w ostatnim roku żadnej książki, 16% gospodarstw domowych nie posiada księgozbiorów, a tylko co dziesiąty obywatel powyżej 15. roku życia jest aktywnym uczestnikiem kultury czytelniczej, co oznacza, że kupił (dla siebie lub na prezent) i przeczytał w ostatnich 12 miesiącach choć jedną książkę, a także przynajmniej raz w miesiącu o książce rozmawiał. Pytania, które nasuwają się od razu, to: jaka to książka? Co z pozornie bogatej oferty wybierają czytelnicy i czytelniczki? Kto i co kształtuje ich gust? Przecież wydawnictw w Polsce nie brakuje (jest ich ponad trzykrotnie więcej niż przed rokiem 1989). Każde z nich próbuje walczyć o miejsce na regale czytelników i czytelniczek. W sondażach i rankingach wygrywają, a zyski zgarniają – co nie dziwi – najsilniejsi, których nie ma zbyt wielu, ale wciąż umacniają swoją pozycję. Co z pozostałymi wydawnictwami rozproszonymi na polskim rynku? Jaką ofertę proponują czytającej publiczności? Kto dziś czyta i kupuje literaturę piękną? Jaka część czytelniczego tortu do niej należy? Kto jest na tyle odważny, by porywać się z motyką na słońce i inwestować w wydawanie ambitnej beletrystyki? Choć pytania mogą prowokować ponure odpowiedzi, na szczęście znajdują się edytorscy szaleńcy, pasjonaci, którzy w literaturę wierzą i wiedzą, że ona sama potrzebuje wsparcia, a swoją działalnością udowadniają, że dobre praktyki wydawnicze popłacają, a przy okazji można dzięki nim zarobić. To osoby zakładające małe wydawnictwa, oficyny, które rocznie wydają kilka, kilkanaście przemyślanych tytułów. Choć mali, nie są słabi, wręcz przeciwnie, cechuje ich pewien rodzaj odwagi. Publikują, tłumaczą, prezentują to, w co sami wierzą, czego w literaturze szukają, czego im po prostu brakuje.

 

Palcem po mapie

Część małych oficyn inicjuje i rozwija działalność poprzez wydawanie książek tzw. małych literatur, krajów peryferyjnych, regionów, które nie posiadają reprezentantów na polskim rynku. Pragną przedstawić czytelnikom i czytelniczkom literaturę uznaną i cenioną na rodzimym gruncie.

„Wydajemy to, co sami chcielibyśmy przeczytać i oglądać” – tak mówią o sobie powstałe w 2013 r. we Wrocławiu Książkowe Klimaty, które na początku działalności składały się z trzech mniejszych oficyn: Czeskich, Greckich i Słowackich Klimatów, przedstawiają literatury z krajów bliskich, sąsiednich, a jednocześnie słabo w Polsce znanych. Szybko okazało się, że podróż w tym kierunku przynosi efekty, bowiem już w 2014 r. przetłumaczona przez Tomasza Grabińskiego książka Pavola Rankova Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej) została uhonorowana Nagrodą Literacką Europy Środkowej „Angelus”, tym samym doceniono młode wydawnictwo z dobrą intuicją. Obecnie Książkowe Klimaty posiadają w swojej ofercie ponad 30 tytułów, chcą rozszerzać działalność m.in. o literaturę z kolejnych regionów: Węgier, Bułgarii, Turcji.

Dzięki temu, że pracownicy i pracowniczki małych wydawnictw są często ich założycielami i założycielkami, a także tłumaczami i tłumaczkami z języków bardzo niepopularnych, znawcami i znawczyniami regionów nieoczywistych, potrafią jako specjaliści i specjalistki nie tylko dotrzeć do literatury ważnej dla konkretnego kraju, ale także zwracają uwagę na książki niszowe, powstające niemal w podziemiu.

„Podejmujemy próbę odczarowania Bałkanów, postrzeganych jako miejsce naznaczone wyłącznie przez konflikty. Dokonujemy tego poprzez wyciąganie ze stereotypowego bałkańskiego kotła poszczególnych krajów, takich jak Macedonia, Bułgaria czy Serbia, które za sprawą potocznych uproszczeń tracą swój indywidualny charakter. Cieszy nas fakt, że silna pozycja literatury o Bałkanach powoli zaczyna ustępować miejsca literaturze z Bałkanów (…). Wyszukujemy i wydajemy historie, które mają nas zabrać daleko poza kropkę kończącą to zdanie” – w ten sposób o swojej działalności mówią Aneta i Michał Sapetowie, założyciele wydawnictwa

Toczka, które w portfolio ma cztery tytuły prezentujące literaturę z krajów słowiańskiego Południa. Sapetowie powtarzają, że odnajdują na Bałkanach to, co w ogóle interesuje ich w literaturze: szaleństwo, płynność granicy między realnym a nadprzyrodzonym oraz poszukiwanie swojego miejsca na mapie. Z Półwyspem Bałkańskim łączą ich osobiste relacje, doświadczenie wyniesione z macedońskiego rynku wydawniczego. Dotąd wydali uhonorowany Nagrodą Balkanika zbiór opowiadań macedońskiego pisarza Aleksandra Prokopieva Mały człowiek: bajki z lewej kieszeni, osobiste Łomskie opowieści, za sprawą których bułgarski autor Emil Adreev przenosi czytelników i czytelniczki do kraju swojego dzieciństwa, do miasteczka Łom, nad brzeg Dunaju, Hrapeszka Ermisa Lafazanovskiego oraz błyskotliwy, bezkompromisowy zbiór opowiadań w miniaturowej oprawie (o wymiarach 110 mm na 110 mm) Jak trzymać parasol bez ręki? Branko Prlji, przedstawiciela młodej generacji macedońskich pisarzy.

Wydawnictwo Toczka dba o oprawę graficzną wydawanych książek, chce, by wyróżniały się „prostotą i surowym charakterem”, zwraca uwagę na spójność treści i formy już od pierwszej strony. Sapetowie zaprojektowali dotąd trzy pozycje, bowiem zaskakujący format zbioru Jak trzymać parasol bez ręki? to edytorski pomysł autora. „Nie mamy nic przeciwko temu, żeby nasze książki oceniano po okładce” – chwalą się wydawcy.

 

Mądre cacko

Od literatury pięknej z „dalekich” rejonów świata (Karaibów, Haiti, Konga, Maroka) rozpoczynało działalność w 2008 r. (największe z małych tu opisywanych) krakowskie wydawnictwo Karakter założone przez Magdalenę Hajduk-Dębowską, Przemysława Dębowskiego oraz Małgorzatę Szczurek. W pierwszych latach pracy konsekwentnie przekładali przede wszystkim prozę francuskojęzyczną, wprowadzając na polski rynek takich pisarzy jak Alain Mabanckou, Tahar Ben Jelloun czy Lyonel Trouillot. W 2009 r. Karakter wygrał przetarg na prawa autorskie do tłumaczenia wszystkich dzieł Susan Sontag i tym samym zainicjował kolejną serię wydawniczą prezentującą esej i literaturę faktu, w której teraz ukazują się książki m.in. Hoomana Majda czy Raji Shehadeha. Warto zwrócić uwagę także na serię Mówi Muzeum, wydawaną wspólnie z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, w której ukazały się m.in. książki o postaciach ważnych dla sztuki polskiej w XX w., np.: Zofii i Oskarze Hansenach czy Alinie Szapocznikow (w tej serii opublikowano także jej listy) albo Zatańczą ci, co drżeli. Polska sztuka krytyczna Karola Sienkiewicza. Największy rozgłos przyniosła działalność wydawnicza poświęcona projektowaniu graficznemu, designowi i architekturze, kanoniczne dzieła Waltera Gropiusa czy Rema Koolhasa, ale także świetnie przyjęte przez publiczność Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u Filipa Springera.

„Wydajemy, co się nam podoba” – tak brzmi motto Karakteru, ale do „co” należy dodać „jak”, ponieważ wydawnictwo prezentuje nie tylko literaturę na najwyższym poziomie, ale także zwraca uwagę na jakość wydawanych książek. Nie jest tajemnicą, że Karakter to jakość nie tylko na poziomie treści. To także ładna, ciesząca oko już od okładki książka, obiekt, który z dumą można postawić w domowej biblioteczce, wyróżniające się na księgarnianych półkach projektowe cacko. Książki ważne i mądre potrzebują skrojonej na swoją miarę szaty graficznej, a jak się okazuje, dzięki zachowaniu takiej koherencji można osiągać sukcesy, o czym świadczy np. ostatnia nominacja do Nagrody „Pióro Fredry” za książkę Jana Knothe Sztuka budowania.

Jak ważne jest spójne myślenie o dobrej książce jako projekcie, wie także Wydawnictwo Warstwy, powołane w 2013 r. przez Miejską Bibliotekę Publiczną we Wrocławiu do działalności edytorskiej i edukacyjnej. Redaktorzy i redaktorki Warstw przywiązują wagę do swojego pochodzenia, dlatego upominają się o twórców związanych z Wrocławiem, o ich dorobek i spuściznę. Książka inicjująca ich działalność to Bizary Ewy Szumańskiej. Przypominają także ilustratora Mieczyława Piotrowskiego, który wraz z Janem Laskowskim w latach 60. tworzył książki i filmy rysunkowe dla dzieci, do grona na nowo odczytanych autorów dołączył także krytyk literacki Andrzej Falkiewicz. Jednak „wrocławskość” nie ogranicza się tylko do regionu, nie zamyka się w granicach Dolnego Śląska, jak mówi Jarosław Borowiec, redaktor naczelny wydawnictwa: „Nie chcemy działać doraźnie, ale w jakimś sensie kompleksowo – interesuje nas merytoryczne przygotowanie tego, co dziś jeszcze można i należy zrobić wokół konkretnych autorów, bo za moment będzie to już niemożliwe. »Wrocławskość« to także bezpośrednia współpraca z innymi miejskimi instytucjami kultury. To nasze książki, które bezpośrednio są przekazywane do części wrocławskich przedszkoli i bibliotek”.

Warstwy myślą o swojej działalności „trójwymiarowo”. Po pierwsze, zajmują się przygotowaniem tzw. książki tradycyjnej na bardzo wysokim poziomie merytorycznym i edytorskim. Po drugie, „spotykają książkę z multimediami”, czyli jak w przypadku np. tomu wierszy Tadeusza Różewicza przygotowują publikację z płytą z autorską interpretacją. Mają w planie przypominanie filmów dokumentalnych dotyczących wybranych twórców czy też kina inspirowanego książką. Ostatnim zakresem działalności jest wydawanie książek o dziedzictwie polskiej szkoły ilustracji adresowanych do młodszego odbiorcy. Choć zwracają uwagę także na nową generację twórców poprzez wydawanie picturebooków, książek obrazkowych, czego przykładem są Oczy Iwony Chmielewskiej, które zostały uhonorowane tzw. ilustratorskim Oscarem, czyli nagrodą Bologna Ragazzi.

Działalność wydawnicza bezpośrednio wpływa na pracę edukacyjną, którą Warstwy sukcesywnie realizują przez współorganizowanie warsztatów plastycznych inspirowanych ich książkami, spotkania Ile warstw ma książka o procesie wydawniczym, pracy z archiwami, prowadzenie rozmów i szkolenia dla bibliotekarzy i bibliotekarek na temat książek obrazkowych: jak je kategoryzować i klasyfikować. Niedawno rozpoczęły także cykl warsztatów filozoficznych inspirowanych nową książką Iwony Chmielewskiej abc.de o tożsamości, języku i wielokulturowości.

Książki Warstw to pozycje przemyślane, starannie skomponowane, szyte kolorowymi nićmi, w tłoczonych okładkach, na bardzo wysokim poziomie merytorycznym. Na pytanie o ofertę, wyjaśnienie swojego rozumienia „dobrej” książki Borowiec odpowiada: „W ostatnich latach zmienił się nie tylko rynek książki, ale zmienił się jej charakter. Dziś nie jest żadną sztuką wydanie książki, ale sprawienie, żeby wyprzedziła ona czas, w którym powstaje. Paradoksalnie – wydanie ładnej i brzydkiej książki kosztuje tyle samo”.

Takiej filozofii wydawniczej ufa coraz więcej czytelników i czytelniczek, dla których – wbrew tendencjom – kontakt z książką drukowaną jest doświadczeniem zmysłowym, którzy w myśl Rolanda Barthesa i Susan Sontag czerpią cielesną przyjemność z czytania. Co tu dużo mówić – wszyscy wiedzą, że lepiej czyta się książki ładne.

 

Książka z twarzą

Wśród czytelników i czytelniczek największą popularnością cieszy się od kilku lat proza gatunkowa, przede wszystkim literatura kryminalna (najchętniej kupuje ją 14,1% odbiorców, a czyta 19,6%) oraz non-fiction (kolejno: 15,1%, 21,4%). W odpowiedzi (zapewne nie wprost) na te potrzeby pojawiły się na polskim rynku dwa wydawnictwa, które łączy nie tylko zamiłowanie do konkretnego gatunku, ale także bardzo mocny „mecenat”, twarz opiekuna.

Od 2014 r. w Instytucie Reportażu w Warszawie działa wydawnictwo Dowody na Istnienie założone z inicjatywy Mariusza Szczygła i Wojciecha Tochmana, którego redaktorką naczelną jest Julianna Jonek. Dowody na Istnienie wydały dotychczas książki w trzech seriach: Faktyczny Dom Kultury, czyli wznowienia, ważne pozycje z polskiego i światowego kanonu literatury non-fiction (tu ukazały się m.in. Nie oświadczam się Wiesława Łuki i Na wschód od Arbatu Hanny Krall); Reporterskiej, prezentującej nowe, często debiutanckie książki autorów i autorek uznanych, ale także tych, którzy / które wkraczają na drogę pisarską, często absolwentów i absolwentek Instytutu Reportażu (warto choćby wspomnieć Świadka Roberta Rienta czy nominowaną do Nagrody Literackiej Nike w 2014 r. Cudowną Piotra Nesterowicza) i Stehlik (z czeskiego „szczygieł”), autorski wybór Mariusza Szczygła.

Szczygieł i Tochman firmują Dowody na Istnienie swoimi nazwiskami, dzięki własnemu autorytetowi budują nową jakość na rynku wydawniczym, odwołując się do tradycji polskiego reportażu, podkreślają, jak ważną pisarką jest dla nich Hanna Krall. Największą przewagą „wydawnictwa Szczygła i Tochmana” (jak się już przyjęło) jest właśnie znalezienie odpowiedniego punktu wspólnego w działalności wydawniczej i edukacyjnej. Dzięki temu, że Dowody na Istnienie posiadają tutorów książek, opiekunów, którzy zajmują się konkretnym tytułem, pracują i pomagają danej publikacji, mogą o sobie myśleć jak o wydawnictwie bezkonkurencyjnym[2].

Ciekawy pomysł na promowanie literatury kryminalnej (lub z wątkami kryminalnymi) przy jednoczesnym podkreślaniu roli i nazwiska wydawcy (a może właśnie promowanie literatury przez nazwisko wydawcy?) przedstawiło założone w ubiegłym roku Wydawnictwo Tomasza Sekielskiego Od Deski do Deski. Dotąd w serii Na F/aktach, autorskim pomyśle Sekielskiego, ukazały się trzy pozycje: Preparator Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, głośna Inna dusza Łukasza Orbitowskiego oraz „I odpuść nam nasze…” Janusza Leona Wiśniewskiego. Pisarze otrzymali od dziennikarza-wydawcy listę rzeczywistych przypadków kryminalnych, akta spraw, dokumenty, raporty sądowe, materiały prasowe i na ich podstawie tworzą swoją wersję zdarzeń, zbeletryzowane, alternatywne historie danej zbrodni. Takie „zadanie” autorom tematu ma swoją wielką zaletę, pokazuje, że pisarze z bardzo różnych przestrzeni mogą spotkać się w podobnym gatunku pod skrzydłami jednego wydawnictwa. To nie jedyny kierunek, który chce rozwijać Od Deski do Deski, właściciele już zapowiadają nową serię Nie/zwykłych Rozmów.

 

Sterem, żeglarzem, okrętem

Na polskim rynku istnieją także jednoosobowe wydawnictwa wyspy, w których właściciel jest wydawcą, często tłumaczem, osobą odpowiedzialną za (cało)kształt: skład, łamanie, oprawę graficzną książki. Takim przykładem jest Nisza Krystyny Bratkowskiej. To, jak sama nazwa wskazuje, niepozorne, ukryte, a jednocześnie publikujące książki często nagradzane wydawnictwo założone w 2004 r. W Niszy zadebiutował Pensjonatem Piotr Paziński, laureat Europejskiej Nagrody Literackiej w 2012 r. oraz Paszportu „Polityki” w 2010 r., nominowany w tym samym roku do Nagrody Literackiej Nike, Magdalena Tulli wydała tu Włoskie szpilki (uhonorowane w 2012 r. Nagrodą Literacką Gdynia w kategorii proza, Nagrodą Literacką dla Autorki „Gryfia”, nominowane do Nike), sukcesem roku 2015 okazała się Alicyjka, debiutancka powieść Liliany Hermetz, laureatki Nagrody im. Josepha Conrada.

Krystyna Bratkowska dla wielu pisarzy i pisarek jest kobietą instytucją, która nie boi się inwestować czas, pracę i pieniądze w nieznane nazwiska. Ostatnim pomysłem na sfinansowanie debiutanckiej książki Sztuczki krakowskiej poetki Joanny Lech jest akcja crowdfundingowa, dobrowolna zbiórka środków na portalu pomagam.pl, która pozwoli książkę wydrukować, dystrybuować i promować. Przy tej okazji wydawczyni po raz kolejny zaczęła głośno mówić o problemach, z którymi borykają się mali wydawcy, czyli o kwestiach finansowych, dystrybucyjnych, handlowych czy o programach grantowych, które wymagają zaawansowanej opieki księgowej. Bratkowska zdaje sobie sprawę, że prowadzenie wydawnictwa to przede wszystkim pasja, a nie sposób na zarabianie pieniędzy.

Dlatego też Nisza stała się częścią ZMOWY, czyli Związku Małych Oficyn Wydawniczych z Ambicjami utworzonego w 2009 r. Niewielkie wydawnictwa połączyły siły, by wspólnie docierać do swoich odbiorów, poszerzać wąską grupę czytelników i czytelniczek, prowadzić działalność informacyjną o wydawanych publikacjach, ale także dzielić koszty stoiska na targach książek, które dla pojedynczego podmiotu są zbyt dużym obciążeniem, a w ten sposób wszystkie mogą zaistnieć podczas kilku wydarzeń tego typu. Jeszcze w 2013 r. ZMOWA gromadziła kilkunastu wydawców, chociażby na krakowskich Targach Książki prezentowało się wiele małych oficyn, w roku ubiegłym na stoisku swoją ofertę proponowały zaledwie trzy. Czy wspólne ideały, „hołubienie miesiącami” wydawanych książek są siłą, która potrafi jednoczyć na długo?

 

Kierunek: kanon

W konstelacji wydawnictw małych a odnoszących sukcesy nie można pominąć oficyny takiej jak Korporacja Ha!art, która od 1999 r. prowadzi działalność wydawniczą w kilku rozwijanych z roku na rok seriach (m.in. prozatorskiej, poetyckiej) i liniach (wizualnej, radykalnej, krytycznej, albumowej). Właśnie w Ha!arcie debiutowali autorzy i autorki, którzy / które na stałe zagościli / zagościły w kanonie (cokolwiek on znaczy) literatury polskiej po 1989 r. To małe alternatywne wydawnictwo przez wiele lat było progiem do literackiego świata. Dość wspomnieć Lubiewo Michała Witkowskiego, Kieszonkowy atlas kobiet Sylwii Chutnik, powieści Sławomira Shutego, sukcesem ostatnich lat okazała się też książka Przyjdzie Mordor i nas zje Ziemowita Szczerka. Nie można oczywiście pominąć odzyskania postaci Mariana Pankowskiego i wydania jego tekstów.

Co zrobić z wydawnictwami, które mają długą tradycję, powstały przed przełomem, wydają od lat książki wartościowe, kiedyś były wielkie, dziś są małe, a ich zasługi są nie do przecenienia? Co z kolei o stanie rodzimego czytelnictwa mówią próby likwidacji Państwowego Instytutu Wydawniczego? Jakie wydawnictwo by się zamknęło: małe, duże, zapomniane czy tradycyjne? Jak dziś mówić choćby o Czytelniku, który wydał większość reportaży Ryszarda Kapuścińskiego, dzienniki Jarosława Iwaszkiewicza. Za sprawą wydawnictwa ukazał się w Polsce kanon literatury światowej, dzięki tłumaczeniom np. Thomasa Bernharda, Sándora Máraia.

Mapa małych wydawnictw w Polsce jest zdecydowanie szersza, ma więcej „warstw”, „nisz”, o których należy mówić, których książki powinny być częściej dostrzegane, zauważane, ale najpierw (kupione i) czytane. Małych wydawców łączy chęć zaprezentowania „dobrej”,  ambitnej książki, która wymaga od nich samych poważnego traktowania swoich czytelników i czytelniczek.

[1] Izabela Koryś, Dominika Michalak, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2014 roku, http://www.bn.org.pl/download/document/1428654601.pdf (dostęp: 25 listopada 2015 r.)

 

[2] „Jesteśmy bezkonkurencyjni”. Z Julianną Jonek i Mariuszem Szczygłem rozmawia Krzysztof Cieślik, „Fragile” 2015, nr 3 (29), s. 26–30.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter