Nie pamiętam, kiedy ostatnio się nudziłem. Dlaczego zareagowałem podobnie na dwa tak skrajnie różne, zdawałoby się, przypadki?
Uczucie nudy wiąże się ze sporą dawką nieokreśloności. Leszek Kołakowski w Mini‑wykładach o maxi‑sprawach zauważa, że nuda może być doświadczeniem podmiotu, a zatem jakąś jego własnością wewnętrzną, albo też stanowić własność zewnętrzną – jakiś przedmiot może być nudny. Nudzić się i czytać nudną książkę to nie to samo. To drugie wpływa na pierwsze, ale nie ma rzeczy nudnych po prostu. Nudne jest zawsze coś dla kogoś. I tak rozkoszuję się „nudnymi” Nieustającymi wakacjami Jima Jarmuscha, filmem, w którym facet chodzi po mieście, tańczy do saksofonu i pali papierosy; zaś kolejne odsłony przygód Jamesa Bonda wprowadzają mnie w przyjemny, lecz senny nastrój. Tak już mam, fenomenu „nudnych” rzeczy wyjaśnić się nie da. To nie twoja wina, że „ta zabawa jest nudna”, ona po prostu nudzi tego konkretnego trzylatka – szukaj dalej!
Ciekawsza jest nuda sauté, ta, którą się czuje. Małgorzata Halber we wrześniowym „Znaku”, szukając jakiegoś jednego mianownika dla nudy, wskazuje, że możemy ją potraktować jako reakcję na brak sensu. Podobnie widział nudę Blaise Pascal w Myślach, gdy pisał, że „nie ma dla człowieka nic równie nieznośnego, jak zażywać pełnego spoczynku, bez namiętności, bez spraw, rozrywek, zatrudnienia. Czuje wówczas swoją nicość, opuszczenie, niewystarczalność, zależność, niemoc, próżnię”. Te dojmujące doznania naturalnie niosą ze sobą „melancholię” i „rozpacz”, przeciągnięte i puste jak długie jest „uuu” w „nuuudzi” mojego synka. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że to cała opowieść o nudzie.
Kołakowski stwierdza, że „zjawisko nudy jest ceną, jaką płacimy za to, że umiemy być ciekawi”. To jasne, że susza pozwala docenić ulewę, ale to dość banalna alternatywa. Dla przykuwania uwagi nie trzeba uprzedniego rozproszenia, nie ma tu ścisłego uwarunkowania. Ale jeśli potraktujemy tę myśl jako postulat, to nabiera ona pewnych rumieńców. Uczucie nudy jest dla Kołakowskiego „nieodzowną częścią naszego człowieczeństwa”, bo „rozbudza (…) potrzebę wyjścia z nudy”. „Kiedy żołnierz skarży się na swoje mozoły albo rolnik itd., skażcie ich na bezczynność” – dodałby Pascal. Chwal swoją siermięgę, gdy jej zabraknie, będziesz cierpiał.
I tu widać drugą stronę nudy: choć uciążliwa, gorzej, gdy jej brak. Nuda, jak mówił w jej pochwale Brodski, „reprezentuje czysty, nie rozrzedzony czas w całej jego powtarzalnej, jałowej, monotonnej okazałości. (…) Krótko mówiąc, jest oknem na nieskończoność czasu, to znaczy na naszą w nim znikomość”. Jest usprawiedliwieniem i ulgą, przyjacielskim klepnięciem w ramię, współczuciem, troską. Nudzisz się – dobrze, jesteś człowiekiem doświadczającym rozciągłości w czasie. Doznajesz siebie. Codzienność złożona z punktów uporządkowanych jak tyczki do zaliczenia na torze narciarskiego slalomu zostaje zalana lawiną bezczasu. Nuda zabiera punkty kontrolne, by dać do przepłynięcia morze. Koniec z czelendżowaniem, oddaj się pływom – rzec można.

