70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Siła i piękno

Za założeniem, że Auschwitz, symbol Holokaustu, znajduje się poza zasięgiem ludzkiej percepcji, stoi zapewne pokora wobec ogromu i wyjątkowości tej zbrodni, zarazem chęć uwrażliwienia na białe plamy w historii obozu. Powtarzane wielokrotnie, może, niestety, prowadzić do racjonalizacji, która pozbawia sensu wszelkie wysiłki stawienia czoła trudnej przeszłości.

Książka Andrzeja Nowakowskiego Poza horyzontem zdarzeń. Auschwitz to ciężki i dużych rozmiarów album. Składają się na niego dwie części. Pierwsza nosi tytuł Oni… i przedstawia sprawców: Niemców i ich pomocników. Patrzymy na fotograficzne wizerunki umieszczone na czarnym tle, każdy na osobnej stronie wraz z krótkim opisem zaangażowania w Zagładę – w sumie 230 portretów zbrodniarzy. Druga, zatytułowana … to uczynili pokazuje historyczny obóz i współczesne miejsce pamięci. Na fotografiach z epoki, pochodzących w dużej części ze sławnego albumu Lili Jacob, widać węgierskich Żydów przywiezionych w transporcie do Auschwitz latem 1944 r. Uwagę przykuwają przede wszystkim współczesne zdjęcia – wykonane na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, utworzonego w miejscu byłego obozu koncentracyjnego i zagłady, piękne artystyczne obrazy Andrzeja Nowakowskiego, autora koncepcji wydawnictwa. Obie części poprzedzają teksty o historii i pamięci Auschwitz: Jochena Böhlera, Piotra M.A. Cywińskiego, Manfreda Deselaersa, Andrzeja Nowakowskiego i Piotra Setkiewicza. Trudno ten album wziąć ze sobą do miejsca, które portretuje. By go przeglądnąć, potrzeba dużego stołu lub kawałka podłogi. Gdy przewraca się zatem kolejne stronnice, nasuwa się pytanie: po co w ogóle patrzeć na były obóz zagłady?

Na fotografiach dobrze znane, ikoniczne Auschwitz – brama z napisem Arbeit macht frei, prycze w blokach rezerwatowych, krematorium, rampa obozowa i drut kolczasty – Nowakowski uchwycił w różnych porach dnia i roku, w kolorze, czerni i bieli, niekiedy w szarościach przechodzących w wyraziste barwy. Obrazy te odrealniają były obóz. Gdyby powiesić je nad łóżkiem, mało kto rozpoznałby, co przedstawiają. Wrażenie, jakby Auschwitz zostało wyjęte z ram – histo rycznych, przestrzennych, wyznaczonych przez to, co materialne – potęguje brak podpisów pod fotografiami i mało poręczny przy przeglądaniu spis umieszczony na końcu książki – w pewnym momencie przestajemy być pewni, na co patrzymy.

 

Auschwitz symbol

Poza horyzontem zdarzeń… wpisuje się w szczególną optykę postrzegania trudnej przeszłości. Wyróżnia ją dążenie, by zuniwersalizować traumatyczne doświadczenia. W tym podejściu Holokaust pełni funkcję uogólnionego symbolu zła, zmienia desygnaty – raz określa się tak aborcję, innym razem przemysłowe zabijanie zwierząt. Kontekst zbrodni – z miejscem, gdzie się wydarzyła, zaangażowaniem konkretnych ludzi – schodzi na dalszy plan, priorytetem staje się próba odnalezienia ogólnoludzkiej perspektywy i szansa na empatyczną relację wobec cierpienia Innego. Co więcej, zwolennicy tego podejścia przyjmują założenie, że Zagłada pozostaje niedostępna poznaniu, a skoro tak, to wszelkie wysiłki, by ją opowiedzieć i przedstawić, kończą się porażką. Nowakowski przyjmuje tę optykę. Wyjaśnia: „Auschwitz to czarna dziura. Miejsce poza horyzontem zdarzeń, osobliwość, w której naturalny i ludzki wymiar rzeczy nie obowiązuje. To obszar poza czasem i przestrzenią, a dostęp do niego mają tylko ci, którzy przeżyli. Nikt inny. Inni mogą próbować zbliżyć się do Auschwitz ze świadomością, że pozbawieni są klucza do bramy, poza którą jest inny wszechświat” (s. 24). Podczas spotkania poświęconemu albumowi w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie dodaje: „To jest miejsce, w którym nie działają żadne znane nam prawa. W każdym razie nie działa nasz aparat pojęciowy i nasza wyobraźnia”. Taki jest obóz z fotografii autora – nieobecny, nierzeczywisty, z innej planety. Fotograf odsuwa trudną przeszłość daleko, na bezpieczną dla widzów odległość – gdzie nie sięga ich odpowiedzialność za historię. Badacze tacy jak Alvin H. Rosenfeld, Dominick LaCapra czy Wulf Kansteiner przekonują, że większość praktyk pamięci o Holokauście podnosi na duchu, nie konfrontując nas z dziedzictwem zbrodni. Poza horyzontem zdarzeń… jest takim wizerunkiem Zagłady – oswaja i neutralizuje zbrodnię.

 

Auschwitz miejsce

Do pamięci o Holokauście można podejść w inny sposób, jak czyni to choćby Paweł Sawicki w publikacji Auschwitz-Birkenau. Miejsce, na którym stoisz… Dziennikarz zestawił 31 archiwalnych fotografii z tzw. albumu Auschwitz z jego własnymi zdjęciami wykonanymi w tych samych miejscach współcześnie. Określany często albumem Lili Jacob, węgierskiej Żydówki, która znalazła go przypadkiem w jednym z baraków obozu Dora-Mittelbaum zimą 1945 r., jest niewielkich rozmiarów, 56-stronnicową książką ze 193 fotografiami w środku. Ponumerowane i ułożone w kolejności, przedstawiają kolejne etapy selekcji węgierskich Żydów przetransportowanych przez Niemców do Auschwitz latem 1944 r. Pominięto jedynie ostatni – śmierć w komorach gazowych. Fotografami było najprawdopodobniej dwóch esesmanów. Do dziś nie wiadomo, jaka historia kryje się za jego powstaniem. Lili Jacob, przeglądając książkę po raz pierwszy w obozie, wpierw rozpoznała na zdjęciach rabina ze swojego miasteczka, następnie kuzynów, by na jednym z nich dostrzec samą siebie. Wiele lat po wojnie podarowała album Instytutowi Jad Waszem. Dziś można go zobaczyć na stronie internetowej jerozolimskiego muzeum. Sawicki odszukał miejsca z 31 fotografii i dokładnie powtórzył kadry – musiały to być ta sama pora roku, kąt i światło. Nie mogli znaleźć się na nich ludzie. Sawicki nie korzystał z programu do edycji zdjęć. Podejmował próby do momentu, gdy obraz spełnił wyznaczone warunki. Na spotkaniu w Centrum Społeczności Żydowskiej (JCC) w Krakowie tak mówił o projekcie: „To pokazuje siłę autentyzmu, to miejsce tam naprawdę jest i my się czasami zastanawiamy, czytając relacje z obozów, nie tylko z Auschwitz, że to jest wszystko tak nierealne, że aż nieprawdziwe, a nagle stając w tym miejscu, wszystko jest sprowadzone do czegoś konkretnego i jakby wracamy na ziemię z tego świata, który wydaje się nieprawdopodobny”. Miejsce, na którym stoisz… można wziąć ze sobą do muzeum i odnaleźć trudną przeszłość. Jak pisze we Wstępie do Poza horyzontem zdarzeń. Auschwitz Piotr M.A. Cywiński: „Przenoszenie w warstwę metaforyczną niesie w sobie ryzyko odrealnienia. Tymczasem Auschwitz istniał. Bardzo realnie istniał” (s. 19).

 

Mierzenie się z trudną pamięcią

Kluczem staje się zatem przestrzeń, gdzie, to co się wydarzyło, pozostaje uobecnione w tym, co materialne, niedyskursywne, dostępne przez relacje ocalałych, wszelkiego rodzaju inne źródła. Patrząc na pamięć z perspektywy miejsca, można uchwycić złożoność i wielość wizerunków przeszłości. Obóz posiadał odmienną topografię dla różnych kategorii ofiar: Żydów, Romów, więźniów politycznych, jeńców radzieckich, świadków Jehowy, homoseksualistów i osób poddanych eksperymentom medycznym. Stąd w Auschwitz-Birkenau spotyka się wiele narracji pamięci. Gdy traktuje się je jako wzajemnie oświetlające się wizerunki przeszłości, niekoniecznie pozostające ze sobą w konflikcie, pojawia się szansa, by dogłębnie poznać historię miejsca. Za założeniem, że Auschwitz, symbol Holokaustu, znajduje się poza zasięgiem ludzkiej percepcji, stoi zapewne pokora wobec ogromu i wyjątkowości tej zbrodni, zarazem chęć uwrażliwienia na białe plamy w historii obozu. Powtarzane wielokrotnie, może, niestety, prowadzić do racjonalizacji, która pozbawia sensu wszelkie wysiłki stawienia czoła trudnej przeszłości. Tymczasem Zagłada – zbrodnia nie do pomyślenia – miała miejsce w określonej przestrzeni, angażując konkretne ofiary, sprawców i tych, którzy stali obok.

Mierzenie się z trudną pamięcią zakłada nieustanne podejmowanie prób, by jak najdokładniej opowiedzieć, co się stało, wyróżniając również te miejsca, które pozostają niewiadomą.

Okazuje się to możliwe, gdy jednostka podda refleksji kluczowy splot – tożsamości z pamięcią – w relacji z Innym, nie poprzez porzucenie wyznaczanej przez grupowe przynależności optyki. Wydaje się, że w rozważaniach nad przeszłością droga do perspektywy ogólnoludzkiej prowadzi od rozpoznania partykularności stanowisk, z których wychodzimy. Empatia wobec cierpienia polega na uświadomieniu sobie, że ofiarą jest ktoś Inny. W jednym z wprowadzających tekstów albumu ks. Manfred Deselaers słusznie pisze: „Jestem Niemcem; nigdy nie będę czuł Auschwitz jak katolik z Polski lub Żyd z Izraela. Dialog zaczyna się od ciszy i słuchania siebie nawzajem. Leczenie zaczyna się płaczem nad ofiarami i zranionymi, zniszczonymi relacjami. Jest to jedyna droga odzyskania głębokiego zaufania, to fundament, na którym się spotykamy” (s. 95).

 

*

Na koniec pozostaje kwestia przedstawienia w albumie sprawców. Jak o nich mówić? Nowakowski stwierdza, że często poświęcamy całą uwagę ofiarom, zapominając o zbrodniarzach. „Dla mnie twarz sprawcy jest paradoksalnie tak samo ważna jak twarz ofiary. To jest binarny układ” – powiedział autor podczas spotkania w MHŻP. Zastanawia się zatem, jakie były „ich motywacje, wewnętrzny porządek moralny, który pozwalał im funkcjonować w tym zdeprawowanym świecie. Jakkolwiek niedobrze to zabrzmi, oni też byli ofiarami. Pytanie – ofiarami czego?” (s. 25). Fotograf odpowiada, powołując się na Antoniego Kępińskiego z Rytmu życia – ofiarami faszyzmu – „uważali, że mordują muchy, a nie ludzi” (s. 28). Słuszna wydaje się potrzeba, by przywołać osoby odpowiedzialne za Auschwitz. Tym bardziej że nieliczni zostali doprowadzeni przed sąd i ukarani. Problemem jest, jak to robić, nie przyjmując ich punktu widzenia. Nowakowski nie udziela na to pytanie dobrej odpowiedzi. W Refleksach nazizmu Saul Friedländer ostrzega: „(…) każda z (…) interpretacji łatwo przeobraża się w racjonalizację, która normalizuje, wygładza i neutralizuje naszą wizję przeszłości. Te świadome bądź nieświadome odmiany egzorcyzmów należą do dnia dzisiejszego, ale wystarczy zwrócić się ku przeszłości, by dostrzec u samych nazistów skomplikowane manewry mające na celu neutralizację ich własnych działań, coś w rodzaju egzorcyzmów towarzyszących eksterminacji” (s. 100). Poza horyzontem zdarzeń. Auschwitz, niestety, egzorcyzmuje trudną pamięć Zagłady.

_

Andrzej Nowakowski

Poza horyzontem zdarzeń. Auschwitz/ Beyond the Horizon of Events. Auschwitz

Wydawnictwo Universitas, Kraków 2015, s. 400

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter